sobota, 23 stycznia 2016

Yet another poplon story

Rzecz wielce niepokojąca. Chociaż według psychologów pewnie całkiem przewidywalna. Kiedyś słyszałam, że jeśli człowiek radzi sobie w trudnej sytuacji, to odczuwa ogromną satysfakcję, od której można się czasem uzależnić. A ja ostatnio jestem tak obrzydliwie wydajna, tak śmierdząco zorganizowana, pomimo zmęczenia i niemożliwego wręcz nawału obowiązków, że zaczęłam nawet w tym odnajdować jakąś perwersyjną przyjemność. Że ja nie dam rady?! To patrzcie! Jak ładnie odhaczam moje kilometrowe listy! Nawet ciasto upiekę! I co z tego, że bez melisy nie ma spania. Ważne, że norma wyrobiona w dwustu procentach. Może mi po prostu grzeje z przepracowania, nie wiem. Ale skoro taka jestem wydajna to napiszę posta. O glebie. Bo bardzo wydajnie wysialiśmy wczesną jesienią na naszych grządkach poplon. Który na dodatek, jakże wydajnie, bardzo ładnie wygląda po deszczu. Dekoracyjność i użyźnianie. Też dwieście procent;-)

czwartek, 7 stycznia 2016

Gwoli wyjaśnienia

Gwoli wyjaśnienia zaiste ambaras. Czy może powinnam bardziej na czasie stwierdzić "sorry, damyt". Jakby tego nie ująć- na blogu, jak i w paru innych sferach życia, klapło. Spieszę ze staropolskim "sory", wyjaśnieniem, że "ejołkej" i zapewnieniem, że "albibak". Tylko nie wiem kiedy i jak bardzo. Bo powroty do normalności wcale takie łatwe nie są. Ale po kolei.