środa, 22 marca 2017

Pokrzywą wiosna się zaczyna

Postanowiłam napisać tradycyjnego wiosennego posta z kiełkującymi zdjęciami. Może nie mam wiele do przekazania, poza dość konkretną dawką niechęci do świata- tak, tak, to ten etap, kiedy zaczynamy się zastanawiać na przeprowadzką na Marsa, albo chociaż do Nowej Zelandii. Nie chcę w sobie wzmacniać złości na ludzką małostkowość, samolubność i brak wrażliwości. Staram się sobie wmawiać, że są jak pogoda. Istnieją, nie ma na to wpływu, trzeba założyć szalik, w miarę możliwości się od tego wszystkiego odgrodzić i iść dalej. Z termoforem- w tej roli widzę konQbka :-) 
Dlatego ten post będzie o tym co nam już wylazło z ziemi, oraz o bardzo wspomagającej herbatce, która w zamyśle powinna dać nam siły na walkę ze wszystkimi odmianami brzydoty, jakie postawi na naszej drodze rzeczywistość. Jak potrzebujecie takiego wzmacniacza to zapraszam do czytania!

wtorek, 21 lutego 2017

Kwitnąca jabłonka w płynie

Czasem łudzę się perspektywą luźnego dnia. W planach jest książka, drzemka, jakaś gra, może nawet serial. A kiedy przychodzi co do czego, ganiam jak wariat, podwożę do sklepów, sprawdzam zadania domowe i przygotowuję się do pracy. I obserwuję z zazdrością jak konQbek drzemie na łóżku. I lekko mnie trafia. Liczę wtedy do trzech, albo do trzydziestu, zapijam jakąś ziołową herbatę i mówię sobie "Byle do piątku!". A w piątek zamiast zdrowotnych naparów, zaserwuję sobie antonówkę de luxe. Drink wymieszany przez mojego stacjonarnego, certyfikowanego barmana. Macie ochotę spróbować? Bo piątek w końcu nadejdzie, prawda?

niedziela, 12 lutego 2017

Cały świat w jednym berlińskim ogrodzie

Taaa... Jak zaczynać to z przytupem. Od samego początku roku, po spektakularnym zdobyciu pozwolenia na budowęi wielkich planach nabrania rozpędu, najzwyczajniej w świecie nas zeżarło. KonQbek spędza po trzynaście godzin w pracy, ja siłowałam się z testami i ocenami, co oznaczało kompletny brak weekendów. Na koniec dorwała mnie jakaś bakteria, z którą z resztą, wraz z termoforem i kocykiem, wciąż dzielnie walczę. Efekt? Ostre hamowanie. Stąd dzisiejszy post nie będzie o postępach budowlanych, przygotowanym jedzeniu czy pracy w ogrodzie. Nie.
Dziś będzie zielono i terapeutycznie. Wspomnimy wakacje i naszą wizytę w Ogrodzie Botanicznym w Berlinie. Jednym z trzech najbardziej znaczących ogrodów botanicznych na świecie.

środa, 4 stycznia 2017

Nic ni ma, ino zima...

Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, żeby zauważyć, że nic. Nic w grudniu, nic na święta, nic na fejsie, nic na blogu. N-I-C. Ważne nic, bo terapeutyczne. Wybaczcie je, ale tego było mi trzeba po ostatnim roku. Dzięki niemu trybiki w mojej głowie zostały mniej więcej na swoim miejscu i mogą podjąć mozolne terkotanie. Jeśli gdzieś tam jeszcze spoglądacie w stronę mirabelek, to macham do Was. Jestem tu. I próbuję przesunąć trochę to nic. Żeby w końcu coś. Nie duże- właściwie takie małe co nie co, ale zawsze coś.

niedziela, 4 grudnia 2016

Dieta okruszkowa

Dzień jak każdy inny. Wstajemy, otrząsamy się z poranka, godzinami siłujemy się z pracą i już stoimy w korku do domu. Potem coś do jedzenia, chwila na spacer z psem / podrapanie kota za uchem i upragniony wieczór. Jeszcze resztką sił mościmy się przed ekranem i chłoniemy swoją dzienną dawkę mądrości. Każde pokolenie ze swojego źródła- dla jednych M jak miłość sprawdza się równie dobrze, jak dla innych House of Cards. Ja też mam swoich dilerów. I chciałabym się z Wami podzielić tym, czego mnie jeden z nich ostatnio nauczył. Ale żeby nie paplać na sucho, pogadajmy sobie nad jabłkowymi muffinami ze słonym, karmelowym wnętrzem. Wpadniecie?

poniedziałek, 21 listopada 2016

Nie będzie słodko, czyli Torta Rustica

Ogry mają warstwy. Jak cebula i kremówka. I jak tort. W Shreku to porównanie miało zobrazować, że nie wszystko jest takie jak się wydaje. Pod zieloną, grubą i szorstką skórą ogra, może się kryć dobre serce. A pod nazwą tort, bardzo sycące, wytrawne danie. Nie wierzycie? To odkryjcie wraz z nami włoski Torta Rustica.

środa, 26 października 2016

Grzybobranie

Krótka historia o tym jak poszliśmy na grzyby:
Niedziela, wsiadamy do Rołcza z zamiarem ostatnich przedwyjazdowych zakupów. I pada To Pytanie.
"Ej, a co na obiad?"
"A nie wiem, ale może pójdziemy do ogródka zobaczyć czy nam ten grzyb co ostatnio był mały wyrósł?"
Wysiedliśmy z samochodu i po dziesięciu minutach wróciliśmy do domu z dwoma i pół kilogramami podgrzybków i jednym zagubionym borowikiem. Wszystko spod naszych brzóz. Oj nie miała racji nasza sąsiadka krzycząc do nas, że ona w lesie nie mieszka;-) 
I w ten oto sposób niespodziewanie trafiły się nam  własne plony. Można gotować i blogować!

niedziela, 23 października 2016

Czyżby jeżyny?

Jak co roku rozpoczął się jeżynowy wyścig z czasem- nasza 'leśna' jeżyna dzielnie walczy z coraz krótszymi dniami i zimniejszymi porankami. Trochę jak my, przez cały dzień ścigając się ze wskazówkami zegara. Niestety ani determinacja naszej jeżyny, ani nasze niechętne szuranie stopami rano, nie przegonią coraz bardziej zadomowionej jesieni. Ona jak co roku nic sobie nie robi z marzeń o wiecznym lecie. Po prostu wprasza się, siada przy grzejniku i zaczyna suszyć przemoczone stopy. I zanim się człowiek nie obejrzy, już siedzi razem z nią, z kubkiem gorącej herbaty w jednej ręce i talerzykiem pysznego ciasta w drugiej. I prowadzi mgliste rozmowy o życiu.
A skoro i tak od tego nie uciekniemy, to może przynajmniej zaprośmy do towarzystwa jeżyny. I tak wszyscy razem celebrujmy zmierzch.

niedziela, 9 października 2016

Ogród z widokiem na Krzywą Wieżę

Nie będzie to bardzo długi post, bo i nasza wizyta w Pizie nie była wyjątkowo długa. Podczas naszych włoskich wakacji mieszkaliśmy bardzo blisko- wystarczyła krótka wycieczka samochodem, odrobina szczęścia w poszukiwaniu parkingu i już mogliśmy zlać się z tłumami azjatyckich (głównie) turystów podążających na Plac Cudów. Ale myślę, że nie zdziwicie się, kiedy napiszę, że naszym celem wcale nie było podtrzymywanie wieży. Jak to my, znaleźliśmy ogród z bardzo ciekawą historią i tam ukryliśmy się przed wszędobylskimi selfie stickami.

poniedziałek, 19 września 2016

"Sosik mega"

Niektórych ludzi nazywamy "swoimi." Skąd ich mamy? Sami się znajdują. Jak pan w pobliskiej Żabce, który na widok puree ziemniaczanego (cicho, chwila słabości!) w naszym koszyku skomentował "o dobre! ja to tak lubię sobie zrobić i z zimną maślaneczką zjeść!" Albo pani, która widząc w naszych rękach smażonkę z owoców morza, zrobiła rączki podżeraptora* i podekscytowanym głosem spytała, gdzie ją kupiliśmy. 
"Swoim" ludziom ufamy prawie bezgranicznie. Bo oni wiedzą co to jest kulinarne dobro. Wierzymy nawet, kiedy piszą, żeby wlać pół szklanki octu (bue) do sosu. 
I my też jesteśmy "swoi". Zaufajcie nam, a w nagrodę zjecie niesamowicie pyszny sos.
*te takie krótkie łapki, które robią się automatycznie, kiedy człowiek zaczyna szukać jedzenia; nie wierzycie? następnym razem jak wieczorna gastra zagna Was pod drzwi lodówki, zwróćcie uwagę na ułożenie ciała, zaskakująco podobne do dinozaura- łokcie blisko tułowia, lekkie przygarbienie, głowa na przód, dłonie złączone na klatce piersiowej- czasem wręcz pocierają się ze zniecierpliwienia- i witamy w gronie podżeraptorów:-)