Ogród Bardini, czyli Florencja na romantycznie

Mamy z konQbkiem szczęście do zwiedzania ogrodów. Bez planu, z błogim uśmiechem beztroskiego globtrotera, rozglądamy się, kupujemy bilet i trafiamy na niesamowite perełki. W La Mortelli byliśmy z nudów, bo była blisko hotelu. Botanik w Palermo mignął nam w oknie autobusu. W Pizie szukaliśmy spokojnego miejsca na zjedzenie bułki. A wizyta w Ogrodzie Bardini była w cenie biletu do Ogrodów Boboli, które mocno nas rozczarowały. Upieczeni we florenckim piekarniku, w panierce z kurzu, poszuraliśmy skatowanymi stopami na szczyt wzgórza Montecuccioli i dosłownie nas zatkało.
Soczyście zielony trawnik, swobodnie obsadzone rabaty i szemrzący wśród roślin strumyk od razu nas urzekły. Zwiedzanie zaczęliśmy od górnej strony ogrodu, gdzie znajduje się"las angielski"- nietypowe połączenie stylu angielskiego z chińskim. Rzadko spotykana kombinacja, ale w ogrodzie o tak bogatej historii właściwie nie dziwi.
Ta anglo-chińska część została dołaczona do reszty parku wiele lat po jego powstaniu. Wszystko tutaj zaczęło się w średniowieczu- czysto funkcjonalnym ogrodem, którego płody miały trafić na stół właścicieli. Wciąż jeszcze widać to pierwotne przeznaczenie- na zboczu wzgórza jest sad z typowymi toskańskimi drzewami.
Ale wróćmy jeszcze na chwilę na szczyt i odetchnijmy w szumiącym cieniu ogrodu angielskiego. O dobry mikroklimat dba tutaj Kanał Smoka- ukryty w cieniu strumyk, nad którym świetnie czują się azalie. W czasie naszej wizyty panowała niepodzielnie zieleń, ale wiosną musi tu być kolorowo.
Pośród pozornie dzikich nasadzeń rozmieszczone są rzeźby. Jednak zamiast wielkich pomników na jeszcze większych placach, te tutaj kryją się w zakątkach i zalotnie wyglądają zza listków. To miejsce przypomina mi moje wyobrażenie Tajemniczego Ogrodu. Wrażenie to potęguje fakt, że z powodu problemów dotyczących spraw spadkowych, teren ten dziczał do roku dwutysięcznego. Ciekawe jaki widok ukazał się ogrodnikom, kiedy w końcu otworzyli bramy zarośniętego, zostawionego samemu sobie ogrodu?
Z niego udaliśmy się do starszej części, z której właściciele mieli niezrównany widok na Florencję. Barokowe schody były zamknięte- są strome i wyglądają na niebezpieczne, ale nasadzenia wzdłuż nich odnowiono- to głównie irysy i róże.
Widok z góry.
Z boku.
I z dołu.
Zamiast schodami, zeszliśmy tunelem wisterii. Latem tylko szalona ilość strąków podpowiadała nam jakie bogactwo kwiatów musi tu panować wiosną. Nasze zdjęcia nie są spektakularne, ale zerknijcie pod linki podane na dole- totalna, liliowo-fioletowa magia. A na nasze pocieszenie wzdłuż ścieżki pyszniły się za to różnorodne hortensje. Jest ich podobno około sześcdziesięciu rodzai.
Najniższa część ogrodu to włoski ogród, w którym najbardziej widać wpływ jednego z ostatnich właścicieli, od nazwiska którego pochodzi nazwa ogrodu. Stefano Bardini przejął go w 1913 roku i swoje panowanie zaznaczył kontrolowaną demolką. Część starych murów zostało wyburzonych, pojawił się podjazd, a cały ogród uległ transformacji i stał się reprezentacyjnym salonem, którym Bardini, "Książe Antykwariuszy", mógł imponować swoim arytokratycznym klientom.
Takim widokiem łatwo było zabyłysnąć przed bogatą klientelą.
Bardini łączył budynki, dobudowywał mury zamiast starych, które kazał wyburzyć i dekorował je drogimi mozaikami. Średniowieczny charakter ogrodu i poźniejsze wiktoriańskie elementy wprowadzone przez poprzednich właścicieli przestały dominować, jednak nadal wszystkie te wpływy są widoczne. Miejsce to stanowi jedyną w swoim rodzaju, eklektyczną mieszankę stylów, jak rodem z kart powieści fantasy. Mogłaby się tu schronić zapomniana cywilizacja elfów, którą odkrywa nic nie świadomy turysta.
  
Ogród Bardini spodobał się nam zdecydowanie bardziej niż pełne turystów Boboli. Poza wspaniałymi widokami, znajdziemy tu jeszcze pięknie zaprojektowane krajobrazy i ciekawe rośliny. Ponieważ teren jest znacznie mniejszy niż najsłynniejsze florenckie ogrody, można go obejść w całości bez zadyszki, a i zacienione miejsce na konteplację dolce vita się znajdzie.
A lekcja dla nas? Kontrolowany chaos. Nie wszystko musi być od linijki, nie każda rzeźba wymuskana na biało a całość w jednym słusznym stylu. Mieszanie przynosi zadziwiające efekty, a urok trochę zdziczałego ogrodu jest niezaprzeczalny. Przynajmniej dla takiej zagorzałej czytelniczki "Ani z Avolnea" (zaniedbany ogród Hester Gray) i "Tajemniczego Ogrodu" jak ja.
Spodobał się Wam Ogród Bardini? Jeśli chcecie się dowiedzieć czegoś więcej odsyłam Was do anglojęzycznych stron, z których korzystałam przy pisaniu tego posta:
https://www.villabardini.it/the-garden/
https://wp.eghn.org/en/bardini-garden-seven-centuries-of-florentine-history/#1446909697851-78afdde6-5e07
https://www.visitflorence.com/florence-museums/bardini-gardens.html
https://www.grandigiardini.it/lang_EN/giardini-scheda.php?id=49

Komentarze

  1. Urocze miejsce! Zwiedzałam Florencję i teraz żałuję, że nie trafiłam do tego ogrodu. A trafiłam do Ciebie przez zdjęcie z Insta, warto, będę stałym gościem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę i serdecznie witam w naszych skromnych progach :-) Ten ogród łatwo pominąć (samym nam się to prawie przydarzyło) a szkoda, bo jest zdecydowanie wart zobaczenia. Masz jeden powód, żeby powrócić do Florencji ;)

      Usuń

Prześlij komentarz