sobota, 28 maja 2016

Lecz pamiętaj naprawdę nie dzieje się nic

.
Znacie? Ja za dzieciaka uwielbiałam tą piosenkę Turnaua i do dziś mam do niej wielki sentyment. Jako szczenię z umorusaną gębą (średnio przez sto procent czasu) zachwycałam się melodią, tym fleto-klarneto-podobnym intro i głosem wokalisty. Dziś, jako osobnik wyższy i o czystszym licu (nooo, uogólniam) częściej dumam nad tekstem. Bo kiedy na chwilę przestaję panikować i układać fatalistyczne scenariusze na przyszłość, nachodzi mnie czasem refleksja nad życiem. I dochodzę do wniosku, że to że "nie dzieję się nic" to element większego jakiegoś planu. Nie tylko na moje życie, ale na świat.

niedziela, 15 maja 2016

Słowiański karku czuje miętę


.
Znacie słowiańskiego karka? Bo ja nie jestem taka pewna. Kiedy zastanawiałam się nad tą kwestią, trudno mi było wyprowadzić jakąś spójną definicję Ale przypomniała mi się anegdota, którą kiedyś przewiało przez internet, o takim właśnie osobniku, który w zatłoczonym autobusie ustąpił miejsca starszej pani, z uroczym "niech se babcia pier..." na ustach. I przy tym zostanę- czyli niby wielki, niby groźny, ale babcię szanuje. To może miętę też może poczuć?

poniedziałek, 2 maja 2016

Rasowa drożdżówa

.
Tak dokładnie powiedziała mama, kiedy zawołałam ją, żeby powąchała świeżo wyciągnięte z piekarnika ciasto. Pachnące rabarbarem, wanilią i cynamonem przykryłam wczoraj czystą ściereczką i bez skrupułów zjadłam dziś na po-śniadanie. I przed-obiad. I podwieczorek. To totalny klasyk- puszyste i wilgotne, nie za słodkie, rozsypujące dookoła okruchy kruszonki. Jeśli macie ochotę na rabarbarową tradycję, to zapraszam do dalszego czytania.