niedziela, 15 maja 2016

Słowiański karku czuje miętę


.
Znacie słowiańskiego karka? Bo ja nie jestem taka pewna. Kiedy zastanawiałam się nad tą kwestią, trudno mi było wyprowadzić jakąś spójną definicję Ale przypomniała mi się anegdota, którą kiedyś przewiało przez internet, o takim właśnie osobniku, który w zatłoczonym autobusie ustąpił miejsca starszej pani, z uroczym "niech se babcia pier..." na ustach. I przy tym zostanę- czyli niby wielki, niby groźny, ale babcię szanuje. To może miętę też może poczuć?
Słowiański karku zawitał w mojej kuchni z powodu książki, która skusiła mnie z półki internetowej księgarni, kiedy w końcu zdecydowałam kupić "Dziką kuchnię" Łukasza Łuczaja. No bo jak mogłam się oprzeć "Słowiańskiej kuchni" państwa Lisów? Sieć pokazała mi, że tom jest pięknie wydany i ładnie obfotografowany. To wystarczyło- poszedł do koszyka. A teraz powoli sobie czytam. I powiem Wam, że książka jest rewelacyjna. Napisana lekkim, humorystycznym językiem, ale pełna informacji na temat życia naszych przodków. Zaczynając od praktycznych podstaw, czyli sposobów gotowania czy wyglądu kuchni, na przepisach kończąc. 
I jeden z nich wyjrzał na mnie spomiędzy stron i spowodował, że popędziłam do ogrodu na miętowe żniwa. W oryginalnej wersji w przepisie był boczek, na dodatek pieczony w ognisku. Ale jak do każdego z przepisów w tej książce i w tym autorzy podali sposób w jaki można nieco "uwspółcześnić" cały proces. Bo jakby romantyczne nie było rozpalanie paleniska, żeby umieszać polewki, to nie każdy ma na to czas w przeciętny czwartek. Dlatego zamiast paleniska, nagrzałam piekarnik i popędziłam do sklepu po karkówkę- jakoś tak bardziej miałam na nią ochotę. A potem zaplotłam warkocz i z przyśpiewką na ustach zaczęłam nacierać karka. 

PIECZONA KARKÓWKA Z MIĘTĄ
(wg. "Kuchnia Słowian" Hanny i Pawła Lisów, str. 121)
.

1kg karkówki
1-2 ząbki czosnku
szczypta nasion kolendry
szczypta nasion kminku
kilkanaście jagód jałowca
10-12 gałązek świeżej mięty (nasza; w maju jest najlepsza, bo młodziutka)
sól

Piekarnik nagrzewamy do 180*C. Mięso dzielimy na dwa mniej więcej równe kawałki. Czosnek obieramy i kroimy w cienkie słupki. Kolendrę, kminek i kilka (nie wszystkie) jagód jałowca rozcieramy w moździerzu. Kawałki karkówki nakłuwamy nożem, a w powstałe otwory wkładamy naprzemiennie słupki czosnku i owoce jałowca. Następnie nacieramy mięso mieszanką ziołową i solą, okładamy gałązkami mięty- dobrze jest obwiązać je sznurkiem, żeby mięta przylegała do karku. Umieszczamy na blasze do pieczenia i pieczemy około godziny.
Po wyjęciu z piekarnika odczekujemy chwilę, kroimy grube plastry i podajemy. Musze jednak przyznać, że dla mnie ta karkówka sprawdziła się najbardziej jako wędlina. Jako danie główne, była dla mnie trochę zbyt mdła i nieco gumiasta (winię mój brak umiejętności). Ale pokrojona w cienkie plasterki, na dobrej bułce, z sałatą, ogórkiem marynowanym i francuską musztardą była idealna. I ten aromat mięty. Mniam! 
To co do mnie nie przemówiło, to miętowe "czipsy"- autorzy polecają podjeść listki , które zapiekają się razem z mięsem. Spróbujcie sami, jak dla mnie chyba zbyt dużo mięty w mięcie.
I oto mamy dowód, że nawet słowiański karku może poczuć miętę. Szczególnie w maju.
.

4 komentarze:

  1. Też mam tę książkę i jestem zauroczona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Łączę się w zauroczeniu! Bardzo dobrze, że powstają takie wydawnictwa. Tyle w nich perełek do wykorzystania!

      Usuń
  2. Wspaniały przepis! Cudowne danie! Mam teraz niezłego smaka na tego typu jedzonko :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-D T nie pozostaje nic innego tylko zacząć zawijać w miętę;-)

      Usuń