sobota, 28 listopada 2015

Jesienny syndrom Tourette'a

Jestem zła. Nie da się tego niczym zakryć- z jednej strony naciągniesz koc, wyjrzą lodowate stopy. Zawiniesz z drugiej- wychynie skwaszona mina. Oczywiście zachowuje pozory cywilizacji, ale mam coraz mniej energii i ochoty, żeby nie zdziczeć. Podobno urządzono gdzieś pokój złości, w którym można do woli nawalać agresją w łatwo niszczące się przedmioty. Zamknęłabym się tam na dzień, względnie miesiąc.

niedziela, 15 listopada 2015

Listopad już

Tak właśnie. Już. A może powinnam napisać- już?! Niby wiem ile trwa doba, tydzień czy miesiąc, ale jak przyszło co do czego, to zupełnie zaskoczyła mnie ta połowa listopada. Szczególnie, że to co mam dziś do pokazania jest z samiutkiego końca października. To był ostatni spędzony przez nas dzień w ogrodzie- na drzewach było jeszcze złoto, a wśród suchych badyli można było jeszcze znaleźć jakiegoś zagubionego kwiatka. Potem wszystko nabrało rozpędu i nie było już czasu na ogrodowe eskapady. Na szczęście poza okryciem roślin, niewiele zostało do zrobienia.

niedziela, 25 października 2015

Psu się przyśnił schab...


Gra na rynnach wiatr, stary zegar tyka.
Słucha kot, słucha pies czułych słów czajnika.
O czym czajnik gada, o czym zegar gwarzy.
No, może noc zapada, może czas pomarzyć.
(...)
Kotek z pieskiem – chrapu chrap
Prawe oczko – klapu klap
Mleczny strumyk kotu szumi, psu się przyśnił schab.
Schachaaaaaab
Schaaaaaaab

niedziela, 18 października 2015

Baterie wypadły temu październiku

W tym wpisie nie będzie o jedzeniu- będzie o tym jak nasz ogród wygląda w połowie października. Nie bywamy tam zbyt często bo obydwoje oscylujemy pomiędzy tygodniowym pracoholizmem i weekendową stagnacją. Macie tak czasem, że przez pierwsze pięć dni powtarzacie sobie "w sobotę na bank to zrobię", a potem kiedy w końcu nadejdzie, ledwie znajdujecie energię, żeby posmarować kromkę serkiem na śniadanie w okolicy południa? Czy to jest jakiś wirus? Czy to przechodzi?

sobota, 17 października 2015

Jesień się zrobiła

Dziś będzie wbrew trendom. Bo choć aura nie sprzyja hm, życiu właściwie- jest zimno, szaro i brzydko, ja postanowiłam odczarować trochę ten październik. Poczekajcie chwilę, poczytajcie i dajcie się przekonać, że można i bez zmarszczonego czoła. Potrzebne jest tylko odpowiednie wyposażenie- samochód, dobra płyta, wieczorne miasto i ciacho. Takie, którego wszystkie atuty można docenić dopiero teraz, kiedy zaczynają spadać liście.

niedziela, 11 października 2015

Marchewkowe placuszki

Obecnie jestem na takim etapie rzeczywistości, że zaciskam zęby i staram się nie myśleć, że nie wyrabiam. Bo jeśli choć na chwilę się zatrzymam i zacznę analizować ile tego jeszcze zostało, to nawet tarzanie się w melisie nie pomoże. I tak oto weszłam w tryb "demydż kontrol", odhaczam miarowo kolejne listy obowiązków i jadę dalej.  Na moich listach czasem brakuje mi pozycji "obiad"- robię wszystko, żeby jeść co trzy godziny, ale wszyscy wiemy, że jogurcik obiadem nie jest. Dlatego kiedy tylko znajdę chwilę na przygotowanie czegoś własnego i CIEPŁEGO, robię to z wielkim namaszczeniem. Nawet, jeśli to taki ekspresowy banał jak te placuszki.

poniedziałek, 28 września 2015

A gdyby gruszki się udały?

Tak. Pogdybajmy sobie dzisiaj. Gdybym wzięła się za siebie, ten i parę jeszcze innych wpisów już dawno wylądowałyby na blogu. Dokumenty, których termin wysyłki zbliża się nieubłaganie, byłyby skrupulatnie wypełnione, co do ostatniej, różowej krateczki. Wiedziałabym jak smakują dyniowe kopytka, bo w końcu bym je zrobiła. Nie stresowałby mnie kolejny pożarty kawałek dyniowego ciasta, bo zaczęłabym chodzić regularnie na basen. Pestki kakaowca zajęte byłby kiełkowaniem, posadzone w doniczkach. A listopadowy wyjazd zostałby dopięty na ostatni guzik. No kurde, ogólnie- byłoby ładnie, równo i bez wyrzutów sumienia. Ale nie. Jak nasza gruszka w tym roku, mam produktywność zero. Tyle że gruszka ma bakcyla, a ja? No o żadnym mi nie wiadomo. Ale gdyby bakcyl i upały nie dopadły gruszki... to owoce skończyłyby w tym oto cieście. Wcale nie tak hipotetycznym- bo wylądowało w naszych brzuchach. (choć nie obraziłabym się, gdyby kalorie z niego poprzestały na byciu hipotetycznymi...)

czwartek, 24 września 2015

Szybkie roladki z cukinią

 "No, wszystko jest pod kontrolą" powiedziałam sobie we wtorek. Usiadłam do bloga- skoro zaczęłam ogarniać rzeczywistość, to czas nadrobić zaległości. Obudziłam się w środku nocy, z wyrazem niedowierzania na twarzy. Przecież nawet nie byłam śpiąca. W środę... kiedy skończyłam pracę było po siódmej i energii starczyło mi tylko na szurany spacer z Drożdżem oraz zrobienie herbaty z pomarańczą. I kiedy zasiadłam w papasanie, próbując utrzymać głowę w pionie do końca odcinka "Downton Abbey" zrozumiałam- to już jesień. Czas niekontrolowanych napadów senności, ciepłej herbaty i zawijania się w koc. A może by tak zawinąć też coś do przekąszenia?

wtorek, 22 września 2015

Mamy grzyba

Ano mamy. I niestety grzybowej z niego nie będzie. Otóż naszą gruszę zaatakował grzyb o wdzięcznej i długiej nazwie Gymnosporangium sabinae. Dzięki jego aktywnej działalności nasze drzewo wygląda bardzo źle, zrzuciło wszystkie owoce i zamiast liści ma jakieś mutanty z obcymi od spodu. Ale od początku.

niedziela, 13 września 2015

Ale że co?

No że co? Co się dzieje? Dziś przyszedł czas na podsumowanie ogrodu po naszych wakacjach. Wróciliśmy i zastaliśmy... no właśnie. Co się udało a co nie w sierpniu i ogólnie pojętym sezonie letnim? Cośmy przeskrobali? Co posadziliśmy? Na powitanie moja absolutnie ulubiona rabata w tym roku- nawet jeśli słoneczniki zostały kompletnie zeżarte przez ptaki. Zapraszam!

środa, 2 września 2015

Ciasto z profesorskimi śliwkami



No to zaszalałam. Wakacje pełną gębą- tylko jeden wpis w sierpniu. I kolejka tematów. Jeden z nich dość pilny- o tym jakimi widokami przywitał nas ogród po powrocie i jaki jest jego stan na koniec lata. Wiem, wiem- dokumentacja, archiwizacja, skrupulatność. Ale... ciasto... Ze śliwkami. Cynamonem i prawdziwą wanilią pachnące. Z kruszonką. I bezą. Prawda, że lepiej zacząć od ciasta? Tak też myślałam!

środa, 26 sierpnia 2015

Pourlopowy marazm

Jest koniec sierpnia a ja zasiadam do pierwszego wpisu w tym miesiącu. Można tu winić urlop, który zdominował pierwsze dwa tygodnie. Ale on już dawno minął, a tu cisza. Bynajmniej nie dlatego, że nic nie robimy. Dzięki Mamie i Młodemu ogród przetrwał najgorsze susze (my chowaliśmy się wtedy przed deszczem w Italii;-)), teraz próbujemy utrzymać nasze rośliny przy życiu. Jest dużo podlewania, porządki, nowe rośliny i wiele nowych pomysłów. I jest wstręt do komputera. Bo jak tu stukać w klawiaturę, kiedy można w zieloność, gdzie stukaniem zajmuje się dzięcioł? No kiedyś w końcu trzeba. To może zacznijmy ciastkami. I cukinią. Oczywiście.

piątek, 31 lipca 2015

Kwiecista tarta z cukinią

Misję mam. Jutro jedziemy w daleki świat- i chcę w niego jechać bez zaległości blogowych. Dlatego zamiast prasować gacie i krochmalić skarpetki siedzę przed ekranem i piszę. Ale mentalnie jestem już w przedwakacyjnym rozkroku. Nie jest to moje ulubione uczucie, więc może rzeczywiście lepiej się skupić na pisaniu. A na trasie poznacie mnie po wygniecionych ubraniach. Wszystko przez to blogowanie. I przez cukiniową tartę.

czwartek, 30 lipca 2015

Jak odczarować lato porzeczką

No i skisiło się. Deszcz owszem, jest mile widziany. Nie trzeba podlewać i nie ma pokusy, żeby siedzieć w ogrodzie, człowiek może ogarniać ostatnie wyjazdowe sprawy. Ale ta temperatura? Żeby do pracy we flanelce w lipcu? Jakbym nie uwielbiała mojej nowej kraciastej koszuli rodem z amerykańskiej wsi, to w lipcu powinnam ją seksownie zawiązywać w pasie na wieczornym ognisku, a nie zapinać pod szyję i chować łapy do kieszeni. Nie, trzeba jakiś czarów, magii ludycznej, która odczaruje lato. To może magia porzeczkowa- widziałam jeszcze dziś w jednym warzywniaku delikwentki. To już końcówka, ale nic nie zaszkodzi wrzucić w ciasto. A jedząc zamknąć oczy i czekać aż kwaskowe lato samo przyjdzie.

niedziela, 26 lipca 2015

Park Mużakowski

Nim minął maj, chciałam jeszcze opowiedzieć o jednym parku, który warto odwiedzić w ramach weekendowego wypadu. Nie wyszło, ale to nic nie szkodzi, ponieważ Park Mużakowski można zwiedzać w każdej porze roku. Tak jak Kromlau najbardziej czaruje majowymi różanecznikami, Wojsławice poza nimi również czerwcowymi liliowcami, tak w Parku Mużakowskim większość nasadzeń to ogromne drzewa. I czy to wiosenna świeża zieleń, czy bujne letnie liście czy jesienne kolory, ich kompozycje zachwycają rozmachem.

sobota, 25 lipca 2015

Frittata cukiniata

Cukinia- jest jej dużo. Będzie jeszcze więcej. Trzeba szukać pomysłów. Na ratunek przybywa oczywiście Jamie Oliver z lśniącą patelnią (taki mi wyszedł kulinarny odpowiednik rycerskiej zbroi). Patrzę na przepis i tuptam z radości. Bo oto nadszedł ten cudowny moment, w którym większość świeżych składników mogę zerwać z grządki.

czwartek, 23 lipca 2015

Kaczka z wiśniowym sosem

Czas najwyższy rzucić mięsem. Za dużo tych słodkości. Może dlatego, że przy środzie? A może po 10 godzinach spotkań pracowych bez przerwy? A może przez użartego przez trzmiela palucha, który od wczoraj rośnie jak Pudzian po sterydach? Nie wiem, ale mam wrażenie, że jak otworzę usta to wydobędą się z nich tylko łacińskie terminy. Dlatego grzecznie zamykam gębę na kłódkę i siadam do bloga. Bo mięsem można też rzucać w kuchni.

wtorek, 14 lipca 2015

Brownie na wypasie

Jest to wpis, który piszę drugi raz ponieważ w tajemniczy sposób zniknął z serwera. Możliwe, że za sprawą mojego palucha, kiedy przysnęłam nad pisaniem. Mogę tylko napisać, że tamten post był dużo fajniejszy i w ogóle, wiecie... i zrobić to czego bardzo nie lubię, czyli zacząć pisać od nowa. Na pocieszenie opitalając resztki brownie. I to takiego, przy którego jedzeniu padło pełne zachwytu "zabije mnie to brownie".

czwartek, 9 lipca 2015

Klasyczny placek z wiśniami

Czy jestem na to gotowa, czy nie- zaczęły się wiśnie. I to nawet na naszych ogołoconych dwa lata temu drzewach. Bez drabiny udało się zebrać prawie kilogram- jeśli szpaki się zagapią, może jest szansa na jeszcze trochę. Jeśli tak jak my macie dostęp do świeżych wiśni, koniecznie zróbcie z nimi ciasto. Taka okazja nieprędko się powtórzy, a wiśnie prosto z drzewa nie mają sobie równych. Ja wiem, że dżemy i kompoty, ale bądźmy szczerzy- to nie to samo.

poniedziałek, 6 lipca 2015

Ciasto z truskawkami B

Znacie teorię, mówiącą że ludzki mózg nie jest w stanie wytworzyć nowych twarzy czy zdarzeń? Podobno dlatego w naszych snach pojawiają się osoby, które znamy, miejsca, w których byliśmy. Oczywiście z dodatkiem onirycznej atmosfery, przepuszczone przez filtr neuronów. Przez to wiele snów wydaje się na początku realna, dopiero po kilku absurdalnych wstawkach zaczyna do nas docierać, że to chyba nie  jawa. I ja właśnie od kilku dni mam wrażenie, że uparcie magluję jeden sen. Powtarzalność motywów jest tak niepokojąca, że coraz częściej zastanawiam się kiedy się w końcu ocknę. Cykliczność manifestuje się nawet w kuchni, bo oto znowu truskawy. Zupełnie już schyłkowo ale za to jak smacznie.

czwartek, 2 lipca 2015

Ciasto z truskawkami A

Zaskakująco to czerwcowe lato-nie-lato bardzo służyło naszym truskawkom. Z niewielkiego kręgu dookoła jabłonki udało się nam zebrać jakieś dwa kilo owoców. Część- tą najdojrzalszą, pożarliśmy prosto z krzaczka, a to co uda się donieść do domu wrzucamy do ciasta. Udało mi się nawet wypróbować nowe przepisy i dziś podzielę się pierwszym z nich. Wprawdzie sezon truskawkowy powoli się kończy, ale jestem pewna, że i inne owoce świetnie zagrają z tą delikatną pianką.

piątek, 26 czerwca 2015

Jedzenie jak z powieści

"Przepiórki w płatkach róż"- trudno o bardziej działający na wyobraźnię tytuł. Książkę czytałam w wielkim oczekiwaniu na to niesamowicie brzmiące danie. I kiedy już bohaterowie je zjedli, stały się dla nich rzeczy magiczne. W końcu podobno róże są dla meksykanów afrodyzjakiem. U nas obyło się bez konnych przejażdżek nago, na słowiańskie geny chyba ta mieszanka nie działa. Ale ten sos... ten sos z pewnością ma w sobie jakąś magię.

niedziela, 21 czerwca 2015

Ogród w czerwcu

Brzydka pogoda w weekend ma swoje plusy. Można w końcu ogarnąć domowy bałagan, upiec ciasto, pograć w Wiedźmina i przejrzeć zdjęcia. Ponieważ jednak smutno tak bez niedzielnego popołudnia w hamaku z książką i śpiewem ptaków, choć wirtualnie popatrzę na zieleń. I do tego też wszystkich zapraszam.

sobota, 20 czerwca 2015

Rukola na tapecie

Jakiś czas temu kupiłam małą doniczkę rukoli i wsadziłam pomiędzy burakami liściowymi. Rośnie sobie tam po cichu i produkuje fantastycznie ostre listki. Czasem przechodząc obok podżeram jeden albo dwa. A czasem biorę pęczek i przynoszę do domu. Do sałatki z truskawkami albo do piadiny, którą poznałam niedawno i od razu pokochałam. Kogoś namówię na kąsnięcie rukolowego listka?

czwartek, 18 czerwca 2015

Delikatne ciasteczka z różanym pazurkiem

Tak właśnie postanowiłam je nazwać. Wyobraźcie sobie delikatne, lekko słodkie kruche ciastka, między nimi różano-waniliowa masa nugatowa. I ten wyjątkowy, różany pazurek- pięknie różowa, lekko cierpka konfitura z płatków róży. Kuszące? To tak dla zupełnego wytarzania się w dekadencji dodam jeszcze cudowny wzorek, który w pracowni Stodoła pieczołowicie wycięli na wałku a ja wyrolowałam przed pieczeniem. Tak, żeby wizualnie też się dopieścić.

czwartek, 4 czerwca 2015

Smażone kwiatki

Szkoda zmarnować okazję do zjedzenia nieco bardziej epickiego śniadania w czwartek. Zamiast zwyczajowego początku dnia w korku na wjeździe do Wrocławia, można bosymi stopami poszurać po trawie, zerwać kilka kiści kwitnącego bzu i akacji i usmażyć w placuszkach. I celebrować, bo nieprędko się takie dobro powtórzy.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Cruffiny z różą

Dziś przepis typu "do przygotowania szarlotki potrzebny jest talerz i szarlotka." Ale tak można w dzień, będący synonimem lenistwa i beztroski. "A może zrobimy dzień dziecka?" pytamy, kiedy nie chce nam się przygotowywać porządnie do spania i pragniemy jedynie walnąć się w futerale na łóżko. A kulinarnie jak zrobić dzień dziecka? Na przykład otwierając opakowanie gotowego ciasta na croissanty.

sobota, 30 maja 2015

W ogrodzie zapanował róż

W poniedziałek, przed zapowiadanym ale nienadejszłym deszczem, postanowiłam zerwać płatki z róż. Udało mi się zebrać 83 kwiaty- w sumie z kilkoma z weekendu ważyły 180g. Takich zbiorów jeszcze nie było. Trzeba zacząć to przerabiać, bo w lodówce szuflada na warzywa jest pełna różowości.A w ogrodzie kolekcja różowości jeszcze większa. Kto by pomyślał- przecież to zupełnie nie mój ulubiony kolor.

czwartek, 28 maja 2015

Tarta z fetą i boćwiną

19:30. Kończę pracę, zaczętą o dziewiątej rano. Zero przerwy, kawa pita na stojąco, banan zaciągnięty ukradkiem na parkingu. To moje menu. Marzy się coś ciepłego, co nie będzie owsianką instant. Na szczęście w lodówce jest samotne opakowanie kruchego ciasta do tarty. Jakiś fer seta. A w ogrodzie burak liściowy pięknie sobie poczyna, po zimie spędzonej w gruncie. A właśnie! Czy znacie oficjalne stanowisko PWN w kwestii rozróżnienia botwiny i boćwiny? To ukręćmy tartę, a kiedy będzie się rumienić, zgłębimy buraczany temat.

środa, 20 maja 2015

Rabarbar kontra tiramisu

Przyznam szczerze- kiedy znalazłam ten przepis pomyślałam sobie "meh". Uwielbiam oryginalne tiramisu i nieskromnie przyznam, że mamy je z konQbkiem dopracowane do perfekcji. W jaki sposób jakiś mus rabarbarowy może ulepszyć już idealny deser? Rabarbar jednak rósł, inspiracji brak, pomyślałam sobie- niech będzie. Meh. Na wszelki wypadek zrobię z połowy porcji- jakby się miało okazać, że nikt nie będzie chciał tego jeść. Meh. I to był błąd. To pół porcji. Bo zrobienie tego tiramisu z pewnością pomyłką nie jest.

piątek, 15 maja 2015

Majowe spontany

Maj. Przeładowanie systemu. Zmniejszona odporność na pracę i na życie. Czas bezmyślnego wgapiania się w bąbelki powoli pękające w piance cappuccino. Sezon wirusowo rozprzestrzeniającej się narkolepsji. O poranku, kiedy słońce rzuca się na naszą szybę niczym psiak wylizujący twarz zaspanego właściciela, odwracamy się w poduszkę i mamroczemy wymówki. Desperacko potrzebujemy naładowania baterii. Próba pierwsza w piątek, kiedy to spakowałam mamę i Monię do samochodu, i wraz z niezbędnymi sagankami kawy wybrałyśmy się do Sycowa. Próba druga w niedzielę, na ogrodniczym targu pod Iglicą. Czy udało się znaleźć zagubioną energię gdzieś pod krzakiem?

środa, 13 maja 2015

Bez dla dorosłych

Maj to czas imprez- pierwsze poważne grilowanie, koncerty na świeżym powietrzu i wyjścia na tak zwane "miasto". Siłą rzeczy, to też czas na wprowadzanie procentów do krwiobiegu. Z powodów praktycznych i ekonomicznych, wśród naszych znajomych funkcjonował etap imprezy potocznie zwany, pardon maj frencz, "przednajebką". To czas, w którym przygotowuje się organizm do dalszej maltretacji alkoholowej, jednocześnie będąc litościwym dla kieszeni. Właśnie podczas takiej "rozgrzewki" mieliśmy szansę pić najlepszą na świecie cytrynówkę Hanza, lecz zazwyczaj trunki serwowane na tym etapie nie należą do wyszukanych. Czasem jednak spotykają się same panie, one również chcą się rozpędzić przed czekającym je wieczorem, ale walenie karniaków ze szklanki po nutelli (kto ma? ja mam!:-)) godzi w ich poczucie estetyki. I co wtedy? Możemy zniszczyć system podając galaretkę z musującego wina. I jeszcze dodać do niej kwiaty. Na przykład bzu. Bam! Level Master:-)

poniedziałek, 4 maja 2015

Serek ogrodnika

Nie lubię przerywać siewek- to takie brutalne decydować, które kiełki zasługują na przetrwanie, a które nie. No i co jeśli się pomylę- z silnego, zielonego Hulka nic nie będzie, a mała chudzinka obok niego ma potencjał na zdrową roślinę? Skąd ja mam to niby wiedzieć? Z drugiej strony jednak zbyt duże zagęszczenie na grządkach kończy się nędznymi plonami i większym prawdopodobieństwem robala. Cóż pozostaje- biorę się w garść i przerywam. A z wyrwanych kiełków korzystam w kuchni- niech nie idą na marne.

niedziela, 3 maja 2015

Park Rododendronów w Kromlau


O tej wycieczce muszę napisać jak najszybciej, ponieważ najlepszy moment zwiedzania Kromlau zbliża się wielkimi krokami. Ogromne krzewy różaneczników zbierają siły przed wielkim występem- podczas naszej wizyty kwitły tylko pojedyncze azalie i pomniejsze krzewy. Celowo odwiedziliśmy park wcześniej- to była nasza pierwsza wizyta i chcieliśmy zobaczyć go bez tłumów. Może za rok wybierzemy się zobaczyć go w pełnym rozkwicie. Tymczasem jednak przez najbliższe dwa, trzy tygodnie szaleństwo różanecznikowe będzie trwało, więc może uda mi się któregoś z czytaczy namówić na weekendową wizytę. Bo to miejsce warte odwiedzenia- co potwierdza portal Places to See in Your Lifetime.

wtorek, 28 kwietnia 2015

Na pocieszenie

No i się narobiło. Wczoraj po południu 27 stopni, dziś siedem. Mój organizm nie ogarnia tej zmiany- zawinęłam się w onsie, włączyłam ogrzewanie na stopy i dogorywam przed laptopem. Praca czeka, ale dzisiejszy dzień tak przegrzał mi mózg, że potrzebuję paru chwil na dojście do siebie. A że podobno patrzenie na zielone relaksuje, przeglądam niedzielne zdjęcia  z ogrodu. Wtedy było ciepełko...

poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Mizeria według mirabelek

Nie że mizeria, bo mizernie. Nie, nie- taka mizeria, że ogórek i śmietanka. Taka, którą uwielbiam jako dodatek do letnich obiadów. I taka, przez którą dawno temu stanęliśmy w obliczu wielkiego kryzysu w naszym wieloletnim już wtedy związku. Bo w kwestii mizerii trzeba sobie odpowiedzieć na jedno fundamentalne pytanie- z octem czy bez? Jeśli jesteście zwolennikami jedynej słusznej wersji bez octu, to zapraszam, jeśli nie, cóż. Niech opatrzność nad wami czuwa :-)

piątek, 24 kwietnia 2015

Rabarbarowe muffiny z imbirową kruszonką

Wróciliśmy z podlewania ogrodu, zasiadłam w papasanie i sącząc inkę zaglądam w końcu na bloga, żeby podzielić się nowinami. Po kilku ciepłych dniach i chłodnych nocach, które powstrzymują ślimaki od inwazji na nasze kiełki, w ogrodzie zapanowała prawdziwa wiosna. A ponieważ nie mam dziś zdjęć, którymi mogłabym się podzielić, podzielę się muffinami- z pierwszym rabarbarem w sezonie i z aromatyczną imbirową posypką. W sam raz na rozgrzanie podczas ostatnich porannych przymrozków.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Rzecz o brzozach i ogrodzie

Ten wpis zainspirowała sąsiadka, która już jakiś czas temu zaproponowała mojej mamie, żeby nasze brzozy "przyciąć, tak ładnie jak u sąsiada." Okazuje się, że nasze drzewa nie dają spokoju i jednym i drugim sąsiadom. Skoro budzą tyle negatywnych emocji, dlaczego w ogóle brzozy? I co w ogóle dzieje się u nas w ogrodzie, kiedy my spędzamy weekendy na szkoleniach albo w skandynawskich rozjazdach?

sobota, 4 kwietnia 2015

I znów Święta!

Dziś szybka wizyta na blogu, żeby złożyć wielkanocne życzenia. Jedzenie już przygotowane, ogród wstępnie uporządkowany, wszyscy siedzą w domu i powoli wsiąkają w świąteczną atmosferę. Powsiąkajmy razem:)

niedziela, 29 marca 2015

Fiołkowa Panna Cotta

Czasem ludziom jest źle i nie mogą z tym nic zrobić. Wtedy niektórzy, nie wiem z jakich zakamarków id, dochodzą do wniosku, że pomoże im pogorszenie życia innym. Kiedy trafimy na takiego osobnika, nie minie chwila a pod jego wpływem zaczniemy kwestionować nasz dobry humor. Albo jeszcze gorzej- czuć się winni, bo w jakiś sposób nasze ukontentowanie osobnika takiego obraża. Nie da się tego uniknąć- nasze zadowolenie, z wcale nie doskonałego życia, zostaje podkopane. I co zrobić? Ja mówię- wziąć trzy spokojne wdechy, pójść do kuchni, wyjąć z lodówki śmietanę i zrobić fiołkową panna cottę. Bo  bukiecik fiołków, który można zjeść ucieszyłby nawet Kłapouchego. No dobra- dla niego byłaby specjalna wersja z ostem:-)

sobota, 28 marca 2015

Pierwszy raz

Każdy wie jak to jest z pierwszymi razami. Wyczekane, wyobrażane miliony razy, obiekty planów i nadziei. A kiedy przychodzi co do czego, rzeczywistość weryfikuje to wszystko. Nagle okazuje się jak wiele człowiek pominął i ile rzeczy wygląda zupełnie inaczej niż w wyobraźni. I pomimo tego całego planowania, te wiekopomne wydarzenia bardziej przypominają spontan niż dokładnie przemyślaną akcję. Wciąż jednak zapamiętujemy je na długo- bo w końcu to jest ten pierwszy raz! Tak było z naszym pierwszym ogniskiem w tym roku.

czwartek, 19 marca 2015

Monotematyczność

Kiedy wpadł mi do głowy tytuł tego posta pomyślałam, że przerobię "Romantyczność" Mickiewicza na jakąś prymitywną ogrodową wersję i umieszczę jako wstęp. W końcu wypatruję kiełków i rozmawiam z nimi prawie z takim uczuciem i utęsknieniem jak Karusia przemawiała do swojego Jasieńka. Ale czy to weny zabrakło, czy legenda wieszcza mnie onieśmieliła- w końcu poddałam się i rymów nie będzie. Będzie za to typowe wiosenne podsumowanie- bo na wiosnę tematy wciąż te same. Sianie. Czekanie. Kiełkowanie. Porządki. Nawożenie. Wypatrywanie. I tak w kółko.

wtorek, 10 marca 2015

Pierwszy weekend marca

Monty Don w "The Complete Gardener" pisze o przycinaniu drzew, jakby to była najbardziej relaksująca robota świata. Używa takich słów jak "easy, rewarding, satisfying". Ja zamieniłabym je na jeden zwrot- "nerve-wracking". Chodziłam wokół tego tematu już od dłuższego czasu, przeglądałam książki i internety, podpytywałam bardziej kumate ode mnie jednostki. I doszłam do bardzo trudnego momentu- kiedy nie można było dłużej zwlekać, bo kurde wiosna i kiedy zebrane przeze mnie informacje zaczęły się wzajemnie wykluczać. Cóż. Nie pozostało nic innego jak wyruszyć do ogrodu, zmienić kształt naszych drzew i zrobić sobie dziurę w plecach.

sobota, 7 marca 2015

Rzeżuchokłosy

Zanim cokolwiek potencjalnie kulinarnego zacznie się dziać w ogrodzie, do życia budzą się w naszym domu parapety. Stylowe rynienki po ptasim mleczku i wieczka pudełek zaczyna zarastać rzeżucha- pierwszy plon z rodziny kapustowatych, którym jest nam dane się uraczyć z własnej uprawy.

piątek, 6 marca 2015

Terapeutyczne brownies z różą

Wszystkiemu winien ten wiatr. I przesilenie wiosenne. Tak sobie powtarzałam we wtorek, jednocześnie zastanawiając się, dlaczego po odpowiedniej dawce pracy staję się zupełnie innym człowiekiem. Czując się jak maszyna, w której tykają jedynie stereotypy i frustracja, przewlokłam się przez ten dzień jak zombie. A kiedy w końcu przyszedł upragniony zmierzch i zamknęłam drzwi za ostatnim obowiązkiem, poczłapałam do kuchni, rozpuściłam tabliczkę czekolady, dorzuciłam parę innych składników, usiadłam na podłodze i patrzyłam jak się piecze. Bo na wszelką niezgodność ze światem najlepszy jest widok rozpuszczonej czekolady. I aromat świeżego brownie.

poniedziałek, 2 marca 2015

Idzie nowe?

Jest taki bardzo mądry cytat, który krąży w sieci. Przypisuje się go pisarzowi Williamowi Gibsonowi, ale najprawdopodobniej stworzyła go pewna pani, po rozstaniu ze nie najbardziej trafionym partnerem. "Zanim stwierdzisz u siebie depresję albo niską samoocenę, upewnij się czy przypadkiem nie otaczasz się bandą skończonych dupków." Pozwólcie, że w takim oto kierunku pójdą dziś moje przemyślenia.

niedziela, 22 lutego 2015

Londyn lesmirabelordzie

Anglicy mówią, że ten kto znudził się Londynem znudził się życiem. I trudno temu zaprzeczyć, bo z pewnością jest tam co robić. Można jechać do brytyjskiej stolicy na wycieczkę po słynnych parkach. Można ją zwiedzać śladami Rodziny Królewskiej. Można zgłębiać jej kulinarne tajniki i poznawać smaki poszczególnych dzielnic. Można się edukować zwiedzając znane muzea. Można też wpaść tam na dwa dni i próbować robić wszystko po trochu. Taki był właśnie nasz Londyński weekend.

wtorek, 10 lutego 2015

No żesz ty! i inne dyplomatyczne okrzyki

No bo kurde. Co to ma być ja pytam? Ja tu planuję wysiewy, rozkopy i nasadzenia, a tu zima?! Poniedziałkowy śnieg, który kompletnie sparaliżował wrocławski poranek, był moim zdaniem zupełnie nie na miejscu. Szczególnie, że w weekend Fiflak zabiera nas na wycieczkę i wszelkie kataklizmy pogodowe przyprawiają mnie o lekką nerwozę. Ale prognozy już sprawdzone, skołatane nerwy nieco ukojone, a na dopełnienie terapii uspokajającej zerknijmy do ogrodu.

sobota, 31 stycznia 2015

Co robić?

Koniec stycznia. Wszystkie źródła, do których zaglądam są zgodne i mówią, że należy powstrzymać emocjonalność. Jest jeszcze za wcześnie na prace w ogrodzie. Wciąż w krzakach czai się mróz, który może zaszkodzić zbyt rozpędzonym roślinom- albo zbyt rozpędzonym ogrodnikom. No dobra. Ale co robić? Rośliny zbierają już siły w pączkach. A ja? Gotuję herbatę z patyków!