niedziela, 26 lipca 2015

Park Mużakowski

Nim minął maj, chciałam jeszcze opowiedzieć o jednym parku, który warto odwiedzić w ramach weekendowego wypadu. Nie wyszło, ale to nic nie szkodzi, ponieważ Park Mużakowski można zwiedzać w każdej porze roku. Tak jak Kromlau najbardziej czaruje majowymi różanecznikami, Wojsławice poza nimi również czerwcowymi liliowcami, tak w Parku Mużakowskim większość nasadzeń to ogromne drzewa. I czy to wiosenna świeża zieleń, czy bujne letnie liście czy jesienne kolory, ich kompozycje zachwycają rozmachem.
O Parku Mużakowskim dowiedziałam się całkiem niedawno. Poprzedniej jesieni przeczytałam o nim kilka artykułów, potem podczas łużyckiej wycieczki poznałam kilka szczegółów na temat barwnej postaci, jaką był założyciel tego parku. Wtedy nie udało się go jednak zwiedzić, mimo że byliśmy dosłownie tuż za płotem. W tym roku był  punktem obowiązkowym naszego wyjazdu, zaraz po parku w Kromlau. Oba parki zwiedziliśmy jednego dnia, w Mużakowie spędzając bardzo przyjemne popołudnie.
W ładny dzień znalezienie miejsca parkingowego w centrum Bad Muskau nie było takie proste. Można też zostawić samochód w polskiej Łęknicy, ale nam zależało żeby zacząć od zamku, który jest po niemieckiej stronie. Chwilę pokluczyliśmy, ponieważ amatorów spaceru w parku było wielu a duża część miejsc w mieście jest wyłącznie dla mieszkańców, w końcu znaleźliśmy jednak miejsce bezpośrednio w pobliżu bramy parkowej (w parkomacie jakieś 3 Euro za cały dzień).
W zamku można zwiedzać wnętrza a nawet wdrapać się na wieżę. Nam najbardziej zależało na Parku, więc odwiedziliśmy tylko ogólnodostępne pomieszczenia na parterze. Mieści się tam niewielka księgarnia i punkt informacyjny. Co ciekawe książki łączy szeroko pojęta tematyka ogrodów- są bajki dla dzieci, kolorowanki a nawet ogrodnicze kryminały. Świetny pomysł, niestety moja znajomość niemieckiego pozwoliła mi jedynie na zakup kolorowanki;-) Kupiłam też tradycyjną, ceramiczną płytkę- dawniej używano takich do odgradzania rabat. Znacznie ładniejsza od plastikowych falbanek dostępnych dziś, jednak cenowo nieco mniej osiągalna (bo przecież jedna nie starczy).
Mały przedsmak tego co może czekać nas dalej we wnętrzach.
Najbliższe otoczenie pałacu, z niedawno odnowionymi zabudowaniami jest trochę bardziej formalne. Im jednak bardziej oddalaliśmy się w głąb parku, robiło się coraz bardziej naturalistycznie. Wybraliśmy trasę prowadzącą na polską stronę, przez Nysę Łużycką i z powrotem, przez kolejny most, w okolicy oranżerii będącej teraz siedzibą fundacji zarządzającej majątkiem. W zabudowaniach folwarcznych zatrzymaliśmy się na kawę i skosztowaliśmy pucklerowskich deserów- lodów i tortu. Były bardzo smaczne i wynagrodziły nam dość długie oczekiwanie na wolny stolik.
Od tej strony zamek jest bezpośrednio nad wodą.
Skromne wyjście do ogrodu- kwiaty doniczkowe i kot, to znaczy lew.

Dawna oranżeria,w której Puckler uprawiał między innymi swoje ukochane ananasy.
Tu już bardziej naturalistycznie.
Granica na Nysie Łużyckiej.
Tym mostkiem wędrowaliśmy między krajami. Widok na granicę z pobliskiego wzgórza.
 Park Mużakowski to fantastyczne miejsce na wypad. Okolica aż prosi się, żeby ją zwiedzać na rowerach- szlaki są dobrze przygotowane, a park tak rozległy, że piechotą można po prostu nie zdążyć w ciągu jednego popołudnia. Krajobrazy są spektakularne- łagodnie meandrująca Nysa Łużycka, falujące wzgórza i majestatyczne drzewa tworzą harmonijną całość. I o to chodzi w ogrodach angielskich, a park ten jest największym takim w Europie kontynentalnej. I choćby z tego powodu wart jest zobaczenia.
Plan parku, nie udało się nam zwiedzić całego.

Na zakończenie ogrodowy cytat.
A jeśli zaciekawił Was park, spróbujcie dowiedzieć się czegoś o jego założycielu. Ja pisałam o nim nieco przy okazji łużyckiej wycieczki (podlinkowane wyżej), ale o Pucklerze można pisać i pisać, i nie zgłębić tematu. 

2 komentarze: