piątek, 26 grudnia 2014

Sycylia naszym okiem

To nie będzie typowy międzyświąteczny post, ale zbiera się coraz więcej powodów, żeby w końcu się z nim rozprawić. Propozycja brzmi- leniwe zwiedzanie Sycylii z naszej kulinarno-ogrodowej perspektywy. Mam nadzieję, że to nie za dużo aktywności jak na ogólne zmęczenie żuciem, które dopadło wszystkich dookoła:)

sobota, 13 grudnia 2014

Ostatnia prosta

Tak postrzegam ten weekend- jako ostatni sprint, kiedy jest jeszcze dużo niedomowych rzeczy do załatwienia. Od poniedziałku skupiam się już na dekoracjach, zakupach i odgruzowywaniu pokoju. Ciężko się zmusić do innej, niezwiązanej ze świętami aktywności, szczególnie że jestem świadoma jak wiele bożonarodzeniowych obowiązków czeka w kolejce. Dlatego powtarzam sobie jak mantrę "jeszcze tylko trochę" i dociskam na tej ostatniej prostej.

środa, 10 grudnia 2014

Kolorowe jarmarki

Plan jest wciąż taki sam- wprowadzić się w świąteczny nastrój i utrzymać go do świąt właściwych. Nie pospieszać, nie działać na siłę, postępować spontanicznie- wszystko po to, żeby kolejny rok z rzędu nie uważać piosenki "Christmas Makes Me Blue" Simone White za najbardziej adekwatny utwór bożonarodzeniowy. Wszystko po to, żeby odnaleźć zagubioną magię świąt. W ostatni weekend szukaliśmy jej daleko- na jednym z największych i najstarszych jarmarków w Europie- w Dreźnie.

piątek, 5 grudnia 2014

Wielki test ciastek- czekoladowo orzechowe Nusstaler

Jak już pisałam, tegoroczne przygotowania do świąt są bardzo spontaniczne i chaotyczne. Po części wynika to z tego, że każdy plan jaki poczynię zostaje sprowadzony przez rzeczywistość do parteru, porządnie skopany i ustawiony w zupełnie innej pozycji. Już mnie to nawet nie dziwi. Zamiast się miotać, w wolnych chwilach piekę ciastka. I to jest najlepsze rozwiązanie. Spróbujcie sami:)

czwartek, 4 grudnia 2014

Osłaniamy

Nadszedł ten czas- temperatury utrzymują się od dłuższego już czasu poniżej zera i można przygotować ogród do zimowego snu. W tym roku poczekaliśmy na ochłodzenie, zanim wyruszyliśmy w teren ze słomą i ziarenkami dla ptaków. Wcześniej było tak ciepło, że żadne okrywanie nie miało sensu. Dopiero ostatni weekend był na tyle zimowy, żeby wziąć się do roboty.

niedziela, 30 listopada 2014

Sekret skrywa Charlotte

Dziś zapożyczony tytuł posta- oryginalnie ze "Skarbu Narodów", ale dla mnie od Moni i Zuzy, które po obejrzeniu tego hitu z Nicolasem Cagem, powtarzają tę kwestię kiedy tylko robią czy jedzą szarlotkę. Tytuł idealnie oddaje charakter tego wypieku i mogę go spokojnie dziewczynom zadedykować. Bo rzeczywiście Charlotte skrywa sekret- aromatyczną, słodką i różową tajemnicę...

sobota, 22 listopada 2014

Muffiny zawsze wyjdą

Wiele rzeczy można zepsuć. Szczególnie ja coś o tym wiem- wszystko o co mam muszę oznaczyć jakąś rysą, pęknięciem albo innym ułamaniem. Dlatego dziś przepis poprawiający samoocenę, którego zepsuć po prostu się nie da. A jedyna destrukcja babeczek to ta podczas ich jedzenia.

poniedziałek, 17 listopada 2014

Listopad nabiera rozpędu

Niestety taka prawda- znaniecka okazało się, że mój w miarę przyjazny grafik pracy znacznie się zmodyfikuje, zostawiając bardzo niewielkie pole manewru. Powróciło znajome uczucie stresu i wrażenie niedotrzymywania kroku rzeczywistości. Pewnie to wszystko ogarnę, ale kosztem czasu w ogrodzie i w kuchni- a co za tym idzie i na blogu. Zanim więc rzucę się w wir codzienności, zapraszam na tradycyjny spacer. Po jesiennym ogrodzie, w którym na szczęście już niewiele pracy zostało.

niedziela, 16 listopada 2014

Staroświeckie ciasto z jabłkami i tymiankiem cytrynowym

Idzie zimne. W internetowych pogodynkach zaczynają się nawet nieśmiało pokazywać białe gwiazdki. Zbliża się czas ciepłych kapci i maksymalnego ogrzewania w samochodzie. Czas, kiedy z utęsknieniem myśli się o piernikowym syropie w kawie i o dobrym, staroświeckim cieście z owocami. Bez kremów i galaretek- raczej z sosem karmelowym powoli wsiąkającym w aromatyczny placek. A że po kolejnej odsłonie wyzwania zostały w koszu różniste jabłka, aż prosiło się o jabłkowy. Dodatek tymianku moim zdaniem nadał mu charakteru retro, który w listopadzie jakoś tak bardzo do mnie przemawia.

sobota, 15 listopada 2014

Drobiowy Strogonow z porem* wg Jamiego

Kilka dni temu dostałam od konQbka "Comfort food" Jamiego Olivera. Tyle w tej przepięknej książce dobroci, że stwierdziliśmy, że trzeba się spiąć i spróbować przygotować z niej jak najwięcej potraw. "A może postaramy się przygotowywać z niej coś raz w tygodniu?" zapytał konQbek. I tak narodził się pomysł Wyzwania- raz na siedem dni przygotowujemy coś według Jamiego. Nie zawsze potrawy będą miały nasze składniki, dlatego nie wszystkie efekty przedstawimy tutaj. Część pojawi się tylko na profilu fejsbukowym, zaraportowana zdjęciem. Tym razem jednak użyłam naszych porów z ogrodu, więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby się podzielić.

niedziela, 9 listopada 2014

Wielkomiejskie śniadanie na dalekiej północy

No dobra, nie takiej znowu dalekiej, ale od najbliższego dużego miasta jesteśmy na północ, więc się prawie zgadza. Na tyle daleko na północ, że łatwiej skoczyć w piżamie po szczypiorek do ogrodu, niż do kiosku po gazetę. Na tyle daleko od cywilizacji, że zakup świeżego bajgla nie wchodzi w grę. Ale to w zupełności nie zniechęca dzielnej blogerki spragnionej wielkomiejskich rarytasów. Bo dziś na naszej lesmirabelskiej wsi zapanował przez chwilę Nowy Jork. Zobaczcie sami!

środa, 5 listopada 2014

Błyskawiczny sos dyniowy z niebieskim serem

Dzisiejszy obiad to ten spod znaku resztek. I to wielowymiarowych- w lodówce, w portfelu i w zegarku. Resztkowe 3D. A może nawet i 4D bo światło też było resztkowe, stąd zdjęcia nie oddają w pełni urody tego nomz. Ale jedno tu nie jest resztkowe- smak. Proste, nieprzekombinowane i świetnie ze sobą współgrające zestawienie delikatnej dyni, ostrego niebieskiego sera i aromatycznego łososia. Pełen wypas, sto procent smaku w smaku. Przygotujcie to danie, a gwarantuję odgłosy ukontentowania przy próbowaniu sosu. I ogromne samozadowolenie- to jest sos terapeutyczny:)

poniedziałek, 3 listopada 2014

Łużyce na weekend

Listopad przywitałam chrypą, bólem mięśni i napadami niekontrolowanej senności. Dopadła mnie jesienna aura i nic na to nie poradzę. Nawet zrobiony i z namaszczeniem zjedzony Hummingbird Cake nie uratował świata przed nadejściem sezonu aspirynowego. Ale czas spędzony pod kocem można wykorzystać- na przeglądanie wakacyjnych zdjęć i wspominanie lata. W związku z tym podejrzewam, że niedługo na blogu zaświeci gorące słońce. A zanim to, inna podróż- bliższa i nie tak nasłoneczniona, ale bardzo ciekawa. Śladami ogórków i pewnego księcia, którego imieniem nazwano smak lodów.

wtorek, 28 października 2014

Dyńcepcja

Ten post trochę sobie poczekał, ponieważ zarówno ostatni tydzień jak i ten weekend obfitowały w wydarzenia. Z punktu widzenia bloga szczególnie ciekawy był ten drugi, ponieważ w jego trakcie zgłębiłam sekrety niemieckiej Wenecji, piklowanych ogórków oraz Hermanna von Pückler-Muskau i jego ogrodów. Ale zanim podzielę się zdobytą wiedzą, będzie dynia- bo kiedy serwować te śliczne dyńki, jak nie w tygodniu, kiedy cały anglosaski świat ogarnia szaleństwo Halloween?

środa, 22 października 2014

Szycie jest piękne

Wierzę na słowo, bo sama szyć nie potrafię. Próbowałam i to nie raz- każdy eksperyment tylko dobitniej udowadniał, że moje przekonanie jest zgodne z prawdą. Co gorsze, szyć potrafi mój brat, więc niejednokrotnie słyszałam "No wiesz, dziewczyna i tak nic nie umie!?"- możecie sobie wyobrazić jak motywująco to na mnie działało... Dziś już się wszyscy przyzwyczaili, a ja tylko czasem tęsknie zerkam na pintrestowe projekty sukienek z niczego albo na stare maszyny do szycia. I dziś właśnie o takich maszynach chcę napisać, bo miałam okazję kilka z nich obfotografować. I to takich pięknie odnowionych przez mojego tatę i wujka.:)

sobota, 18 października 2014

Dlaczego sprzedam przyjaciela na złom?

Dziś będzie o bardzo muchomorzastym piątku. Tak, znam te litanie do piątunia, piąteczku- ja też czekałam na niego z utęsknieniem. Ale nie wyszedł. No może nie do końca- udał się kompost, ale umówmy się, że to też entropia i robaki, więc w ogólną depresyjną tendencję się wpisuje. Cóż, powiedzmy wprost- będzie tyrada.

piątek, 17 października 2014

Jesienna zapiekanka z dynią ku pokrzepieniu

Ostatnio na blogu królowały słodkości, więc czas najwyższy na zwrot akcji- konkret. Oczywiście z dynią, bo jako szczęśliwa posiadaczka skrzynki Hokkaido, jestem na etapie przerabiania jej na posiłki.

wtorek, 14 października 2014

Z tęsknoty za wiecznym weekendem

Czasem tak jest, że po fantastycznym weekendzie wszystko układa się jak trzeba. Pomimo poniedziałku trzynastego, dzień płynie gładko i łagodnie. Czuję wtedy, że coś jest nie tak, że to tylko zmyłka i zaraz coś się rypnie. Cieszę się udanym dniem, ale co chwila oglądam się przez ramię, żeby sprawdzić z której strony przyjdzie niedobre. Wieczorem, kiedy wiem jak i skąd przyszło, siadam z kubkiem zbożowej kawy z mlekiem i oglądam zdjęcia. W piekarniku piecze się pachnące cynamonem ciasto dyniowe, na nogach mam ciepłe kapcie i znów ogarnia mnie urok przebrzmiałego weekendu. Jeśli potrzebujecie na chwilę oderwać się od wtorku, zapraszam na sobotę w górach i niedzielę w ogrodzie. Poudawajmy chwilę, że jeszcze trwają:)

czwartek, 9 października 2014

Gruszkowe z bakaliami czyli "Redemption Cake"


To weekendowe ciasto miało odczynić urok zakalca we wcześniejszym, sobotnim czekoladowym cieście z gruszkami. Pełna wiary we własne możliwości zakasałam rękawy i z pomocą konQbka odprawiłam gruszkowo-bakaliowe czary. Zapachy unoszące się z piekarnika szybko pozwoliły zapomnieć o porażce, a przyniosły na myśl bożonarodzeniowy klimat. Taka październikowa dawka magii.

wtorek, 7 października 2014

Ciasteczka!!!

W kolejce czeka kilka mniej lub bardziej ogrodowych postów, ale za mną chodziły ciasteczka. Kruche, z czekoladą- takie klasyczne, które ciasteczkowy potwór pożarłby mlaskając. I nie dało rady- trzeba było upiec...

piątek, 3 października 2014

Taki sobie piątek

Dostałam w prezencie w miarę wolne piątkowe popołudnie. Biurokracja załatwiona, pierwszy etap obiadu w piekarniku, mogę zasiąść spokojnie przy komputerze i napisać posta. Tylko o czym ja wam mogę napisać? O racuchach gruszkowych? O cukiniowym czekoladowym cieście tak wilgotnym, że do dziś nie mam pewności, czy to nie był zakalec? O zdrowotnym muffinach z cukinią? Sama nie wiem- wystarczy się trochę postarać i przepisy na to wszystko są do wyguglania. To co ja będę gadać? Może po prostu zaproszę wszystkich na spacer po ogrodzie? Chodźmy!

środa, 1 października 2014

Tradycja w formie pleśniaka

Skończył się wrzesień- dziwny i prowizoryczny w tym roku, totalnie bez ładu i składu. Nawet jeśli próbowałam coś planować to nie wychodziło, albo wychodziło z zupełnie innej strony. Od kilku dobrych tygodni mam wrażenie, że zupełnie nie panuję nad swoim życiem. Człapię, truchtam ale nie mogę go dogonić. Na dodatek wczoraj umieściłam ogłoszenie- krok ku pożegnaniu się z Kaśką. W tym całym chaosie potrzebuję czegoś stałego. Tradycji, przewidywalności i niezawodności. Jednym słowem- pleśniaka.

poniedziałek, 29 września 2014

Dzień kawy kawusi

Zdążę jeszcze? Do północy mam czas- trwa dzień kawy a ja zrobiłam jak najbardziej adekwatne ciasteczka. Wprawdzie już kilka dni temu, ale czy będzie dzień bardziej na to idealny niż dziś? Nie! No to do roboty!

sobota, 27 września 2014

Gruszkowe ciasto

No i mamy za sobą pierwsze przymrozki. Nie wiem jeszcze jaki wpływ miały one na ogród, bo nie miałam wolnej chwili, żeby tam zajrzeć. Wiem tylko, że na mój wtorkowy poranek wpływ był bardzo negatywny- tylko dzięki sprawnemu ogrzewaniu nie musiałam skrobać szyb. Ale już niezadowolenia nie dało się w taki prosty sposób usunąć i zostało ze mną. Do wiosny.

wtorek, 23 września 2014

Makaron z cukinii lekarstwem na szaleństwo

Nasz weekend był trochę szalony- ale właściwie w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Udało się wiele rzeczy, które ogólnie uznajemy za relaksujące. Była zupa cukiniowa, ciasto gruszkowe, praca w ogrodzie- trawa jest skoszona, niektóre grządki ogarnięte, orzechy i owoce róży zebrane. Obejrzeliśmy słaby film dla młodzieży, lepszy serial z Halle Berry, ja przypomniałam sobie nawet parę odcinków Felki. Dokończyliśmy halucynogenne zielonogórskie wino. Było dość dużo gotowania, z lekkim stresem, bo również dla babci, która jest ostrym recenzentem. Był sport. Były zakupy. Tylko tradycyjnej niedzielnej drzemki w ogrodzie nie było- za zimno, żeby wieszać hamak. Po takim weekendzie nie chce się przyrządzać szalenie skomplikowanych dań na poniedziałkowy obiad. Nic nie szkodzi- w zanadrzu mam pomysł na cukinię!

piątek, 19 września 2014

Krwawnica

Właśnie spędziłam trochę kulinarnego czasu z mamą. I choć moja mama jest w ogólnie pojętym porzo, to po tych kilku chwilach w kuchni na myśl przychodzi mi tylko jedno słowo- krwawnica. I uciekam czym prędzej na taras pisać posta. O krwawnicy właśnie.

środa, 17 września 2014

Mmm- mirabelki, mus i muffiny

Dziś proponuję muffiny na chandrę- w pięknym, optymistycznym kolorze i słodko pachnące mirabelkami. To takie kolejne danie firmowe bloga- z dodatkiem naszych śliwek, które wciąż jeszcze wiszą na gałązkach. Są teraz nieziemsko słodkie i aromatyczne- jeśli macie okazję spróbować takich wrześniowych mirabelek zróbcie to koniecznie!

czwartek, 11 września 2014

Pankejki z gruszką na trudne poranki

Czasem tak jest, że życie prywatne za bardzo chce się mieszać z pracą. Człowiekowi wtedy głowa puchnie od nadmiaru myśli i nadchodzi silna potrzeba zajęcia czymś niespokojnych dłoni. U mnie zawsze sprawdza się praca w ogrodzie, gdzie mogę się zaszyć ze swoimi dylematami. A jeśli pogoda lub pora dnia jest niesprzyjająca, kończę w kuchni- na przykład przez pół nocy smażąc mus mirabelkowy, którym wkrótce się z pewnością podzielę. Ale dziś chcę zaprosić na śniadanie. W sam raz na przedjesienne chłodne poranki. W sam raz na poranne przemyślenia, bo przy robieniu tych błyskawicznych i pysznych placuszków można spokojnie myśleć o niebieskich migdałach. Placki i tak wyjdą.

czwartek, 4 września 2014

Ciasto mirabelkowe

W tym tygodniu proponuję rozpocząć wrzesień ciastem- na osłodę kończącego się lata. Jest to tarta, która swoim mirabelkowym aromatem przypomina jeszcze ciepłe dni. Dziś słońce nieśmiało zajrzało w okna i pozwoliło mieć nadzieję, że słupek rtęci jeszcze chwilę zabawi w okolicach dwudziestu stopni. Tym bardziej warto skorzystać ze sprzyjającej aury, zerwać ostatnie śliwki z drzewa- są teraz cudownie dojrzałe i aromatyczne, i chlupnąć nimi w ciasto.

niedziela, 31 sierpnia 2014

Nadziewany Burek

W dzisiejszym wpisie będzie przepis na burka, którego nadziejemy cukinią i fetą a następnie upieczemy i zabierzemy ze sobą jako szybką przekąskę. Oczywiście podczas przygotowywania tej potrawy nie ucierpi żaden psiak;-)

sobota, 30 sierpnia 2014

Sos śliwkowy do ryby

Znów na blogu skupiam się na jedzeniu. Ciężko opowiadać mi co dzieje się w ogrodzie, bo sama za bardzo nie wiem. Wpadam tam tylko przed zachodem słońca, żeby podlać to co pod brzozami i podjeść ostatnie maliny lata. Macam brzoskwinie, czy już choć trochę zmiękły, podglądam gruszki czy już można je jeść- i wracam do domu bo zimno, ciemno i następnego dnia trzeba do pracy. Z gotowaniem jest łatwiej, bo można się za nie brać w nocy. Ale dzisiejszy przepis można zrealizować bajecznie szybko, najlepiej tuż przed ostatnim wakacyjnym grillem.

wtorek, 26 sierpnia 2014

Masło extra 100%... cukiniowe

Tak właśnie. Bo skoro można chleb cukiniowy, to dlaczego nie masło? Jeśli uda mi się jeszcze zrobić ser i szynkę z cukinii, to będę się mogła poszczycić jedyną na świecie kanapką w pełni cukiniową. Ale zanim zatopię się w marzeniach o nieuniknionej sławie wynikającej z tego odkrycia, podzielę się przepisem na przepyszne, banalnie proste smarowidło z cukinii, które w oryginalnym przepisie masłem zwali.

niedziela, 24 sierpnia 2014

Mirabelki eksperymentalnie

Moje mirabelkowe zmartwienia okazały się zbędne- po naszym powrocie z wakacji wciąż czekały na nas gałązki obwieszone złotymi śliwkami. Mogę spokojnie planować wypieki i przetwory. Tylko nie mam pewności, czy na samym planowaniu się nie skończy, bo niestety praca zaczęła wrzeć jak tylko się zaczęła. W tym tygodniu uskuteczniłam dwa mirabelkowe eksperymenty- oto efekt pierwszego z nich. Mirabelka na wytrawnie.

środa, 13 sierpnia 2014

Ogród po powrocie

Czekał na nas cierpliwie. Doglądany przez mamę i brata, podlewany w najsuchszych zakątkach, zarastający bujną, podeszczową trawą. W nagrodę za opiekę podzielił się cukiniami, z którymi mama przygotowała swoje popisowe leczo. A kiedy wróciliśmy zaskoczył nas ilością czekającej w nim pracy- koniec wakacji!

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Friand, Lesmirabelordzie.

Ponieważ blogger postanowił ze mnie zadrwić i nie opublikować posta wtedy kiedy ustawiłam pojawia się on dziś- z tygodniowym opóźnieniem.
Jak już kilka razy zdarzyło mi się pisać- Anglicy wiedzą jak się bawić w słodkie przekąski. Znana jest moja słabość do tych wszystkich doherbacianych przegryzajek, co do których panowały ścisłe zasady dotyczące czasu i sposobu ich podawania. Nie jestem po prostu w stanie oprzeć się urokowi angielskiej herbatki z małym co nie co. Tym razem jest ono w formie frianda- ciastka podobnego trochę do muffina i pochodzącego (o zgrozo) z Francji. Z śliwkami z naszego ogrodu!

sobota, 2 sierpnia 2014

Ciasto z cukinią

Już kolejny raz podczas klęski urodzaju (no dobra, nie jest jeszcze tak źle) ratuje mnie ciasto z angielska chlebem zwane. Rok temu, kiedy zasypały nas brzoskwinie, zrobiłam je właśnie z nimi. W tym roku mamy wersję cukiniową. I jest to wersja absolutnie doskonała.

piątek, 1 sierpnia 2014

Cukiniami sierpień się zaczyna...

...czy jakoś tak. Dziś cukinia na obiad, a wkrótce będzie też ciasto. I pewnie jeszcze milion innych rzeczy, bo nasze cukinie w tym roku dały czadu. A zaczynamy od klasyki- placuszki.

czwartek, 31 lipca 2014

Różane Magdalenki

Ten przepis znalazłam z wakacyjnym numerze ELLE i od razu zawładnął moimi myślami. Nie miałam wody różanej ani formy na magdalenki, ale nie zważałam na przeszkody. I oto, po dramatycznych poszukiwaniach magdalenkowej foremki i po własnoręcznym podrobieniu wody różanej, mogę się podzielić przepisem na te cudownie delikatne ciastka.

wtorek, 29 lipca 2014

Szybki boob

Po weekendowym relaksie trzeba się wziąć do roboty. Naoglądałam się pięknych topiarów i barokowych nasadzeń- teraz przydałoby się popracować nad atrakcyjnością własnych rabat. A po ciężkiej pracy trzeba zjeść coś treściwego. Wszystko znajdziecie w dzisiejszym wpisie.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Książ niebanalnie?

Osoby, które odwiedzają mirabelkowego fejsbuka już pewnie wiedzą, że mirabelki odwiedziły w weekend zamek Książ. Zapewne stwierdzicie, że o bardziej oklepane miejsce na weekendowy wyjazd na Dolnym Śląsku trudno. A ja odpowiem, że są jeszcze w Książu rzeczy, które mogą niejednego zaskoczyć. I są kwiaty do obejrzenia:).

czwartek, 24 lipca 2014

Nie takie znowu zwykłe

Czasem człowiek idzie do ogrodu i znienacka wraca z garścią jeżyn. I co wtedy? Ja mówię- ciasto. Bardzo proste, szybkie ale jak już napisałam w tytule- nie takie znowu zwykłe.

wtorek, 22 lipca 2014

Kwiaty się smażą

To jeden z tych obiadów, który kompletnie przerósł moje oczekiwania. Na kwiaty cukinii zasadzałam się od poprzedniego roku, ale wtedy nie było ich dużo. W tym roku cukinie aż świecą od ogromnych, złotych trąb- nic tylko zrywać, nadziewać i smażyć!

środa, 16 lipca 2014

Dolnośląska Toskania

Na początku tego posta powinnam podziękować konQbkowi, który wspiera moja najdziwniejsze fazy. Na przykład taką, żeby po pracy zmarnować pół popołudnia na jeżdżenie po okolicy i robienie zdjęć górkom. A wszystko wzięło się stąd, że zakwitła lawenda i zaczęłam myśleć o Toskanii.

sobota, 12 lipca 2014

Kromka warta obiadu

Ten obiad powstał jako wypadkowa kilku inspiracji i faktu, że udało mi się kupić świeżutkie kurki. Kombinacja wyszła przepyszna- idealnie ze sobą współgrające faktury, aromaty i smaki. Przy okazji jest bardzo lekka- w sam raz na letnie popołudnie.

poniedziałek, 7 lipca 2014

Sieję poplon

Jest czas i jest pogoda- można spędzać całe dnie w ogrodzie, doprowadzać go do jako takiej formy i relaksować się. Oto krótkie podsumowanie pracowitego, ale wyczilowanego weekendu.

piątek, 4 lipca 2014

Malinowy zawijas

 Skończył się czerwiec i skończyły się trochę szaleństwa z pracą. Wprawdzie wciąż nie mam wakacji, ale jest znacznie luźniej, co mam nadzieję będzie widać po aktywności w ogrodzie i na blogu. Z jednej strony ilość i intensywność przeżyć spowodowała, że wydaje mi się, że czerwiec trwał jakieś trzy miesiące, z drugiej nawet nie zauważyłam, kiedy truskawki ustąpiły miejsca malinom, a dni stają się znów coraz krótsze. Ten drugi fakt niespecjalnie mnie cieszy, za to pierwszy wprawił mnie w euforię. Pierwszą garść malin zerwałam z gałązki, powdychałam trochę ich cudowny aromat i pożarłam na miejscu. Na szczęście w tym roku nasze krzaczki obrodziły naprawdę ładnie, więc zostało trochę owoców na muffiny.

środa, 25 czerwca 2014

Studencki obiad na bogato

W moim domu funkcjonuje pojęcie "studenckiego obiadu." Używa go mama, kiedy przyrządza coś, szybkiego, prostego i najczęściej z groszkiem z puszki:) Tak to jest, że czasem nasz obiad wynika z prozy życia- tego co zostało w lodówce, półfabrykatów w spiżarni i piętnastu minut, które mamy na ugotowanie i zjedzenie posiłku. Może nie jest to wyszukane jedzenie, ale miło wypełnia żołądek i pozwala pędzić dalej.

wtorek, 10 czerwca 2014

Happiness is easy

Szczęście jest proste. A przynajmniej musi być. Tak mi wychodzi z obliczeń. Skoro o nieszczęście jest tak łatwo, to żeby rachunek się zgadzał, szczęście też nie powinno być trudne. Próbowałam tę tezę dziś udowodnić. Dlatego zjadłam truskawki.

piątek, 6 czerwca 2014

Co to do cholery jest "smuszi"?

Tak właśnie- "smuszi". Wynik mojego przejęzyczenia i połączenia dwóch angielskich słów- "smothie" i "slushie". I już jakoś tak zostało, że jeśli miksujemy coś do picia to jest to właśnie smuszi. U nas było z kwiatkami. Ktoś ma ochotę?:)

niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień Dużego Dziecka

Trochę przez przypadek udało się nam "ucelebrować" Dzień Dziecka. Ponieważ to mój jedyny wolny weekend w okolicach czerwca, postanowiliśmy zrobić ognisko. Wcześniej byliśmy na basenie i zjedliśmy pyszny deser. Sobota była naprawdę całkowicie udana- jak to Dzień Dziecka powinien. Co z tego, że dzień za wcześnie.