poniedziałek, 28 lipca 2014

Książ niebanalnie?

Osoby, które odwiedzają mirabelkowego fejsbuka już pewnie wiedzą, że mirabelki odwiedziły w weekend zamek Książ. Zapewne stwierdzicie, że o bardziej oklepane miejsce na weekendowy wyjazd na Dolnym Śląsku trudno. A ja odpowiem, że są jeszcze w Książu rzeczy, które mogą niejednego zaskoczyć. I są kwiaty do obejrzenia:).
W Książu był chyba każdy- przynajmniej tu na Dolnym Śląsku. Wycieczki z klasą, weekendowe spontany, rodzinne wypady bardzo często kończą się właśnie w tym podwałbrzyskim zamku. Jest blisko, ładnie i niezbyt wyczynowo. I nie da się ukryć trochę nudno- ile razy można oglądać te same sale, słuchać o tej samej Daisy i robić zdjęcie w tym samym punkcie widokowym? Dlaczego w takim razie wybrałyśmy na to wskroś typowe miejsce?
Po pierwsze szukałyśmy miejsca, do którego nasze pełnoletnie bryki dojechałby bez zbędnych nerwów. Chciałyśmy popatrzeć na przyjemne widoki, zrelaksować się w ciszy i odizolować od codzienności. No i przenocować gdzieś, żeby możliwe było uraczenie się babskim wieczornym drinkiem. Wśród kilku ofert, bardziej lub mniej spa, moją uwagę zwrócił pakiet noclegowy z nocnym zwiedzaniem zamku. I ta ciekawostka zainteresowała nas na tyle, żeby spróbować. Oto recenzja z nie całkiem typowego weekendu.
Wyruszyłyśmy z szeroko pojętego Wrocławia o dziesiątej rano. Rezerwację miałyśmy od czternastej, ale wcześniej chciałyśmy jeszcze zwiedzić palmiarnię w Lubiechowie. Została ona zbudowana między innymi po to, żeby na książańskim zamku zawsze były dostępne owoce południowe. Do dziś rosną tam mandarynki, cytryny i granaty. Na starych zdjęciach widać, że były tam też kiedyś winorośle. 
Do palmiarni idziemy przez ogród z topiarami- z roku na rok wygląda lepiej.
 

Wejście do palmiarni- piękny dach.
Widok na użytkową część palmiarni. Granaty w wersji mini.
Mandarynki obrodziły.
Poza częścią użytkową są też części typowo rekreacyjne- na ścianach z tufu sprowadzanego specjalnie z Sycylii posadzono różne tropikalne rośliny, żeby zobaczyć niektóre musimy naprawdę wysoko zadzierać głowę. Dodatkową atrakcją są schodki i tunele, prowadzące równolegle do tradycyjnych ścieżek. W palmiarni spotkamy też stado żółwi i dekoracyjne ptactwo- kilka pawi i kurek. Cena biletu do palmiarni- 8 złotych.


Tunele- to dopiero frajda:)
Ławki ukryte w tropikalnym gąszczu- dla zmęczonych.
Jeszcze jedna atrakcja- duża i piękna kolekcja bonsai. Zobaczcie wiek tego jałowca.
Jest też niezwykle piękna, zatopiona w zieleni kawiarnia. My napiłyśmy się w niej całkiem niezłej kawy i zjadłyśmy po wyczynowym kawałku gorącej szarlotki z lodami. I wyruszyłyśmy do zamku.
Do kawiarnianego wejścia prowadzi alejka wysadzana cytrynami skierniewickimi. Właśnie kwitły i pachniały nieziemsko.
Wnętrze kawiarni. Tylko plastikowe kosze trochę psują retro efekt.
W naszym pakiecie nie było parkingu w cenie, ale miejsca parkingowe w pobliżu zamku są i tak płatne za godzinę. My zdecydowałyśmy dopłacić 10 złotych i zostawić samochód tuż przy hotelu, który znajdował się w przyzamkowych budynkach. Po zameldowaniu się i zostawieniu rzeczy w wygodnym, schludnym pokoju, poszłyśmy na spacer po książańskim parku. Zobaczyłyśmy stadninę koni (nie weszłyśmy do środka), kaplicę w lesie, obowiązkowy punkt widokowy i okolice zamku.
Przy jednym z hoteli show dawały hortensje.
Brama w przyzamkowym parku.
Punkt widokowy musi być.
Liliowce w przyhotelowej restauracji- niestety nie było ich w menu;)
Pozazdrościłam Krzyśkowi (tu) i też zrobiłam zdjęcie mamutowca:) Obok naturalistyczna skarpa.
Po powrocie zjadłyśmy smaczny (i duży) obiad (był w cenie pakietu), napiłyśmy się zimnego piwa z Książa (z nazwy, bo produkował je jeden z popularnych browarów:)) i poczilowałyśmy w pokoju. O godzinie 22:30 czekała nas główna atrakcja, czyli nocne zwiedzanie.
Wieczorny widok z okna naszego pokoju.
Nie będę pisać co się podczas takiego zwiedzania dzieje, bo nie chcę psuć niespodzianki. Zdradzę tylko, że chodzenie z lampkami i latarkami po zatopionym w ciemnościach zamku robi niesamowite wrażenie. Dodatkowo organizatorzy zadbali o odpowiedni poziom adrenaliny, więc kilka razy można podskoczyć z emocji. Najlepsze w tej wycieczce jest to, że zagląda się w miejsca niedostępne turystom w ciągu dnia- na mnie największe wrażenie zrobiła zamkowa kuchnia i lodówki (wiadomo...). Cena biletu- 50 lub 55 złotych, w zależności od rodzaju rezerwacji. Oczywiście nasze bilety były wliczone w pakiet pobytowy.
Książ nocą. Już po emocjach...
Rano czekało nas pyszne hotelowe śniadanie. Uszczęśliwione, z pełnymi żołądkami, zebrałyśmy nasze tobołki, wymeldowałyśmy się i poszłyśmy zwiedzać zamek w dzień- w cenę pakietu był też wliczony bilet na dzienne zwiedzanie bez przewodnika. Rozpoczęcie zwiedzania tuż po otwarciu kas było bardzo dobrym pomysłem, bo prawie udało się nam uniknąć zwyczajowych weekendowych tłumów. Obejrzałyśmy wnętrze zamku i otaczające go tarasy z barokowymi nasadzeniami.
Od zawsze twierdzę, że ten okrągły pokoik z balkonem byłby mój, gdybym mieszkała w Książu:) Może tylko trochę inaczej bym go urządziła. Ale już widzę swój komputer na tym biurku.
Tak zwany "Czarny Dziedziniec" z kwitnącymi hortensjami.
Barokowe tarasy.
Barokowe nasadzenia i kot- kto znajdzie?
Ogród różany z roku na rok wygląda okazalej.
Ciekawa róża.
Absolutny hit- ogromne begonie, które można było znaleźć w wielu miejscach.
Kiedy skończyłyśmy, był akurat czas na kawę- wybrałyśmy kawiarnię Inspiracja przy głównej bramie. Napiłyśmy się niebiańskiej mrożonej kawy z gałką lodów (bardzo godna polecenia!) i zjadłyśmy ciacho. Po czym z naładowanymi bateriami, zrelaksowane wyruszyłyśmy w drogę powrotną.
I dało się spędzić niebanalny weekend tuż obok Wrocławia. Ocena- bardzo pozytywna. Przez cały czas wszystko przebiegało bez problemów. Wyjazd zarezerwowałam błyskawicznie przez internet i na tym skończyła się moja ciężka praca organizatora. A potem tylko relaks, nocne strachy (i dużo śmiechu przy okazji) i nabranie dystansu do codziennego, wrocławskiego świata. To wszystko, czego żądam od weekendowych wypadów:)

4 komentarze:

  1. byłam rok temu, piękne te ogrody i ogólnie magiczne miejsce:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, po tylu zwiedzaniach ciężko tę magię odkryć- ale chyba odnalazłam ją na nowo w ten weekend:) Pozdrawiam i dziękuję za komentarz:)

      Usuń
  2. Piękna wycieczka, widać, że weekend się udał, opis baaaardzo zachęcający do wyprawy na Książ. Zwiedzałam zamek i okolice ostatni raz parę lat temu i przyznam, że zwłaszcza wnętrze zamku i "ekspozycje" trochę mnie rozczarowały. Pomysł z nocnym zwiedzaniem brzmi o niebo lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety wciąż widać te lata, kiedy Książ po prostu niszczał nieodnawiany. Ja wciąż marzę, że uruchomią wszystkie fontanny na tarasach, bo na razie przycięty równo bukszpan nie robi na mnie aż takiego wrażenia:) I myślę, że minie jeszcze wiele lat zanim szary PRL zniknie na dobre z tego zamku- a w nocy zdecydowanie mniej go widać, szczególnie jak człowiek się trzęsie ze strachu;)

      Usuń