wtorek, 28 października 2014

Dyńcepcja

Ten post trochę sobie poczekał, ponieważ zarówno ostatni tydzień jak i ten weekend obfitowały w wydarzenia. Z punktu widzenia bloga szczególnie ciekawy był ten drugi, ponieważ w jego trakcie zgłębiłam sekrety niemieckiej Wenecji, piklowanych ogórków oraz Hermanna von Pückler-Muskau i jego ogrodów. Ale zanim podzielę się zdobytą wiedzą, będzie dynia- bo kiedy serwować te śliczne dyńki, jak nie w tygodniu, kiedy cały anglosaski świat ogarnia szaleństwo Halloween?

środa, 22 października 2014

Szycie jest piękne

Wierzę na słowo, bo sama szyć nie potrafię. Próbowałam i to nie raz- każdy eksperyment tylko dobitniej udowadniał, że moje przekonanie jest zgodne z prawdą. Co gorsze, szyć potrafi mój brat, więc niejednokrotnie słyszałam "No wiesz, dziewczyna i tak nic nie umie!?"- możecie sobie wyobrazić jak motywująco to na mnie działało... Dziś już się wszyscy przyzwyczaili, a ja tylko czasem tęsknie zerkam na pintrestowe projekty sukienek z niczego albo na stare maszyny do szycia. I dziś właśnie o takich maszynach chcę napisać, bo miałam okazję kilka z nich obfotografować. I to takich pięknie odnowionych przez mojego tatę i wujka.:)

sobota, 18 października 2014

Dlaczego sprzedam przyjaciela na złom?

Dziś będzie o bardzo muchomorzastym piątku. Tak, znam te litanie do piątunia, piąteczku- ja też czekałam na niego z utęsknieniem. Ale nie wyszedł. No może nie do końca- udał się kompost, ale umówmy się, że to też entropia i robaki, więc w ogólną depresyjną tendencję się wpisuje. Cóż, powiedzmy wprost- będzie tyrada.

piątek, 17 października 2014

Jesienna zapiekanka z dynią ku pokrzepieniu

Ostatnio na blogu królowały słodkości, więc czas najwyższy na zwrot akcji- konkret. Oczywiście z dynią, bo jako szczęśliwa posiadaczka skrzynki Hokkaido, jestem na etapie przerabiania jej na posiłki.

wtorek, 14 października 2014

Z tęsknoty za wiecznym weekendem

Czasem tak jest, że po fantastycznym weekendzie wszystko układa się jak trzeba. Pomimo poniedziałku trzynastego, dzień płynie gładko i łagodnie. Czuję wtedy, że coś jest nie tak, że to tylko zmyłka i zaraz coś się rypnie. Cieszę się udanym dniem, ale co chwila oglądam się przez ramię, żeby sprawdzić z której strony przyjdzie niedobre. Wieczorem, kiedy wiem jak i skąd przyszło, siadam z kubkiem zbożowej kawy z mlekiem i oglądam zdjęcia. W piekarniku piecze się pachnące cynamonem ciasto dyniowe, na nogach mam ciepłe kapcie i znów ogarnia mnie urok przebrzmiałego weekendu. Jeśli potrzebujecie na chwilę oderwać się od wtorku, zapraszam na sobotę w górach i niedzielę w ogrodzie. Poudawajmy chwilę, że jeszcze trwają:)

czwartek, 9 października 2014

Gruszkowe z bakaliami czyli "Redemption Cake"


To weekendowe ciasto miało odczynić urok zakalca we wcześniejszym, sobotnim czekoladowym cieście z gruszkami. Pełna wiary we własne możliwości zakasałam rękawy i z pomocą konQbka odprawiłam gruszkowo-bakaliowe czary. Zapachy unoszące się z piekarnika szybko pozwoliły zapomnieć o porażce, a przyniosły na myśl bożonarodzeniowy klimat. Taka październikowa dawka magii.

wtorek, 7 października 2014

Ciasteczka!!!

W kolejce czeka kilka mniej lub bardziej ogrodowych postów, ale za mną chodziły ciasteczka. Kruche, z czekoladą- takie klasyczne, które ciasteczkowy potwór pożarłby mlaskając. I nie dało rady- trzeba było upiec...

piątek, 3 października 2014

Taki sobie piątek

Dostałam w prezencie w miarę wolne piątkowe popołudnie. Biurokracja załatwiona, pierwszy etap obiadu w piekarniku, mogę zasiąść spokojnie przy komputerze i napisać posta. Tylko o czym ja wam mogę napisać? O racuchach gruszkowych? O cukiniowym czekoladowym cieście tak wilgotnym, że do dziś nie mam pewności, czy to nie był zakalec? O zdrowotnym muffinach z cukinią? Sama nie wiem- wystarczy się trochę postarać i przepisy na to wszystko są do wyguglania. To co ja będę gadać? Może po prostu zaproszę wszystkich na spacer po ogrodzie? Chodźmy!

środa, 1 października 2014

Tradycja w formie pleśniaka

Skończył się wrzesień- dziwny i prowizoryczny w tym roku, totalnie bez ładu i składu. Nawet jeśli próbowałam coś planować to nie wychodziło, albo wychodziło z zupełnie innej strony. Od kilku dobrych tygodni mam wrażenie, że zupełnie nie panuję nad swoim życiem. Człapię, truchtam ale nie mogę go dogonić. Na dodatek wczoraj umieściłam ogłoszenie- krok ku pożegnaniu się z Kaśką. W tym całym chaosie potrzebuję czegoś stałego. Tradycji, przewidywalności i niezawodności. Jednym słowem- pleśniaka.