środa, 4 stycznia 2017

Nic ni ma, ino zima...

Nie trzeba być wyjątkowo spostrzegawczym, żeby zauważyć, że nic. Nic w grudniu, nic na święta, nic na fejsie, nic na blogu. N-I-C. Ważne nic, bo terapeutyczne. Wybaczcie je, ale tego było mi trzeba po ostatnim roku. Dzięki niemu trybiki w mojej głowie zostały mniej więcej na swoim miejscu i mogą podjąć mozolne terkotanie. Jeśli gdzieś tam jeszcze spoglądacie w stronę mirabelek, to macham do Was. Jestem tu. I próbuję przesunąć trochę to nic. Żeby w końcu coś. Nie duże- właściwie takie małe co nie co, ale zawsze coś.