poniedziałek, 28 marca 2016

Ogród, kolorowanki i łączenie kropek

.
I jeszcze parę rzeczy. Czytanie książek. Oglądanie sitcomu o spłukanych dziewczynach. Powtarzanie włoskich słówek. Pieczenie, względnie gotowanie. Granie w post-apokalipsę. Gdyby nie one, pisałabym do Was zza krat jakiegoś więzienia o zaostrzonym rygorze, po zamordowaniu całkiem konkretnej liczby osób. I choć podczas rozprawy, nawet sędzia przyznałby, że mnie rozumie, to wciąż mój czyn byłby zdecydowanie niezgodny z prawem. A przecież miałam pozbyć się negatywnego podejścia. Tak. I cały czas nad tym pracuję, ale warunki mam poważnie utrudnione. I poza kolekcją wspomnianą wcześniej, oraz poza konQbkiem, który przytuli, kiedy już nic innego nie pomoże, wszystko inne spycha mnie coraz bardziej w stronę niekontrolowanego wybuchu. A jak zacznę się drzeć, to to będzie trwało... Dlatego dziś, zanim kapituła przyzna mi Pokojowego Nobla, napiszę posta o tym co się dzieje w tym naszym uspokajającym ogrodzie.

środa, 16 marca 2016

Sernik z mirabelkowym musem

.
Potrzebuję wstępu do tego wpisu. Ale jak nawiązać sernikiem do życia? Może tak- to przepis zdobyty w pracy, a mirabelkowy detal jest prosto z naszego ogrodu. Czyli wypadkowa dwóch istotnych sił w moim życiu. Nawet zgrabnie to wyszło. I sernik też jest zgrabny- odpowiednio wilgotny, mocno waniliowy i dobrze przełamany kwaśnymi powidłami. Było z nim trochę stresu i rytualnych tańców błagalnych przed szybką piekarnika, ale na szczęście jest wpadko-odporny. W końcu mam niezawodny przepis na to ciasto- będzie dobra baza do dodawania owoców z ogrodu.

wtorek, 1 marca 2016

Genialna tarta z brukselką (i syropem klonowym...)

.
Nasz ogród pogrążony jest w pozornej stagnacji. Jest szaro, buro i nic się nie dzieje. Pozornie. Bo jak przyjrzeć się z bliska, to widać małe zielonkawe knypki, które wyglądają z ziemi i z gałązek- i tylko czekają, żeby przekształcić się w coś konkretniejszego. W krokusa, listek albo innego tulipana. My też jesteśmy w podobnym stanie- nicnierobienia, a jednak nabierania rozpędu. I mamy nadzieję, że wykluje się z tego całkiem duży konkret.
Ale jest jedna roślina w ogrodzie, która wbrew trendom tyra. Od jesieni puchnie małe kapustki, które w końcu teraz osiągnęły takie rozmiary, że był sens je zebrać. Tylko co zrobić z brukselki, za którą od zawsze nie przepadam? Coś się wymyśliło. I zrobiło. I zjadło ze smakiem. Niniejszym zapraszam wszystkich na brukselkę w doborowym towarzystwie boczku i syropu klonowego. Gwarantuję, że przekona nawet sceptyków.