wtorek, 1 marca 2016

Genialna tarta z brukselką (i syropem klonowym...)

.
Nasz ogród pogrążony jest w pozornej stagnacji. Jest szaro, buro i nic się nie dzieje. Pozornie. Bo jak przyjrzeć się z bliska, to widać małe zielonkawe knypki, które wyglądają z ziemi i z gałązek- i tylko czekają, żeby przekształcić się w coś konkretniejszego. W krokusa, listek albo innego tulipana. My też jesteśmy w podobnym stanie- nicnierobienia, a jednak nabierania rozpędu. I mamy nadzieję, że wykluje się z tego całkiem duży konkret.
Ale jest jedna roślina w ogrodzie, która wbrew trendom tyra. Od jesieni puchnie małe kapustki, które w końcu teraz osiągnęły takie rozmiary, że był sens je zebrać. Tylko co zrobić z brukselki, za którą od zawsze nie przepadam? Coś się wymyśliło. I zrobiło. I zjadło ze smakiem. Niniejszym zapraszam wszystkich na brukselkę w doborowym towarzystwie boczku i syropu klonowego. Gwarantuję, że przekona nawet sceptyków.
Mój stosunek do brukselki najlepiej oddaje przydomek, który jeszcze w czasach liceum nadała jej niejaka Paulina S. (obecnie fejsbuk pokazuje mi, że już S-K). Tak od tamtych czasów to warzywo  jest nazywane w moim domu. Do tego stopnia, że kiedy mama chciała kupić trochę małych kapustek w sklepie, musiała pokazywać palcem co chce, bo nazwy ogólnie używanej nie mogła sobie po prostu przypomnieć. A jak tu poprosić pół kilo pierdów?
.
No właśnie- pierdów. Małe, zielone i niezbyt czarująco pachną. Jak można to jeść z własnej woli? Rok temu jednak przemogłam się, kupiłam worek nasion i bardzo nieprofesjonalnie posiałam. Przetrwały bielinka (w zeszłym roku mało aktywnego), suszę i parę przymrozków. Jesienią były jeszcze zbyt małe, żeby je zebrać, ale ilość kuleczek na łodydze była całkiem znacząca. Teraz brukselki nabrały masy, więc postanowiłam być dzielna i stawić im czoło. I kiedy zaczęłam zastanawiać się nad połączeniami smaków, nadeszła wena. Oto jej efekt.

TARTA Z BRUKSELKĄ, KLONOWYM BOCZKIEM I SOSEM SEROWYM 

.

Na ciasto
300g mąki
szczypta soli
szczypta proszku do pieczenia
czubata łyżeczka suszonego tymianku cytrynowego (nasz!)
100g masła w temperaturze pokojowej
4-5 łyżek zimnej wody
trochę masła i bułka tarta lub mąka do wysypania formy

Na nadzienie
4 plasterki boczku
2 łyżki syropu klonowego
250g brukselki (nasze!)
1 większa/ 2 małe szalotki
1 łyżka masła
50g masła
2 łyżki mąki
100ml śmietanki kremówki
100ml mleka
100g sera Comte
1 duże jajko
sól i pieprz do smaku

W kwestii kruchego ciasta jak zwykle napiszę- ja lubię takie bez dodatku jajek, jestem świadoma, że ono kiepsko się łączy i wyklejanie blachy to bardziej przylepianie do niej kawałków ciasta. Pitolę się z nim bo lubię jego smak. Jeśli jednak nie macie cierpliwości, użyjcie swojego sprawdzonego przepisu na spód jakiejkolwiek wytrawnej tarty.
Mąkę przesiewamy, dodajemy pozostałe suche składniki, listki tymianku rozcierając w dłoniach. Dodajemy pokrojone w kostkę masło i szybko wyrabiamy, dodając stopniowo bardzo zimną wodę. Kiedy z ciasta uda się uformować coś w rodzaju kuli, przygotowujemy formę do tarty- nacieramy ją masłem i osypujemy bułką tartą. Formę wyklejamy ciastem, zostawiając dość wysoki brzeg i chowamy do lodówki (co najmniej 30 min- lub na krócej do zamrażarki).
Czas na nadzienie. Wybieramy ulubioną, dość głęboką patelnię- spędzimy z nią dość dużo czasu. Plasterki boczku kroimy na mniejsze kawałki i kładziemy na suchej, rozgrzanej patelni. Podsmażamy na mocnym ogniu, aż tłuszcz się wytopi. Dolewamy syrop klonowy i smażymy do momentu aż boczek będzie tak brązowy jak chcemy. Gotowy boczek przekładamy na talerz, zostawiając tłuszcz z syropem klonowym na patelni.
Brukselki oczyszczamy z uszkodzonych lub zbrązowiałych listków, jeśli są duże, przekrawamy je na pół. Wrzucamy je na patelnię z tłuszczem i syropem pozostałymi po podsmażaniu boczku. Staramy się, żeby kapustki leżały jedną warstwą i równomiernie pokrywały się klonową glazurą. Podsmażamy je średnim ogniu co jakiś czas mieszając, aż staną się miękkie. Gotowe przenosimy na talerz.
Szalotkę obieramy i kroimy w plasterki (dobrze zrobić to w trakcie przygotowywania brukselek). Na rozgrzaną wciąż patelnie kładziemy łyżkę masła i pokrojoną cebulę- szklimy na małym ogniu, ale nie przysmażamy. Naszym celem jest wydobycie z niej maksimum słodyczy. Po dłuższej chwili, kiedy szalotka jest miękka i szklista, przenosimy ją na talerz.
To dobry moment na nastawienie piekarnika na 180*C.
Na naszą patelnie wrzucamy 50g masła i czekamy aż się rozpuści. Następnie wsypujemy mąkę i mieszając miotełką, trzymamy na ogniu do otrzymania złocistej zasmażki. Dolewamy śmietankę, a potem mleko- po każdym dolaniu dokładnie mieszając. Ucieramy na drobnej tarce ser i dorzucamy do sosu. Łączymy sos z serem i cały czas mieszając wbijamy jajko. Kiedy sos jest gładki i jednolity, solimy i pieprzymy, oczywiście jeżeli mu czegoś brakuje.
Wyjmujemy ciasto z lodówki. Nakłuwamy dość gęsto widelcem. Równomiernie rozkładamy na nim brukselki, pokruszony boczek i cebulę. Zalewamy wszystko sosem i wstawiamy do nagrzanego piekarnika na 20-25 min, aż masa serowa się zetnie. Pod koniec możemy włączyć grzanie z góry, żeby ser w sosie się przypiekł.
Jemy na ciepło lub zimno.
.
Pozwólcie, że na zakończenie podsumuję co czeka konsumującego, w przeciętnym kęsie. Kruche, pachnące tymiankiem ciasto. Chrupiący klonowy boczek. Brukselki- jednocześnie słodkawe i ostre, ale wcale nie gorzkie, jak mi się to od dzieciństwa wydawało. Delikatna cebulka. A to wszystko zalane aksamitnym, intensywnie serowym sosem. Że pozwolę sobie zacytować Monię- WYŚMIENITE. Jeśli o mnie chodzi, to brukselki zostały odczarowane.
.
P.S. Zdjęcia są takich dziwacznych rozmiarów, ponieważ bateria aparatu postanowiła zapaść w zimowy sen. Musiałam posiłkować się telefonem.

10 komentarzy:

  1. Aż zrobiłam się głodna, choć niedawno zjadłam śniadanie:)
    miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oooooo, no to najwyższy czas na pośniadaniowy deser, albo drugie śniadanie, albo lanczyk, albo inny przedobiadek;-)

      Usuń
  2. Każdy kulinarny wpis jest dla mnie zbawienny bo ostatnio brak mi weny na nowe dania. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem wena po prostu gdzieś sobie idzie- miejmy nadzieję, że wróci. Może czeka na wiosenny wysyp świeżych składników? :-)

      Usuń
  3. super przepis..zrobiłam i zajadałam z przyjemnością wielką...różnica polega na tym, że ja od zawsze uwielbiam brukselkę...dziękuję..smakowało mi bardzo...



    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-)))) takie komentarze są zawsze najlepsze! ciesze się, że przepis poszedł w świat i oddalam się wykonać mały taniec radości:-)

      Usuń
  4. jeśli już odtańczyłaś :-) to pozwól, że powiem, ze zamieniłam boczek na szynkę serrano..tylko tak mi moja lodówka podpowiadała..ale wiedz, że również było pysznie i na ciepło i na zimno..oj było..mniam..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe- trochę to tańczenie trwało:-) serrano brzmi fajnie- mniej tłuszczu, a wciąż intensywny smak :-)

      Usuń
  5. Ja akurat uwielbiam brukselkę, więc tym bardziej podoba mi się ta tarta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, to przekonywanie nie potrzebne. Ale eksperymentowanie jak najbardziej wskazane- jak powiew świeżości w długoletnim związku;-)

      Usuń