środa, 22 października 2014

Szycie jest piękne

Wierzę na słowo, bo sama szyć nie potrafię. Próbowałam i to nie raz- każdy eksperyment tylko dobitniej udowadniał, że moje przekonanie jest zgodne z prawdą. Co gorsze, szyć potrafi mój brat, więc niejednokrotnie słyszałam "No wiesz, dziewczyna i tak nic nie umie!?"- możecie sobie wyobrazić jak motywująco to na mnie działało... Dziś już się wszyscy przyzwyczaili, a ja tylko czasem tęsknie zerkam na pintrestowe projekty sukienek z niczego albo na stare maszyny do szycia. I dziś właśnie o takich maszynach chcę napisać, bo miałam okazję kilka z nich obfotografować. I to takich pięknie odnowionych przez mojego tatę i wujka.:)
Historia z maszynami w mojej rodzinie zaczęła się chyba od jakiś starych poprababciowych singerowskich nóg, z których tato zrobił stolik. Jeden, potem drugi, potem gdzieś pojawiła się maszyna i od jakiegoś czasu dłubanina i taty, i wujka sprowadza się do doprowadzania takich starych maszyn do świetności. Wszystkie maszyny, które chcę dziś pokazać działają i nadają się do szycia- choć wiadomo, trochę takich cacek szkoda:) Kiedy tato wypakowywał je z bagażnika musiałam się choć na chwilę do nich dorwać i zrobić kilka zdjęć. I tak oto dziś będzie o hobby mojego taty i wujka.
Maszyna 1
Ta maszyna podoba mi się najbardziej, ze względu na przepiękne kalkomanie. Według wyszukanych informacji była wyprodukowana przez firmę LOD (teraz Vesta) pomiędzy 1906 a 1910 rokiem. Napędzana jest korbką z ceramiczną rączką, która się sprytnie chowa.
 
Kilka detali- między innymi wrzeciono w górnym lewym rogu czy mechanizm do nawijania szpulek w dolnym lewym.
Kolejne piękne detale- poza kalkomaniami można tu zobaczyć linijkę (z podziałką calową i metryczną, a co!) wbudowaną w pieczołowicie odnowioną drewnianą podstawę maszyny.
Maszyna 2
Ta maszyna jest jeszcze nieskończona, ponieważ ma być dorobiony do niej stolik z żeliwnymi nogami i pokrywą, ale jest tak stareńka i pięknie zdobiona, że musiałam jej zrobić zdjęcia. Też jest mechaniczna, tym razem produkcji Singera, około roku 1880.
Na razie stoi na ławce, ale w przyszłości będzie miała własny stolik.
Komu by się chciało w dzisiejszych czasach tak ozdabiać przedmiot użytkowy?
I detale- znów wrzeciono po prawej.

Singer oznaczał swoim symbolem praktycznie każdą część maszyny.
Kolejne dwie maszyny są elektryczne (oczywiście sprawne;-))i w komplecie z pięknymi skrzyniami do transportu.
Maszyna 3
Kolejny Singer (model 66) z około 1920 roku, wyprodukowany w Wittenberdze. Kryje się w skrzyni zamykanej na kluczyk, bardzo dokładnie odnowionej- ma nawet oryginalne kalkomanie.
W elektrycznych maszynach najbardziej podobają mi się te lampki.
Znów każda część podpisana- na silniku numery seryjne i oznaczenia silnika.
Drugi świetny element maszyn elektrycznych to ich przód z tymi secesyjnymi zawijasami.
Maszyna 4
Ten Singer (model 44k, według numeru wyprodukowany w sierpniu 1929 roku, w Szkocji i tylko w 5000 egzemplarzy) ma mnóstwo dodatkowych gadżetów, takich jak specjalna końcówka do robienia lamówek, oryginalna olejarka i wiele innych rzeczy, których funkcja jest dla mnie tajemnicą. Tak jak poprzednią, uruchamia się ją poruszając kolanem specjalną dźwignią- wygodne kiedy obie ręce zajęte są trzymaniem materiału. Też jest w odnowionej skrzyni, na której są zamówione ze Stanów kalkomanie Singera, żeby wyglądała tak jak powinna.
Jak wszystkie pozostałe jest piękna.
Simanco było producentem wielu części Singera- na przykład elementów rączki skrzyni.

Wszystko ometkowane- krawiecki bling-bling.
Te kalkomanie też są w świetnym stanie. Wtyczka sprowadzana ze Stanów- oczywiście produkt Singera.
Olejarka i tajemnicze narzędzie do lamówek.

To pudełeczko kryje skarby ze zdjęcia tytułowego. Jest zniszczone, ale oryginalne, a w nim jest kompletny zestaw oprzyrządowania.
Jedna z maszyn wyjechała do wujka, ale jak wróci to postaram się ją też obfotografować i się podzielić. Tamta jest wyjątkowa, bo chowa się w stoliku, który może być zwykłym stolikiem na kawę. Jest jeszcze jedna starowinka, której producenta historię tato opowiedział mi przy okazji pisania tego posta. Ale tą dramatyczną opowieść z Australią i Hitlerem w tle zostawię jak to mówiła babcia "na zaś"- może jak maszyna będzie już gotowa.
Uwielbiam takie sprzęty z duszą, o których można opowiedzieć historię. Niby użytkowe, niby można na nich uszyć gacie, ale pięknie wykonane i same mogą służyć jako dekoracja. Kiedy tak patrzę na te maszyny, bardzo mi szkoda, że mam krawieckie dwie lewe ręce. Zaraz bym usiadła i walnęła jakiegoś ściega. Pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że tato kiedyś weźmie się za odnawianie maszyn do pisania...:)

5 komentarzy:

  1. Piękne maszyny, a tatowe hobby wspaniałe!!! Nie polubisz mnie bardziej, ale i tak to napiszę: DZIEWCZYNO, JAK TY MOŻESZ NIE SZYĆ??? hahhaha - żartuję oczywiście :*. Ilość osób zajmujących się maszynami do szycia w waszej rodzinie i tak przekaracza przeciętną. Już czekam na kolejnego posta o maszynach, a Ty kobietko dodawaj następne przepisy, bo dzięki Tobie i Twoim wskazówkom zaczęłam COŚ piec i nawet mi to wychodzi :P.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mogę- gdybyś zobaczyła kilka moich "dzieł" to pokiwałabyś głową ze zrozumieniem (i litością...):-)
      A przepisów kilka czeka w kolejce, tylko maszyny mnie tak zaabsorbowały, że inne posty poszły w odstawkę. Ale obiecuję coś fajnego dyniowego już wkrótce:-*
      I tak bardzo mi niezmiernie, że moje wypocinki zachęciły Cię do pieczenia:-D

      Usuń
  2. Witam. Piękne maszyny i zdjęcia. Ja od wczoraj jestem właścicielką maszyny na korbkę Gazelle. Jest śliczna i działa. Niestety nie szyłam jeszcze na niej, bo mam kłopot z rozszyfrowaniem mechanizmu, a nie chcę jej zepsuć. Pani zdjęcia może mnie ukierunkują. Dziękuję. Szukam w sieci instrukcji lub starych schematów ale na razie bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj w kwestiach praktycznych nie pomogę. Jeśli żadne materiały się nie znajdą to może tato z wujkiem coś pomogą (chociaż Gazelle nie pamiętam czy odnawiali- tyle tego:-) ) Przesyłam link do ich profilu na fb- https://www.facebook.com/Renowacje-starych-maszyn-do-szycia-1686204764924635/?fref=ts Pozdrowienia i powodzenia z maszyną!

      Usuń
  3. Witam. Piękne maszyny i zdjęcia. Ja od wczoraj jestem właścicielką maszyny na korbkę Gazelle. Jest śliczna i działa. Niestety nie szyłam jeszcze na niej, bo mam kłopot z rozszyfrowaniem mechanizmu, a nie chcę jej zepsuć. Pani zdjęcia może mnie ukierunkują. Dziękuję. Szukam w sieci instrukcji lub starych schematów ale na razie bezpowrotnie.

    OdpowiedzUsuń