piątek, 3 października 2014

Taki sobie piątek

Dostałam w prezencie w miarę wolne piątkowe popołudnie. Biurokracja załatwiona, pierwszy etap obiadu w piekarniku, mogę zasiąść spokojnie przy komputerze i napisać posta. Tylko o czym ja wam mogę napisać? O racuchach gruszkowych? O cukiniowym czekoladowym cieście tak wilgotnym, że do dziś nie mam pewności, czy to nie był zakalec? O zdrowotnym muffinach z cukinią? Sama nie wiem- wystarczy się trochę postarać i przepisy na to wszystko są do wyguglania. To co ja będę gadać? Może po prostu zaproszę wszystkich na spacer po ogrodzie? Chodźmy!
Czujecie to? Ten podskórny smuteczek, splineczek, listopadowość jakąś? Bo ja tak. Wdało się nie wiadomo skąd i siedzi, i drąży. Zadaje pytania, na które człowiek nie zna, lub nie chce znać odpowiedzi. Każe iść spać o dziewiętnastej a potem trzyma na nogach do drugiej (nawet nie chcę pamiętać o której dziś musiałam wstać do pracy...). Powoduje, że nowe buty nie pasują nagle do żadnego ubrania. Taki się człowiek bardziej wystawiony na działanie życia robi.
I pragnie tylko jednego- świętego spokoju. Najlepszy moment dnia- kiedy wsiadam do samochodu, opieram głowę o zagłówek, włączam muzykę i jadę. Mogłabym tak bez końca- albo przynajmniej do momentu, kiedy skończyłyby mi się orzeszki w samochodzie. Zazwyczaj robi się już szaro, na drogach tylko takie pracocholiki jak ja, wszyscy na autopilocie. Nie trzeba o niczym myśleć, to teren niczyi pomiędzy pracą a życiem. A może właśnie czyiś- a może mój?
Podobnego stanu doświadczam, kiedy zamykam się sama w kuchni. Niestety nie każdego dnia- czasem zamiast terapeutycznej sesji przy piecu, trzeba zadowolić się kefcem. Tu nie ma miejsca na medytację- i zostaje tylko droga do domu. A Wy- gdzie macie swój "nothing box"? Jeśli wciąż szukacie, służę ogrodem:)
Rok temu były tylko purchawki. Po mikoryzowaniu purchawek jest mniej, za to pojawiło się mnóstwo nam nie znanych grzybów.
Tych dwoje skończyło w jajecznicy:)

 
Grzybowy jing i jang
 
 
 
Sonia wygrzewa swoje smutki na słońcu.

4 komentarze:

  1. Ehh listopadowość, mnie również dopadła:/ Piękne to zdjęcie z Sonią, chociaż w jej oczach też już listopad widać; )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Mam takie wrażenie, że listopad z tajniaka już przyszedł pod przykrywką października.

      Usuń
  2. Zdjęcie z Sonią i mnie urzekło :) - Sonia piękna, balkon cudny i to słońce... oby jak najdłużej tak świeciło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Mogę o nie wystąpić z oficjalnym podaniem jak trzeba będzie!

      Usuń