niedziela, 1 czerwca 2014

Dzień Dużego Dziecka

Trochę przez przypadek udało się nam "ucelebrować" Dzień Dziecka. Ponieważ to mój jedyny wolny weekend w okolicach czerwca, postanowiliśmy zrobić ognisko. Wcześniej byliśmy na basenie i zjedliśmy pyszny deser. Sobota była naprawdę całkowicie udana- jak to Dzień Dziecka powinien. Co z tego, że dzień za wcześnie.
Zazwyczaj tak bywa, że po powrocie z basenu włącza się ogromna gastrofaza, dlatego około sobotniego południa zaczęłam z desperacją szukać po szafkach czegoś słodkiego do kawy. Znalazłam zwykłą czerstwą drożdżówkę z rodzynkami i już wiedziałam czym to się skończy.

RÓŻANO MIGDAŁOWY PUDDING Z CZERSTWEJ DROŻDŻÓWKI
2-3 łyżki grubo mielonych pekanów  
masło do wysmarowania formy
1/2 szklanki mleka
1 jajko
1 opakowanie (16g) cukru migdałowego
kilka kromek czerstwej drożdżówki (świeżą można podsuszyć w piekarniku)
słoiczek płatków róży w cukrze

Żaroodporną formę smarujemy masłem i wysypujemy mielonymi orzechami. Mleko mieszamy trzepaczką z jajkiem i cukrem migdałowym. Kromki drożdżówki smarujemy z jednej strony konfiturą różaną i ciasno układamy w formie. Zalewamy masą jajeczną i zostawiamy na ok.15 minut, żeby ciasto wchłonęło płyn. Piekarnik nastawiamy na 150*C. Kiedy większość płynu jest wchłonięta wkładamy ciasto do piekarnika na 15-20 minut (jajka muszą się ściąć). Pieczemy uważając, żeby wierzch zbytnio się nie spalił. Podajemy na ciepło lub zimno.
To był nieziemski deser- jago zapach był lepszy niż jakiekolwiek perfumy świata. Delikatna, rozmiękczona drożdżówka idealnie harmonizowała ze słodyczą konfitury różanej. Niebo w gębie!
W ogrodzie towarzyszą nam teraz piękne zapachy- róża portlandzka i słodko, lipowo pachnąca iglicznia.
Po takiej uczcie zajęliśmy się pracą- trzeba było dokończyć przycinanie trawska, posadzić jeszcze jedną komarzycę, skrócić niektóre gałązki. Ale wiedzieliśmy, że wieczorem czeka nas uczta- ognisko i kolejne testowanie marketowych produktów. Tym razem na tapetę poszedł drożdżowy spód do pizzy, którego użyliśmy do zawinięcia mini kiełbasek śląskich (z plasterkiem sera), które potem upiekliśmy na ognisku- cu-do! Do tego oscypki z naszą własnoręcznie robioną żurawiną. I pianki- jak dzień dziecka to musiał być jakiś dziecięcy akcent. Ja wciąż się do pianek z ogniska nie przekonałam- są dla mnie zdecydowanie za słodkie. Ale wyglądają pięknie.
Genialny pomysł. Z pewnością domowe drożdżowe ciasto jest lepsze, ale gotowiec też dał radę!
Oscypki na ruszcie.
Piękne te pianki ale okropnie słodkie.
I zapanował czil. Nawet specjalnie nie chciało się nam gadać- po prostu siedzieliśmy i gapiliśmy się w ognień. Ja zawinęłam się w dwa kocyki, spryskałam antykomarzaczem i zaliczyłam niezwykle relaksującą drzemkę, przy akompaniamencie nocnych ptaków i odległego szczekania. Dawno się tak nie rozluźniłam- a po ostatnich dniach było mi to naprawdę potrzebne. Mam nadzieję, że nasz wczorajszy Moniowy gość wybaczy nam brak rozmowności:)
Blogerka na czilu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz