niedziela, 9 listopada 2014

Wielkomiejskie śniadanie na dalekiej północy

No dobra, nie takiej znowu dalekiej, ale od najbliższego dużego miasta jesteśmy na północ, więc się prawie zgadza. Na tyle daleko na północ, że łatwiej skoczyć w piżamie po szczypiorek do ogrodu, niż do kiosku po gazetę. Na tyle daleko od cywilizacji, że zakup świeżego bajgla nie wchodzi w grę. Ale to w zupełności nie zniechęca dzielnej blogerki spragnionej wielkomiejskich rarytasów. Bo dziś na naszej lesmirabelskiej wsi zapanował przez chwilę Nowy Jork. Zobaczcie sami!
Wszystko przez listopad. Te mgliste, popielate dni jak dla mnie idealnie pasują do spacerów po mieście. Do zaglądania w okna, do przesiadywania w klimatycznych kawiarenkach, do czekania na przystankach. Kiedy pogoda zaczyna szarzeć, ja czuję się taka miejska, smooth jazzowa i przeszklona. Wyłaniające się z mgły biurowce niezmiennie mnie zachwycają, a w głowie swingują klarnety i panie o miękkich głosach. To czas, kiedy najchętniej zamieszkałabym w starej kamienicy, gdzieś na Brooklynie i czerpała pełnymi garściami z dobrodziejstw wielkiego miasta. I na śniadanie jadła bajgle.
Od kiedy widziałam pierwszy odcinek "Przystanku Alaska", bajgle są dla mnie symbolem życia w metropolii. Doktor Joel Fleischman chciał tę bułkę kupić w lokalnym sklepie, ale okazało się, że sprzedawczyni Ruth nigdy o niej nie słyszała. Jedyną osobą w Cicely, która bajgle zna jest Ed:

Ed- Która jest teraz w Nowym Jorku?
Joel- Koło północy.
Ed- Czyli pewnie gdzieś o tej porze wracałbyś z narzeczoną z kina. Może wstąpilibyście do małej kafejki na filiżankę espresso, kupili niedzielne wydanie New York Times'a i gorące, świeże bajgle jutro na śniadanie.
Joel- Coś koło tego. Skąd znasz bajgle?
Ed- O, widziałem Manhattan! Myślę Woody to geniusz.

I u nas na wsi też trochę tak. Bajgle tylko w filmach Allena. Co więcej- Wrocław też nie ma ich w swojej ofercie.Sprawdziłam w kilku sklepach i nic- może znacie jakiś, którym są? Ale skoro nie ma ich w sprzedaży, trzeba sobie radzić samemu. Oto śniadaniowe bajgle w wydaniu les mirabelles.
Polecam: dla uzyskania odpowiedniego klimatu włączamy od utworu drugiego i teleportujemy naszą kuchnie gdzieś do ceglanej kamienicy z widokiem na Manhattan.

BAJGLE Z TWAROŻKIEM I ŁOSOSIEM
(5 bułek) 

250g mąki (u mnie tortowa ale w oryginalnym przepisie jest chlebowa, podobno jest lepsza) 
łyżeczka cukru
1/2 łyżeczki soli
1 płaska łyżeczka suchych drożdży
100ml wody
1 żółtko
sezam do posypania
Do podania
twarożek śmietankowy
wędzony łosoś w plastrach
kiełki
kilka liści krwiściągu i szczypiorku

Do dużej miski wsypujemy mąkę, pół łyżeczki cukru, sól i drożdże. Dodajemy wodę i wyrabiamy na gładkie ciasto, które odchodzi od rąk (...). Zostawiamy do wyrośnięcia aż podwoi objętość (minimum 1,5 godziny).
Wyrośnięte ciasto dzielimy na 5 bułeczek. Kulki ciasta kładziemy na stole i omocząnym palcem robimy dziurkę w środku. Następnie zaczynamy kręcić bułką aż otwór się powiększy do 3,5 cm. Fajna ta metoda, ale następnym razem spróbuję zrobić dziurki tuż przed zaparzaniem, może będzie łatwiej przenieść bajgle. Bułki z dziurką zostawiamy do wyrośnięcia na oprószonej mąką stolnicy na kolejne 30-40 minut.

Po tym czasie gotujemy 2 litry wody z drugą połówką łyżeczki cukru a piekarnik nastawiamy na 200*C. Na wrzącą wodę kładziemy ostrożnie bajgle- nam to słabo szło, bo nie posypałam mąką pod ciastem. W rezultacie musiałam uformować bułki od nowa. A nasz związek w tej dramatycznej chwili przez chwilę wisiał na włosku...:)
Osuszone bajgle kładziemy na wyłożonej papierem blasze, smarujemy żółtkiem i posypujemy sezamem. Pieczemy w 200*C około 15 minut, aż nabiorą pięknego złotego koloru. Studzimy na kratce.
Ewolucja bajgla.
Bajgle podajemy z łososiem i twarożkiem, posypane kiełkami szczypiorkiem i krwiściągiem. Ten ostatni świetnie pasuje bo ma ogórkowy smak i zapach. Przy okazji jest bardzo zdrowy. Może nie w tej postaci, ale przygotowywane z niego napary pomagają przy krwotokach, łagodzą objawy związane z gronkowcem złocistym, pomagają na różne zmiany skórne. Dla mnie jest po prostu smaczny:)

I tak w wielkomiejskich bajglach pojawił się wiejski akcent. Przecież tak musiało być:) W końcu daleka północ...
 Mówiąc szczerze, jeśli znajdę sklep, który bajgle mi sprzeda, to zrezygnuję z ich samodzielnego robienia. To świetna, ale niestety czasochłonna zabawa. I pokłócić się można nad zdeformowanym bajglem... Chociaż wystarczyło przynieść gotową kanapkę, żeby wszelkie krzywdy zostały zapomniane. Bardzo delikatne w smaku, lekko gumiaste bajgle są świetną bazą do wyeksponowania dodatków. Łosoś i twarożek to oczywiście klasyk.

4 komentarze:

  1. A obwarzanek może być? Nie trzeba jechać w tym celu do Nju Jorku, wystarczy do Krakowa. A też się go obwarza. Tyle tylko, że piekarze formują precle, kładą na kratkę z uszami i w całości z kratką ladują do wrzątku. Myślę, że to ma szansę się udać, choć już widzę siebie przy tej robocie i ciasto spływające między oczkami kratki ;) że o zagrożeniu dla związku nie wspomnę, bo gorąco bywa już przy zwykłym chlebie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie ja mam jakieś bardzo dramatyczne doświadczenia w kwestii drożdżowych sparzanych. Też jakoś tak mi się wyświetliły te gluciki ciasta spływające na dno garnka;-)
      A co do kryzysów związku- dobrze, że się nad gotowym jedzeniem pogodzić łatwiej:-)

      Usuń
  2. jak długo parzy sie te bułki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My parzyliśmy koło minuty- tak właściwie chlup i na zewnątrz, czy to dobrze, nie wiem:-)

      Usuń