niedziela, 3 maja 2015

Park Rododendronów w Kromlau


O tej wycieczce muszę napisać jak najszybciej, ponieważ najlepszy moment zwiedzania Kromlau zbliża się wielkimi krokami. Ogromne krzewy różaneczników zbierają siły przed wielkim występem- podczas naszej wizyty kwitły tylko pojedyncze azalie i pomniejsze krzewy. Celowo odwiedziliśmy park wcześniej- to była nasza pierwsza wizyta i chcieliśmy zobaczyć go bez tłumów. Może za rok wybierzemy się zobaczyć go w pełnym rozkwicie. Tymczasem jednak przez najbliższe dwa, trzy tygodnie szaleństwo różanecznikowe będzie trwało, więc może uda mi się któregoś z czytaczy namówić na weekendową wizytę. Bo to miejsce warte odwiedzenia- co potwierdza portal Places to See in Your Lifetime.
Kromlau, lub Kromola to bardzo mała miejscowość z niewiele ponad 300 mieszkańcami położona w niemieckiej Saksonii. Dotrzeć tam można na kilka sposobów- my wybraliśmy samochód i spod Wrocławia droga zajęła nam trochę ponad dwie godziny. Poza tym do Kromlau kursuje lokalna kolejka wąskotorowa, tereny są też doskonałe do podróżowania rowerem, a w sezonie kwitnienia różaneczników wiele lokalnych biur organizuje wycieczki autokarowe. Dla wybierających cztery kółka przez wjazdem do miejscowości (od strony granicy) zorganizowany został duży parking (cena to 2 Euro za dzień)- w samej miejscowości miejsc parkingowych raczej nie znajdziemy. Wizyta w parku jest darmowa.
Typowy domek w Kromlau- malutki, ale z pięknym ogrodem zimowym.

W parku byliśmy tak wcześnie, że nawet pan parkingowy jeszcze nie był na posterunku. Nie udało się nam zdobyć mapy, więc zwiedzaliśmy ogród patrząc na znaki. Już pierwszy z nich skierował nas do najsłynniejszego punktu- mostu Rakoczego (Rakotzbrücke). To imponująca konstrukcja z bazaltu i kamienia polnego- most tylko z nazwy, bo nie można po nim chodzić (co musiałam przypominać konQbkowi kilka razy na minutę). Mieliśmy szczęście, bo nie było jeszcze turystów i mogliśmy podziwiać to miejsce w ciszy i spokoju.
 
 
Już nad stawem można zauważyć ogromne krzewy różaneczników, które robiły wrażenie mimo, że jeszcze nie kwitły. Cały park jest obsadzony tymi roślinami, a najbardziej spektakularnym miejscem jest Wąwóz Różaneczników. Rosnące tam rododendrony są niezwykle bujne- znacznie większe niż te znane mi z Wojsławic. Najstarsze okazy zostały zasadzone już pod koniec XIX wieku, przez ogrodnika kolejnego właściciela parku. Wzbogaciły już wtedy ciekawą kolekcję drzew. Okres kwitnienia przypada na połowę maja, wtedy też w Kromlau pojawiają się rzesze turystów.
Te ogromne, tropikalne zarośla to właśnie różaneczniki w Wąwozie.
Z miejsc wartych zobaczenia w parku można wymienić jeszcze malowniczy Staw Syren, stację kolejki wąskotorowej, Staw Wielu Wysp i Krzesło Sędziego. Widać słabość założyciela do mistycznych, bazaltowych budowli, przynoszących na myśl jakiś tajemniczy pogański kult. KonQbek stwierdził, że z pewnością w odludnym Kromlau odbywały się jakieś tajemne rytuały dla arystokracji;-)
Znaki są tradycyjne ale również w formie takich pomalowanych kamieni.
Ten buk skojarzył się nam z Weirwood z Gry o Tron. Nie byliśmy pewni czy był nad Stawem Syren, czy Staw Syren był naprzeciwko.

To równie dobrze mógł być Staw Syren.
Na Stawie Wielu czy Stu Wysp część różaneczników była wycięta.
Ambona a może Krzesło Sędziego- nietrudno sobie wyobrazić pogański rytuał odbywający się przy tych kamieniach.

Taki mieliśmy widok jedząc nasze burrito. W tle Dom Kawalera.
Po parku spaceruje się bardzo przyjemnie, jednak jest jedno "ale". Oznaczenia, na których z braku mapy musieliśmy polegać, są bardzo swobodne. Kierunki są bardziej umowne niż precyzyjne, a niektóre z miejsc pojawiają się wręcz pod dwoma różnymi nazwami na różnych znakach (Krzesło Sędziego i Ambona). Dla zwiedzających park pierwszy raz to spore utrudnienie, bo teren jest ogromny. 
Na koniec naszej wycieczki spojrzeliśmy jeszcze na niewielki pałac w Kromlau. Jest tam też ciekawy "szwajcarski"  Dom Kawalera-oba wybudowane w połowie XIX wieku. Na głodnych lub spragnionych kawy, w miejscowości jest restauracja i kafejka z piękną werandą. Na nas czekały jednak jeszcze inne atrakcje Łużyc- i burrito w plecaku:-)
Niewielki pałac w Kromlau.
Kwiaty wśród traw i pierwsze kwitnące azalie.
Fazowa roślinka, której  niestety nazwy nie znam. Może ktoś pomoże?
Dla zaciekawionych linki na które spoglądałam:

6 komentarzy:

  1. Wspaniale. Nie mogę się napatrzeć. A ta tajemnicza roślinka to nic innego jak siewki buka. Buk takie ma liscienie, kolejna para listków jest już bardziej typowa. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Ja też nie mogłam się napatrzeć na to wyjątkowe miejsce.
      I wszystko się wyjaśniło- rzeczywiście dookoła były głównie lasy bukowe, więc nie ma się co dziwić jego siewkom. Wyglądają kosmicznie:-) Dziękuję za rozwiązanie tajemnicy:-D

      Usuń
  2. Piękne miejsce. Mostek ...aż się prosi, żeby po nim przejść ;P - rozumiem konQubka :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W sumie można Cię podejrzewać o takie niecne intencje- do dziś pamiętam historię, jak straszyłaś siostrę, masz psotnika we krwi;-)

      Usuń