czwartek, 28 maja 2015

Tarta z fetą i boćwiną

19:30. Kończę pracę, zaczętą o dziewiątej rano. Zero przerwy, kawa pita na stojąco, banan zaciągnięty ukradkiem na parkingu. To moje menu. Marzy się coś ciepłego, co nie będzie owsianką instant. Na szczęście w lodówce jest samotne opakowanie kruchego ciasta do tarty. Jakiś fer seta. A w ogrodzie burak liściowy pięknie sobie poczyna, po zimie spędzonej w gruncie. A właśnie! Czy znacie oficjalne stanowisko PWN w kwestii rozróżnienia botwiny i boćwiny? To ukręćmy tartę, a kiedy będzie się rumienić, zgłębimy buraczany temat.
To jest potrawa, która idealnie wpisała się w nasze potrzeby. Takie danie na "dziś wieczór" i "jutro do pracy". Mały kawałek umilił mi kolejny odcinek filmu "Kingsmen", który oglądamy od soboty. Większy kawałek uratuje mi jutro życie, kiedy w porze lanczu poziom cukru zacznie pikować. I co, że bez mięsa?:-)

TARTA Z FETĄ I BOĆWINĄ

opakowanie ciasta na tartę (dla mniej zdesperowanych czasowo może być przygotowane wg tego przepisu*)
spora wiązanka listków boćwiny
200g sera feta
3 jajka
75ml śmietany kremówki
czubata łyżeczka tymianku cytrynowego
sól i pieprz do smaku

Piekarnik nagrzewamy do 180*C. Boćwinę płuczemy i siekamy na średniej wielkości kawałki. Fetę kroimy w kostkę. Formę na tartę natłuszczamy i wykładamy ciastem nie przyklejając brzegów. Jajka wbijamy do miski i dokładnie mieszamy miotełką. Dodajemy kremówkę i przyprawy i jeszcze chwilę ubijamy. Na rozłożonym cieście układamy boćwinę i ser, zalewamy masą jajeczną. Pieczemy 20-25 minut, aż wierzch się ładnie zezłoci. Można zjeść na ciepło lub zimno- pod ostrzałem zazdrosnych spojrzeń kolegów z pracy;-)
Tarta w piecu, albo jeszcze lepiej- w brzuchu? To czas na małą porcję wiedzy. Jak to jest z tą boćwiną? Według oficjalnej strony PWN, całkiem normalnie. Pomimo twierdzeń różnych mniej lub bardziej kulinarnych źródeł, że każda nazwa dotyczy innego rodzaju buraka, PWN rozwiewa wszelkie wątpliwości- "twi" i "ćwi" to tylko warianty i jedno, i drugie słowo znaczą to samo. End of story. Dlatego dziś- boćwina, a jutro, kto wie, może botwina? :-)
*dotarły do mnie komentarze, że ciasto według tego przepisu niektórym sprawia kłopoty. Ja lubię je, bo nie ma jajek i jest cudownie chrupiące. Nie ma ono jednak typowej, dającej się rozwałkować konsystencji. To bardziej zbieranina grubych okruchów, którymi wyklejam formę. Oczywiście z tego ciasta nie da się przygotować takich zawiniętych brzegów jak na zdjęciach.

6 komentarzy:

  1. Ależ musi być pyszna!!! Zrobię ją na pewno!!!
    buziaczki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-D Rzeczywiście bestia była niczego sobie;-) Koniecznie daj znać jak wyszła:-) Buziaki!

      Usuń
  2. czy ja mogę wpaść na wyżerkę? ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie! Daj tylko chwilkę na upieczenie kolejnej, bo ta ze zdjęć zjedzona do okruszka;-)

      Usuń
  3. Super pomysł! podoba mi się ta opcja "na jutro"

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opcja "na jutro" jest niezwykle ważna w moim życiu:-)

      Usuń