niedziela, 8 lutego 2015

Control freak w ogrodzie

Jak dobrze zacząć tego posta? Może od "Cześć, jestem Magda i jestem control freakiem"?:-) 
W sumie żadna nowość- nigdy nie lubiłam tracić kontroli nad tym co mi się dzieje. Zawsze uważałam to za zaletę- może nie jestem najbardziej zorganizowana (mało powiedziane...), ale panowanie nad tym co się dzieje daje mi poczucie komfortu i spokoju ducha. Myślałam, że to tylko mój sposób na ogarnięcie świata i miliona rzeczy, które robię na raz. A potem poszłam na trening na którym mieliśmy tańczyć w parach:)
New Style Hustle zachwycił mnie od razu. Taniec, w którym facet jest facetem- jest męski, nie kręci bioderkami i świeci dekoltem po pępek. Jak powiedział nam prowadzący jedne z warsztatów, Emillio, w hustle mężczyzna prezentuje swoją partnerkę, jakby była "pięknym kwiatkiem". No to ta ogrodowa metafora przekonała mnie w zupełności;-) A potem zaczęliśmy trenować i okazało się, że żeby zaprezentować partnerkę, ta musi się dać prowadzić. Taaaaa... Ja po prostu swoje wiem. Wiem, w którą się obrócić, wiem gdzie iść i kiedy łapać za rękę. A to tak nie działa. Bo to do niego należy decyzja co robić. Jak to!? Przecież ja wiem lepiej! Jak mnie bolał mózg po pierwszych zajęciach! Jeden z moich partnerów* spytał w końcu czy jestem "bardzo dominująca". Ja? Nigdy w życiu! 
Teraz, po kilku zajęciach, powiem Wam, że to cudowna terapia. Tak, to ważne mieć kontrolę nad swoim życiem, ale trzeba też wiedzieć kiedy zaufać innym i dać się poprowadzić. Może się okazać, że razem wykręcicie takie piruety, o których samemu nie dałoby się pomarzyć. Moja misja teraz? Znaleźć ten idealny balans pomiędzy kontrolą a zaufaniem. 
A skoro w tańcu uczę się ufać, to w ogrodzie pozwolę sobie na lekki "kontrolfrikizm". Jakiś czas temu poczyniłam nasienne zakupy przez internet. Nie mam niestety czasu zaglądać do sklepów w realu, a na stronach producentów w jednym miejscu dostępne są wszystkie rośliny. Przy większym zamówieniu opłaciło się nawet z kosztami wysyłki. I w tym tygodniu przyszły paczki z grzechoczącą zawartością. 
Dopiero w weekend miałam czas się nimi zająć- rozpisałam sobie mniej więcej plany siewcze tydzień po tygodniu, zrobiłam też orientacyjny plan, gdzie co wyląduje. Torebki podzieliłam na grupy i schowałam w prowizorycznych kopertach i jest szansa, że rok uda się trochę bardziej niż poprzedni. Rozpiska może pozwoli ogarnąć chaos, który rok temu unicestwił wiele planów. Nie wierzę w realizację wszelkich założeń, ale bardziej chodzi o pewne ramy. Zobaczymy.
Terminarz wersja de luxe.
Tak wiem. Architektom krajobrazu pewnie teraz pęka serce.
A co planujemy? Nauczeni ślimakowymi doświadczeniami zeszłego roku, postanowiliśmy w tym zrobić rozsady. Jeśli robale coś zjedzą, zawsze będą jeszcze sadzonki na uratowanie sytuacji. Tegoroczne eksperymenty? Między innymi szarłat, endywia, chmiel, głąbigroszek, komosa rózgowa i okra. Może uda się dokończyć podbrzozowe stanowisko- byłoby to wskazane, bo miejsce na rośliny bardzo by się przydało.
No. Zaczyna się dziać. Powoli, jeszcze pod śniegiem, ale zaczynamy się rozpędzać. 

*dla osób znających konQbka bądź ciekawych- konQbek nie podziela mojego entuzjazmu w kwestii New Style Hustle;-)

6 komentarzy:

  1. Planowaniu i kontrolowaniu mówię stanowcze TAK :) - mnie tez to uspokaja i sprawia, że czuję się po prostu lepiej :P
    Podziwiam za tak precyzyjne ogrodowe plany - może chcesz zaplanować coś i u mnie w ogrodzie ? nasze plany ograniczają sie na razie do: potrzebujemy wiatę/pergolę, żeby wygodniej się grillowało :P
    A co do tańca .... hmmm... gdzie Ci mężczyźni? prawdziwi tacy? - tacy co to umieją prowadzić i - to chyba kluczowe pytanie - tacy którzy umieją tańczyć i prowadzić w tańcu? Myślę, że mój małżon dogadałby się w kwestii optymizmu do tańca z Twoim konQubkiem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, w naszym przypadku przetestowaliśmy takie planowanie rok temu i wiele rzeczy nam umknęło, więc w tym włączyłam tryb "control freak". Zobaczymy co się uda...
      Myślę że obaj panowie usiedli by sobie nad piwkiem i poużalali się nad swym marnym losem, a my szalałybyśmy na parkiecie (historia zna takie przypadki...;))

      Usuń
    2. Eh, gdzie się podziały te czasy kiedy każdy szanujący się dżentelmen musiał potrafić poprowadzić partnerkę w tańcu. Kiedyś przynajmniej podstawowa znajomość tańca dworskiego była niezbędnym elementem edukacji młodzieńca. Trzeba się było urodzić ze sto lat temu w wyższych sferach...

      Usuń
    3. Jak to było? Great minds think alike? - zawsze dokładnie to samo powtarzałam, co napisałaś powyżej :)

      Usuń
    4. To co? Inwestujemy z w badania nad konstrukcją wehikułu czasu? Bo myślę, że jego powstanie jest bardziej prawdopodobne niż powstanie konQbka w celu udania się na parkiet;)

      Usuń