niedziela, 15 listopada 2015

Listopad już

Tak właśnie. Już. A może powinnam napisać- już?! Niby wiem ile trwa doba, tydzień czy miesiąc, ale jak przyszło co do czego, to zupełnie zaskoczyła mnie ta połowa listopada. Szczególnie, że to co mam dziś do pokazania jest z samiutkiego końca października. To był ostatni spędzony przez nas dzień w ogrodzie- na drzewach było jeszcze złoto, a wśród suchych badyli można było jeszcze znaleźć jakiegoś zagubionego kwiatka. Potem wszystko nabrało rozpędu i nie było już czasu na ogrodowe eskapady. Na szczęście poza okryciem roślin, niewiele zostało do zrobienia.
Ale zacząć powinnam od wytłumaczenia- co się dzieje, kiedy tutaj nic się nie dzieje? Niestety po pierwsze dzieje się praca- grafik znów mi zmutował i napęczniał do granic możliwości. To już kolejny raz i jestem już trochę zniecierpliwiona obietnicami szefowej, że ma zamiar kogoś zatrudnić. Wszyscy jesteśmy obłożeni do granic możliwości, tak nie da się ciągnąć na dłuższą metę. Teraz miało być do stycznia- naiwnie myslałam, że to znaczy do "po świętach" na początku stycznia, okazało się że tłumaczenie brzmi "do KOŃCA stycznia jak dobrze pójdzie". Bardzo oklapłam jak zostałam uświadomiona. Dlatego nie wróżę dużej ilości postów. Będę robić co w mojej mocy, żeby coś się działo, ale jak już pisałam- wiem ile trwa doba.
A na początku listopada działy się też rzeczy wycieczkowe- tydzień, przed dramatycznymi wydarzeniami w Paryżu spędziliśmy w nim cudowny weekend. Przygotowania do niego pochłonęły czas i energię, stąd blogowa cisza do tej pory. Jeśli ktoś śledzi mirabelkowość na Instagramie lub Facebooku, to pewnie widział relację na bieżąco.Nie chcę robić o tej wizycie posta, bo w świetle piątkowych wydarzeń wydaje mi się niewykonalne znalezienie odpowiednich słów.
Zamiast tego zabiorę Was do jeszcze październikowego ogrodu. Wśród mgieł i spadających liści podumajmy nad światem, życiem i jesienią.
Na dole nowy mieszkaniec- biały żółwik, kwitnie i przyciąga ostatnie owady wtedy, kiedy niewiele już zostało na grządkach.
Po tegorocznym sukcesie czosnkowym postanowiłam dokupić trochę cebul czosnku olbrzymiego. Siedzą w ziemi od końca października.
Absolutny luksus- maliny prosto z krzaka w październiku.

Jeden z ostatnich kolorowych akcentów- samotny kwiat firletki.
Ten bratek z Lidla zniesie wszystko. Byliśmy w tą sobotę i dalej kwitł.

6 komentarzy:

  1. Tydzień przed atakami byliście w Paryżu. Jejku to wiadomość o tych atakach musiała być wstrząsająca. Ogród pięknie się prezentuje. Powodzenia w pracy - oby znalazł się ktoś do pomocy. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Była- jednocześnie surrealistyczna i przerażająca. Pozostaje się tylko cieszyć, że udało się nam go zobaczyć jeszcze nie doświadczonego piątkowymi wydarzeniami.
      Dzięki za komplement- chociaż mi ciężko tą ogrodową urodę dostrzec [zawsze gdzieś wylezie jakiś chwast]- i za słowa otuchy, też trzymam kciuki za nowego pracownika.

      Usuń
  2. Znam ten ból, jeśli chodzi o nadmiar pracy... Oby się ułożyło, i to jak najszybciej!
    Ogród masz wspaniały :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na prawdę ciężko mi tą wspaniałość zobaczyć;-) I niech się układa- i to przed lutym!

      Usuń
  3. Wszystkiego dobrego życze i pogody ducha kochana:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:-) jeszcze mam jakieś pokłady pogody ducha ale topnieją wraz z coraz większym brakiem snu:-)
      Pozdrowienia!

      Usuń