sobota, 28 listopada 2015

Jesienny syndrom Tourette'a

Jestem zła. Nie da się tego niczym zakryć- z jednej strony naciągniesz koc, wyjrzą lodowate stopy. Zawiniesz z drugiej- wychynie skwaszona mina. Oczywiście zachowuje pozory cywilizacji, ale mam coraz mniej energii i ochoty, żeby nie zdziczeć. Podobno urządzono gdzieś pokój złości, w którym można do woli nawalać agresją w łatwo niszczące się przedmioty. Zamknęłabym się tam na dzień, względnie miesiąc.
Co mnie tak wkurza? Mogłabym punktować pół nocy i pewnie nie doszłabym do połowy. Ograniczając się do trzech rzeczy- prawie od miesiąca nie miałam czasu albo mocy spotkać się z Monią (kryptonim BFF), jadam średnio dwa ciepłe obiady na tydzień i to mój drugi wpis na blogu w listopadzie. Brak czasu bardzo mnie frustruje- pierwsze trzy dni tygodnia jestem jak tykająca bomba, potem zaczyna mi brakować energii i pełzam jak zombie bez nóg.
I wiecie co? Zaczyna mnie pociągać filozofia "walimnietoizmu". Bo ja się staram, gonię i rezygnuję ze wszystkiego, żeby nie było popeliny. I nikt tego nie docenia. I mogłabym o tym pisać godzinami- już trzy razy wymazywałam gotowe pół akapitu. I z tego pisania nic nie będzie- ponakręcam się tylko i potem nawet melisa (moja kolejna BFF) mnie nie uśpi
Zanim przejdę do terapii ciastem z czekoladą, wyjaśnię jeszcze jedną kwestię. Jak mam na to czas, to naprawdę lubię swoją pracę. I rozumiem trudną sytuację, i to jakie są priorytety. Tylko po prostu nie mam teraz siły na empatię. Operuję na samym spodzie piramidy Maslowa a tu liczy się tylko przetrwanie.
A skoro o przetrwaniu mowa- mam przepis na surwiwalowe ciasto. Zrobiłam je jakiś miesiąc temu i mam wrażenie, że ono ratuje życie. Może przez dodatek pełnej energii i endorfin (?) czekolady? Nie wiem, ale zobaczmy czy uda mu się ożywić ledwo zipiącego bloga.

TARTA Z GRUSZKAMI, CZEKOLADĄ I KREMEM MIGDAŁOWYM 
(przepis z "The Shed- The Cookbook" braci Gladwin)

 Na ciasto
225g mąki tortowej
110g zimnego masła (plus trochę do natłuszczenia)
80g drobnego cukru
1 jajko

Na krem migdałowy
60g miękkiego masła  
120g cukru pudru
1 jajko
120g mielonych migdałów
skórka otarta z 1 pomarańczy

Na nadzienie
115ml śmietany 36%
60ml tłustego mleka
150g ciemnej czekolady (70%)
2 niewielkie jajka
3 gruszki

Na początek ciasto- mąkę, masło i cukier ucieramy palcami do otrzymania kruszonkowej konsystencji. Wbijamy jajko i szybko, ale dokładnie wyrabiamy aż ciasto stanie się jednolite. Formę do tarty natłuszczamy lub wykładamy dno papierem (a boki natłuszczamy)- u mnie to było 23cm, dlatego zmniejszyłam proporcje musu (oczywiście po fakcie- ale wiecie, musu czekoladowego nigdy za wiele*). Wykładamy ciastem wkładamy na 30min do lodówki, lub na krócej do zamrażarki. Piekarnik nagrzewamy do 200*C.
Przygotowujemy krem migdałowy- ubijamy miękkie masło z cukrem pudrem do otrzymania puszystej masy. Wbijamy jajko, następnie dodajemy mielone migdały i tartą skórkę pomarańczy. Mieszamy i odstawiamy.
Schłodzone ciasto nakłuwamy gęsto i przykrywamy pogniecionym papierem do pieczenia i wysypujemy na nie specjalne ceramiczne fasolki, albo jak ja- nieugotowany ryż. Pieczemy 10 minut, potem usuwamy przykrycie i pieczemy jeszcze 10 minut. Gotowe wyjmujemy z piekarnika i ostawiamy do ostygnięcia, a piekarnik nastawiamy na 130*C.

Śmietanę i mleko podgrzewamy na średnim ogniu, w małym rondelku. Tuż przed zagotowaniem dodajemy pokruszoną czekoladę, zmniejszamy ogień i mieszamy aż czekolada się rozpuści. Zdejmujemy z ognia, dodajemy jajka i dokładnie mieszamy.
Na upieczonym cieście układamy warstwę masy migdałowej, na niej układamy plasterki obranych gruszek i zalewamy masą czekoladową.
Pieczemy 40 minut, aż masa się zetnie.
Działa na ciepło i na zimno. Ratuje. Uszczęśliwia. I zabija, jeśli weźmiemy zbyt duży kawałek. Dlatego pamiętajcie, żeby nie przekroczyć zalecanej dziennej dawki- i do dzieła. Czas rozpocząć kurację.
Do zobaczenia w grudniu. Po południu. Czyli cholera wie kiedy. Jak Święta nie zrobią się same w tym roku, to będzie słabo.

*Z połowy musu zrobiłam ekspresowy deser- długie biszkopty nasączyłam rumem, położyłam w płaskim naczyniu. i zalałam musem. Wyszło coś przypominające w smaku wawelowskie trufle. Całkiem zjadliwe;-)

10 komentarzy:

  1. czasem tak jest...człowiek pędzi, na nic czasu nie starcza...aż odechciewa się wszystkiego
    ale podobno wszystko przemija, a fortuna kołem się toczy :) życzę Ci zatem wydłużenia doby i dobrego nastroju (sobie też) ;)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Heh damy radę prawda! A w fortunę toczącą się kołem, karmę, która wraca i inne takie "jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" wierzę od zawsze. I czekam- czasem mniej cierpliwie, ale niezmiennie;-) a jak gdzieś Ci się uda dorwać tą dłuższą dobę to daj znać- chętnie bym sobie sprawiła;-) Dzięki za dobre słowa!

      Usuń
  2. Witaj w klubie - kiedyś jeszcze (czyli jakieś pół roku temu) nawet dawałam radę wszystko jakoś pogodzić i pozszywać - teraz - już nie daję rady;))) I przyjęłam zasadę - jeśli mnie nikt nie naciska i nie żąda czegoś na cito - nie robię;) I tak nie mam czasu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zaczynam działać w tym trybie. Inaczej po prostu się nie da. A niech no mi tylko ktoś zwróci uwagę...;-)

      Usuń
  3. Ciekawe ile tak jeszcze pociągniesz i w końcu jakaś żyłka ci pęknie? Życzę ci, aby ta żyłka nie była jakoś ważna dla twojego życia biologicznego (np. wylew), tylko niech to będzie jakaś przemijająca choroba. Wtedy wszystko się klaruje i widać co w życiu jest ważne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie zastanawia jakby w obecnej sytuacji moja szefowa zareagowała na jakąś moją pękniętą żyłkę;-)
      Myślę, że wiem co w życiu ważne, ale masz rację- wiedzieć to jedno, a doświadczyć na własnej skórze to drugie. Pozdrawiam serdecznie- jeszcze z wszystkimi żyłkami na miejscu:-)
      PS.: I oczywiście zaraz mi się przypomniało, jak pocinałam z półpaścem do pracy. Moja szefowa zresztą swojego czasu też.

      Usuń
  4. Życzę Ci rozwiązania wszystkich spraw!!!
    A tarta wygląda bosko:) Tak smakowicie, ze aż ślinka cieknie:)
    ściskam cieplutko kochana

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za dobre słowo! I jadę dalej;-) Pozdrowienia!

      Usuń
  5. Witam :) Przeglądając blogi znalazłam się u Ciebie :)

    Obserwuję i w wolnej chwili zapraszam do siebie na bloga

    http://evikomentuje.blogspot.com

    Zycze szczęśliwego Nowego Roku !!

    Powodzenia w życiu oraz blogowaniu :)

    Pozdrawiam Evi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Dziękuję za zaproszenie i odwzajemniam życzenia:-) Szczęścliwego!

      Usuń