wtorek, 10 marca 2015

Pierwszy weekend marca

Monty Don w "The Complete Gardener" pisze o przycinaniu drzew, jakby to była najbardziej relaksująca robota świata. Używa takich słów jak "easy, rewarding, satisfying". Ja zamieniłabym je na jeden zwrot- "nerve-wracking". Chodziłam wokół tego tematu już od dłuższego czasu, przeglądałam książki i internety, podpytywałam bardziej kumate ode mnie jednostki. I doszłam do bardzo trudnego momentu- kiedy nie można było dłużej zwlekać, bo kurde wiosna i kiedy zebrane przeze mnie informacje zaczęły się wzajemnie wykluczać. Cóż. Nie pozostało nic innego jak wyruszyć do ogrodu, zmienić kształt naszych drzew i zrobić sobie dziurę w plecach.
Przycięcia potrzebowała między innymi nasza jabłonka- wystrzeliła w górę długą gałązką, na czubku tworząc małe "kukuryku". Przycięliśmy jej końce długich pędów, tak żeby zmotywować ją do rozgałęzienia się. Ponieważ nie wiemy jak nasze drzewko owocuje (na przyrostach bocznych czy na końcach gałęzi), postanowiliśmy formować je tylko ze względów praktyczno-estetycznych, nie ryzykując przycinania zwiększającego owocowanie (nie żeby to było teraz istotne, bo jabłonka jest jeszcze oseskiem). Tu okazuje się, będzie przydatny sąsiad i jego hodowla gołębi, ponieważ stara angielska zasada mówi, że przez środek dobrze uformowanej korony jabłoni, przeleci bez problemu gołąb. Chyba jest dobrze, bo na dzień dzisiejszy to i indyk by się zmieścił:-).
Poza jabłonką przycięcia potrzebowała jeszcze wystrzelona w kosmos grusza, której owoce rosły tak wysoko, że zanim ktoś tam wlazł, zdążyły spaść do sąsiada na podjazd. Zmniejszyliśmy ją o jakąś jedną trzecią wysokości, oczywiście rany smarując obficie maścią ogrodniczą. Pewnie w tym roku owoców będzie znacznie mniej, ale kształt drzewa wydaje się nam teraz bardziej sensowny. Nie wiem czy zasada gołębia tu też działa, ale powinien bez problemu przelecieć.
Zanim wzięliśmy się za jabłoń i gruszę, potrenowaliśmy na jednej z mirabelek. Jest jeszcze trochę zbyt wcześnie na cięcie śliw,  ale wierzymy w moc naszych mirabel. Pokrój drzewa pozostał wciąż mocno krzaczasty, ale korona jest prześwietlona i nie ma krzyżujących się gałęzi.
I w ten sposób weekend minął nam częściowo w ogrodzie. Niestety konQbek musiał na trochę jechać do pracy, ale mówiąc szczerze praca w ogrodzie mnie tak absorbuje, że nie przeszkadzało mi to.
Podsumowując, w ten weekend  udało się:
-przyciąć drzewa
-uprzątnąć okolice starszego pigwowca i derenia, 
-ogarnąć kąt rabarbarowy (rabarbar przysypałam pozostałą ziemią do kopczykowania i obornikiem kurzym- jeszcze nie ma zaczątków listków, ale ponieważ wiem, że to żarłoczna bestia, postanowiłam go dokarmiać w tym roku)
-"obrobić" truskawki- używając babcinej terminologi 
-odświeżyć ziołowniki
-wysiać nagietki, koper i anyż, oraz w domu okrę i floksy
-przyciąć gąszcz zeszłorocznych astrów wzdłuż płotu
-zacząć ambitną misję zgrabienia gałęzi.
Na razie wygląda na to, że norma została wyrobiona. Plan na następny tydzień też jest. I radość, wielka radość, z czasu spędzonego wśród grządek.
Uniwersalne zwiększacze radości- krokusy
Pokrzywy ruszyły- czyżby czas na wiosenną sałatkę, albo hiszpańską tortillę?
 

2 komentarze:

  1. ojejuniu, ależ się narobiliście !! U nas wynik weekendowych prac to: przycięcie 4 jabłonek. Przycinaniem zajmuje się mąż wg zasady: jeśli gałąź rośnie do góry - trzeba ją obciąć ;P. Wynik zawsze jest komiczny, a drzewka wyglądają jak rozgałęzione pieńki. No cóż, nie jest źle: mógł ściąć przy ziemi, a tylko obciął większość gałęzi :P
    Ja trochę pograbiłam, ale ilość liści i igieł w naszym lasku mnie przerosła. Połamałam też nowiutki teleskopowy sekator przycinając jałowca....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz co, jak to rozłożyć na dwa dni to wcale nie tak wiele. I z pewnością chciałoby się więcej;-)
      Co do cięcia to wychodzi na to, że każdy ma swoje osobiste zasady- nawet zdoktoryzowani autorzy książek:-) Ale takie wilki pnące się pionowo do góry rzeczywiście raczej nadają się na eksterminację.
      A u nas nie było ofiar w sprzęcie, za to ja dorobiłam się otworu w plecach, kiedy spotkał się z nimi wielki konar:-D Na szczęście nie było tyle krwi co przy konQbkowym cięciu wiśni;-)

      Usuń