czwartek, 21 marca 2013

La Mortella

Takie kraniki zamontujemy, kiedy będziemy mieć wodę:)


Nasz ogródek to wciąż jedna wielka dzikość. Im więcej zrobimy, tym bardziej widać to, czego nie zrobiliśmy. Jest góra gałęzi, której nie chcemy ruszyć, bo wiemy, że zimuje w niej jeż. Jest świąteczna choinka wrzucona przez sąsiadów. I mnóstwo suchej trawy, chwastów i liści. Spomiędzy tego wyłaniają się nędzne skrawki- grządka borówek, wyznaczone poletko pod zioła, malinisko. A, no i rabarbar- odwieczny, tylko uporządkowany (podczas tego procesu część została nawet posadzona do góry nogami...). Nie ma gdzie usiąść- chyba, że liczy się brzozowa kłoda przy miejscu na ognisko. Na dobrą sprawę nie ma nawet wody- mamy wywierconą studnię i rurę do niej, ale brakuje pompy. W garażu czeka jedna zdobyczna, ale wymaga kompletnej renowacji. To potrafi być demotywujące- jak taki kawałek ugoru zamienić w przytulny zakątek? W momentach zwątpienia myślę sobie, że nie takie ugory zwalczono, i zawsze wtedy troszkę mi lepiej.

Jednym z miejsc, które powstało w miejscu totalnego nieużytku jest włoski ogród La Mortella, w którym mieliśmy szczęście być w 2010 r. Znajduje się on na malutkiej wyspie niedaleko Neapolu. Wyspa nazywa się Ischia i nie mam pojęcia w jaki sposób odmieniać tą nazwę. Sam ogród znajduje się w powulkanicznym wąwozie, który został nawodniony i obsadzony tropikalnymi roślinami. Jego projektantem był Russel Page, a pomysłodawczynią Lady Susana Walton. Była ona żoną Brytyjskiego kompozytora Williama Waltona. Dla niego opuściła rodzinną Argentynę i przeprowadziła się do Europy. Historię ich życia i miłości można poznać dzięki filmowi, który wyświetlany jest w sali koncertowej w ogrodzie. Jest to opowieść o pięknej kobiecie, która poświęca wszystko dla ukochanego. Poznaje go na przyjęciu, tuż po poznaniu on- ponad dwa razy starszy od niej cudzoziemiec, oświadcza się jej a Susana wkrótce te zaręczyny przyjmuje. Wyjeżdża z nim na inny kontynent, gdzie okazuje się, że życie z taką sławą jaką był William Walton nie jest rzeczą łatwą. Więcej na temat Państwa Walton można przeczytać na stronie ogrodu (niestety tylko po włosku i angielsku; tym, którzy znają angielski polecam też fantastyczny wywiad z Susaną na stronie radia BBC - można go ściągnąć). 
W jednej z licznych fontann rośnie ogromny lotos- wydaje mi się, że to lotos orzechodajny.
Myślę, że jednym z powodów powstania tego ogrodu była tęsknota Susany za domem rodzinnym i dziką przyrodą Argentyny. W podzielonym na różne zakątki ogrodzie znajdziemy rośliny typowe dla Ameryki Południowej, które czują się tu jak w domu. Każde drzewo czy krzew mają tu swoją własną historię, dla niektórych zbudowane zostały specjalne budynki (jak dla Wiktorii królewskiej). Do swojej oranżerii z orchideami Susana sprowadziła nawet przepiękne ptaki. 
Szklany dom Wiktorii królewskiej
Jeden z kolorowych mieszkańców oranżerii


Drzewo kapokowe jest jedną z najciekawszych i najczęściej fotografowanych roślin w ogrodzie
W całym ogrodzie jest wiele urokliwych miejsc. Na mnie największe wrażenie zrobiła świątynia słońca, do której prowadzą kamienne schody i centralny wąwóz, przez który leniwie sączy się strumyk (stworzony po to, żeby poprawić mikroklimat całej doliny). Ponieważ William Walton lubił efekt jaki daje słońce przebijające przez poszycie, większość roślin w głównym wąwozie to takie, z ciekawymi, prześwitującymi liśćmi. Ale to co najważniejsze w tym ogrodzie to atmosfera. Pomimo, że Lady Walton już się nim nie zajmuje (zmarła 21.03.2010- dziś jest trzecia rocznica), wciąż czuć w nim jej obecność. Mieszkała tu do końca swych dni, potrafiła czasem pojawić się wśród zwiedzających i zabawiać ich historiami ze swojego barwnego życia.
Gra świateł pomiędzy liśćmi to bardzo wdzięczny temat do fotografowania

Nie pamiętam co to za roślina, ale jej liściom zrobiłam wiele zdjęć



Zarodniki
Trochę bardziej kolorowe liście
Kiedy go odwiedziliśmy, latem 2010 roku, ogród był pełen gości z całego świata. Wielu z nich jechało z odległych zakątków specjalnie po to, żeby zobaczyć dzieło Lady Walton. Myślę, że byliśmy jednymi z niewielu, którzy trafili tam przez przypadek. Miejsce to przyciąga miłośników ogrodów, ale również fanów muzyki- często odbywają się w nim koncerty pod egidą Fondazione William Walton i William Walton Trust. Są to fundacje założone przez Susanę, mające upamiętniać i kontynuować dzieło Williama Waltona.
My spędziliśmy w ogrodzie cały cudowny dzień- kończąc swoją wycieczkę na zboczu wzgórza górującego nad ogrodem. Jest tam zakątek poświęcony Lady Walton, a w nim fontanna o nazwie „Zwierciadło duszy”. Nieopodal znajduje się „Skała Waltona”- wielki głaz pod którym spoczywają prochy kompozytora. W tak znakomitym towarzystwie siedzieliśmy, jedliśmy prozaiczne bułki i patrzyliśmy na powoli zachodzące słońce.
Specchio dell'anima- Zwierciadło duszy
Skała Waltona

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz