piątek, 17 czerwca 2016

Migawki znad Como

.
Powoli zaczyna mnie nosić. Różnie to nazywają. Włącza mi się Jaś Wędrowniczek (żeby nie reklamować wysoko procentowych alkoholi...), globtroter, wanderlust. Jak zwał tak zwał. Potrzebuję odświeżenia umysłu. Chcę nasycić oczy nowymi widokami, krajobrazami. Poczuć nowe zapachy, usłyszeć inne dźwięki. Tak już mam, że od czasu do czasu potrzebuję mentalnego resetu. Tak żeby znów móc spojrzeć na codzienność bez znużenia, żeby znów zacząć zauważać to co już mi spowszedniało. Miała rację Agnieszka Osiecka z tym wsiadaniem do byle jakiego pociągu. Może być nawet do sąsiedniej gminy. 
Ale na razie opcji "kamyk zielony w kieszeń i jazda" nie przewidziano w rozpisce życia. W porządku, niech będzie. Zawsze można wrócić nad Como. Wspominanie o nim już raz mnie poratowało. Czas sprawdzić, czy to wciąż działa. Tym razem zapraszam na spacer śladami Anakina Skywalkera.
Skywalkera? Tego z "Gwiezdnych Wojen"? Gdzie nas teleportowało z tych Włoch?
Nigdzie. Po prostu przyjechaliśmy Rołczem do miasteczka Lenno, konQbek zaparkował używając swoich magicznych zdolności (matko, jak tam było ciasno), zaliczyliśmy długi spacer na koniec zalesionego cypla i już byliśmy w pobliżu balkonu na którym Anakin i Padme podali sobie ręce jako mąż i żona, a R2D2 wydał z siebie wzruszone "bip-bip".
.
Wyguglajcie sobie Balbianello, a zobaczycie przepiękny cypel z niezwykle malowniczo położonymi zabudowaniami. Tak samo w scenie pocałunku Skywalkera i Amidali, pomimo lekkiego podrasowania efektami specjalnymi, z pewnością zachwyci was lokalizacja willi. Ale idąc w upale dość długi kawałek nie do końca byliśmy w stanie docenić walory tego miejsca. Może podróż łódką (jest taka opcja, ale finansowo i kolejkowo była nie specjalnie dla nas atrakcyjna) pozwala dostrzec w pełni urodę willi, ale mam wrażenie, że taka łódka musiałaby się dość oddalić od brzegu. Albo wznieść w powietrze- bo lotnicze i dronowe zdjęcia Balbianello najbardziej mnie zachwycają.
Spacer był przyjemny, jednak my mieliśmy w planach wizytę w kilku miejscach, więc hasanie po zakurzonych leśnych ścieżkach i schodach było trochę uciążliwe. A ogród? Bardzo taki sobie. Może to wina willi Carlotty, którą zwiedziliśmy wcześniej i która nas absolutnie zachwyciła? Ale te "wspaniałe tarasowe ogrody", o których piszą w przewodnikach były, hm, mało spektakularne. Zadbane trawniki, kilkanaście (a może -dziesiąt) rzeźb i pięknych starych drzew. Do tego zabudowania klasztorne- bo taka była pierwotna funkcja tego miejsca. Nie zwiedzaliśmy samej willi z braku czasu- mam wrażenie, że to mogłoby być ciekawe, trzeba tylko pamiętać, żeby kupić bilet do ogrodu i willi. 
Jeśli chodzi o tarasowe ogrody to Willa Carlotta i Willa Monastero zdecydowanie przewyższają atrakcyjnością Balbianello. Również zachwalane widoki jak dla mnie nie równają się z tymi z Willi di Melzi. Podsumowując- jak na taką mikro wizytę jak nasza mogliśmy sobie spokojnie Balbianello odpuścić. Tylko jak tu nie ulec pokusie dreptania po schodkach, którymi kroczył sam James Bond i to pod postacią umięśnionego Daniela Craiga?
James? Czy to ty?
W drodze powrotnej z Lenno mieliśmy jeszcze w planach wizytę w Como. Tam chcieliśmy zobaczyć willę Olmo. Jej ogród to bardziej park miejski z trawnikiem i świątynią dumania. W budynku odbywają się ciekawe wystawy i to właściwie jedyny powód, dla którego warto się tam zatrzymać. Przy bogactwie ogrodów, jakie ma do zaoferowania jezioro Como, ten można spokojnie ominąć. A w mieście poszukać pomnika Alessandro Volty (tak tego elepstrycznego) i "Świątyni Volty" w pobliżu której znajduje się ciekawy pomnik Ruchu Oporu w Europie. Na tablicach umieszczone są cytaty w różnych językach i ich tłumaczenia. Tak, polski też jest.
To czego za to nie można naszym zdaniem ominąć, to wjazd kolejką do Brunate. To miejscowość położona właściwie bezpośrednio nad Como, a dotrzeć tam można "skośnym tramwajem". Bilety kupiliśmy w kasie, poczekaliśmy chwilę na przyjazd wagonika i usadowiliśmy się sprytnie w jego najniższej części. Dzięki temu mogliśmy podziwiać po drodze panoramę jeziora. Miejsca w środku wagonu nie są takie atrakcyjne- widać głównie murki wzmacniające trasę.
Taki widok Como czeka na nas w Brunate.
Brunate jest totalnym przeciwieństwem turystycznych miejscowości położonych bezpośrednio nad brzegiem. Cisza, spokój, wąziutkie uliczki i kamienne domy. Kilka lodziarni i przepiękny widok na oba Como- jezioro i miasto. Odetchnęliśmy chwilę, odnaleźliśmy Rołcza na piętrowym parkingu i wróciliśmy do naszego namiotu. Został nam jeszcze jeden cały dzień nad Como, i wykorzystaliśmy do maksimum. Ale o tym już w innym poście :-)
To zdjęcie idealnie oddaje atmosferę panującą w Brunate. I tak też planuję spędzić ten weekend.

4 komentarze:

  1. Chyba każdy z nas od czasu do czasu musi się zresetować i pooddychać innym powietrzem. Och jak bardzo nam teraz tego potrzeba... Ale niestety póki co nie da rady. Piękne widoki. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Na szczęście w pamięci pozostają wcześniejsze wyjazdy- zawsze można się choć trochę dokarmić wspomnieniami:-) Ale mimo wszystko życzę dobrego resetu w jakimś pięknym miejscu:-)

      Usuń
  2. Czasem trzeba sie zresetować i wypocząć... boskie widoki:)
    ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj trzeba, trzeba:-)
      nie bez powodu włoskie i boskie tak podobnie brzmi;-)

      Usuń