wtorek, 27 czerwca 2017

Poskromienie złośnicy

Dziś chcę napisać o pewnej misji, którą wyznaczyłam sobie w ogrodzie. Roboczo nazwałam ją właśnie "poskromieniem złośnicy", bo roślina której dotyczy ma niezły charakterek. Chodzi o amorfę, o której już kiedyś pisałam a zadanie polega na 'oswojeniu' wielkiej zielonej bryły, którą tworzy ona przy obecnym wejściu do ogrodu. Oto krótki wpis o tym jak to wygląda na dziś.
Jak już kiedyś pisałam, bardzo długo nie wiedzieliśmy czym jest ten wielki krzak panoszący się w ogrodzie, za to wiedzieliśmy, że nie wytępi go nawet ogień. Osobiście cieszę się, że mojemu tacie nie udały się zamachy na życie amorfy, bo mam do niej słabość i lubię jej kwiaty przyciągające miliony pszczół. Prawdą jednak jest, że zajmuje dużo miejsca i tworzy raczej monotonną bryłę. Dlatego kiedy okazało się, że trzeba będzie przenieść jedną z naszych pionierskich rabat spod akacji, zaplanowałam przeprowadzić część roślin właśnie pod amorfę. Cel? 'Rozluźnić' nieco monolityczny kształt dodając inne kolory i faktury.
Docelowo chciałabym, żeby dookoła amorfy ciągle coś się działo- jest na tyle duża, że możemy potraktować ją jako zielone (a zimą szare) tło dla mniejszych roślin. I powoli otaczamy ją takim właśnie szaliczkiem. Popatrzcie na zdjęcia, żeby zobaczyć jak nam idzie :-)
Stojaki na kiwi pojawiły się już bardzo dawno, zanim wykiełkował mi pomysł otoczenia amorfy, teraz wytyczą ścieżkę (za milion lat), która będzie szła po tym samym łuku.
W tym miejscu jest najwilgotniej, dlatego przeniosłam tu krwawnicę. Jeszcze nie kwitnie- z niecierpliwością czekam na jej fioletowe kwiaty. W pąkach jest też sadziec- prezent od mamy. Warto go mieć w ogrodzie bo przyciąga motyle. Okazało się, że sadzonkę dostałam z nasionami lnu. Zrobiła się z tego super kompozycja, bo len wyrósł zanim sadziec nabrał rozpędu i wypuścił błękitne kwiaty pomiędzy liśćmi sadźca. Dereń to też sadzonka od mamy- on najbardziej wyróżnia się jesienią (wybarwia się na czerwono, a amorfa na żółto) i zimą, kiedy ma czerwone gałązki.
Za zakrętem jest drugi dereń- tym razem jadalny, przeniesiony spod akacji. W tym roku ma nawet dwa owoce! Pod nim rośnie macierzanka, która robi świetną poduchę. Za moment zakwitnie i będzie pachnieć. Fioletowa dziewanna właściwie już przekwitła- za to rozwinął się ciemny nachyłek przed nią. Aster jeszcze dłuższą chwilę będzie tylko kępką liści. Buraki liściowe pięknie wyglądają na rabatach, ich kolorowe liście są ozdobą przez cały sezon. Te tutaj trochę słabo zniosły przeniesienie, ale wierzę w nie. Pigwowiec kwitnie najwcześniej, zanim ruszy amorfa (późny start to jeden z powodów, dla którego ją otaczam), świecąc białymi kwiatkami. Jesienią ozdobą będą jego aromatyczne, żółte owoce.
Kolejna przeniesiona roślina to jagoda kamczacka, której ta bardziej nasłoneczniona strona przypadła do gustu. Wcześnie się zieleni i ma owoce. Za nią są cztery liliowce w różnych kolorach- żółty już kwitnie, na pozostałe cierpliwie czekamy. Aksamitkę posadziłam w sumie w czterech miejscach wokół amorfy. Po pierwsze dlatego, że obserwując rabaty, które mi się najbardziej podobały, zauważyłam, że powtarzane elementy dodają spójności w grupie roślin. Po drugie- po prostu się w nich zakochałam. Ogólnie nie jestem fanką tych roślin i gdyby nie to, że w części ogrodu mamy nicienie, nie myślałabym nawet o nich (aksamitka to naturalne remedium). Ale te aksamitki cudownie cytrynowo pachną (listki też) i mają drobniutkie kwiaty. A! I kupiłam je za dwa złote przy Arboretum w Sycowie ;-)
Kolejny nachyłek- ty razem żółty to niedawny zakup i powrót do roślin pamiętanych z ogrodu dziadka. Gailardie przetrwały lata niedostatku, nachyłki poddały się i postanowiłam je dokupić. Kwiaty bodziszków podobno można jeść- nie było poczucia winy przy kupowaniu. Przekwitnięte kwiatostany usuwam- to stymuluje wzrost nowych liści. Intensywnie niebieskie kwiaty pszczelnika już przekwitły. Jak polska nazwa wskazuje, przyciąga pszczoły. Jak angielska nazwa (dragonhead) wskazuje, ma bardzo ciekawy kształt kwiatów. Kolejną rośliną, którą pokochałam za zapach i za to, że przyciąga owady to werbena patagońska. Te zeszłoroczne niestety nie wykiełkowały, więc kupiłam nową sadzonkę.
Najmniej zagospodarowana strona jest przy wejściu. Są tam już dwa złote żarnowce a pod nimi poziomki-samosiejki. Obok planuję wsadzić akant- mamie udało się wytargać sadzonkę ze ścieżki, dochodzi do siebie w doniczce, a kiedy będzie gotowy zobaczymy jak spodoba mu się nowe miejsce. No i czy konQbek da się przekonać- bo czy akant da się jeść? ;-)
Wiem, że ta moja zabawa w rabatę to ogromna prowizorka. Mamy za sobą parę błędów- jak przycięcie amorfy w połowie (odrasta jeszcze większa i mniej stabilna; jeśli przycinać to tylko przy ziemi). Przed nami pewnie jeszcze nie jeden. Może już coś widzicie? Chętnie posłuchamy i się doedukujemy!

2 komentarze:

  1. wprawdzie niewiele z tego rozumiem..hmm...ale na szczęście są obrazki..jest ślicznie Magda..myślę, że za chwilę będzie przepięknie..podziwiam wiedzę Twą w temacie..szacun.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. wiedza jest wielce szczątkowa niestety, ale kto wie- może pewnego pięknego dnia znajdę czas i rzucę się w wir weekendowych szkół :-)

      Usuń