Dzika carbonara na sezonowo

W obliczu niezbyt rewelacyjnego początku jesieni, trzeba być gotowym na zmaganie z życiem. Zacznijmy od odpowiedniego ekwipunku- koc, poduszka, coś parującego do picia i sycący posiłek. Wtedy świat może nas gryźć w tyłek, wiatr odrywać uszy, a my i tak wiemy, że kiedy zamkniemy za sobą drzwi domu, czeka na nas kojące burrito ciepłości. Mam dziś dla Was taki przepis- jak balsam na skołatane nerwy i zmarznięte kończyny. Niby zwykła, podrabiana carbonara, ale z jesiennym, grzybowym twistem. O przykrycie stóp i gorący napar musicie zatroszczyć się sami, ale to już szczegóły :-)
Z carbonarą jest jak z życiem- każdy myśli, że zna na nią jedyny właściwy przepis. Nawet Włosi nie są zgodni, czy można dodawać śmietanę, czy nie albo czy to ma być pancetta, czy może jakiś inny rodzaj wędliny. I potrafią o te kwestie toczyć niekończące się żadnymi wnioskami, wieloletnie dysputy. Ja nie znam idealnego przepisu na życie, a moja carbonara nie predestynuje do miana tej właściwej. Ale jest prosta, smaczna i można ją łatwo wzbogacić o sezonowe dodatki. Takie jak grzyby, które w naszym ogrodzie znów osiągnęły szalone rozmiary. Polecam ją szczerze!

TAGLIATELLE Z GRZYBOWĄ CARBONARĄ
(dla 2 głodnych osób)

1 szalotka
1 ząbek czosnku
2-3 łyżki oliwy do smażenia
ok. 700 g grzybów (mniej lub więcej, w zależności jak wyraźny chcemy grzybowy akcent; nasze!)
1/2 szklanki białego wytrawnego wina 
1 gałązka świeżego rozmarynu (nasz!)
sól i pieprz do smaku
80 g cieniutko krojonego boczku (albo zamiennika, który będzie chrupał po podsmażeniu)
6-8 gniazdek pełnoziarnistego tagliatelle Lubella (lub więcej, sosu starczy :-) )
125 g serka mascarpone
50 g parmezanu

Szalotkę kroimy w cieniutkie plasterki. Na dużej patelni rozgrzewamy oliwę, wrzucamy cebulę i wyciskamy czosnek przez praskę. Podsmażamy aż się lekko zarumienią. Dodajemy oczyszczone (jeśli to nie jest konieczne, nie płuczemy ich, a jedynie usuwamy pędzelkiem zabrudzenia), dość grubo pokrojone grzyby. Jeśli dodajemy nóżki, kroimy je nieco cieniej, żeby zdążyły się udusić. Na patelnie wlewamy wino i dokładnie rozprowadzamy, żeby zebrało całą dobroć z dna. Dorzucamy rozmaryn i dusimy, aż sos się mocno zredukuje. Pod koniec możemy posolić dla smaku.
W międzyczasie przyrządzamy makaron według przepisu na opakowaniu, a na patelni grillowej podsmażamy plasterki boczku- mają być chrupiące. Ugotowany makaron odcedzamy, do gorącego dodajemy mascarpone (ja dodaję do niego pieprzu) i dokładnie mieszamy, żeby serek dokładnie go pokrył. Dodajemy sos grzybowy i pokruszony boczek (warto zostawić parę kawałków do dekoracji talerzy), następnie 'tarkujemy' połowę parmezanu. Wszystko mieszamy niezbyt energicznie, żeby nie zrobić papki i gorące nakładamy na talerze. Ucieramy odrobinę parmezanu na wierzch, dekorujemy pozostałym boczkiem i zajadamy.
Taki sos można też przyrządzić bez grzybów, albo użyć suszonych (po wcześniejszym namoczeniu).
I jakoś tak lepiej kiedy w brzuchu ciepło, prawda? Łatwiej nie myśleć o wrednych ludziach, okropnej pogodzie i goniących terminach. Przynajmniej u mnie tak jest :-)
A jeśli jeszcze zostaną Wam grzyby, to polecam przepisy na wytrawny tort, risotto i włoski sos grzybowy.
Tym przepisem, z pomocą Lubelli, świętuję Światowy Dzień makaronu i Was też do tego zapraszam!:-)

Komentarze

  1. W sumie to zjadłabym carbonarę...Z grzybami lub bez. Mniam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciepły makaron zawsze w cenie- a w szczególności w zimnym listopadzie :-)

      Usuń
  2. Jakie pyszności. Mniamiiiii

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz