piątek, 20 września 2013

A co z kabaczkiem?

Mogłoby się wydawać, że tylko cukinie przyprawiają nas o warzywny ból głowy, ale nic bardziej mylnego. Kabaczki też zaatakowały. Ale my i na nie znaleźliśmy sposób.

Od kilkunastu godzin trwa jakaś zła passa. Zaczęło się od tego, ze mój samochód przestał piszczeć. A jeśli dwudziestoletni samochód przestaje piszczeć, to wiedz, że coś się dzieje. Kiedy zapaliła się lampka akumulatora było jasne, że pasek alternatora odszedł na zasłużoną emeryturę. Ostrzegłam konQbka, ze możliwe, że trzeba będzie mnie holować i ruszyłam do domu. Grzecznie, prawym pasem, jak normalny człowiek. Już przy bramie wyjazdowej z pracy miałam okazję pokazać obraźliwy gest kierowcy pojazdu obok, który nie rozumiał jak można nie wjeżdżać innym pod koła. Z okazji skorzystałam.
Udało mi się wrócić do domu bez holowania, tam ani konQbka, co było smutne, ani obiadu, co było smutniejsze. Podsmażyłam jakiś ryżyk, zjadłam i zaszła drzemka. Moja do jedenastej, ale konQbka, który w międzyczasie wrócił, do drugiej w nocy. Przygotowałam się do pracy, zrobiłam zaległe przelewy i nastawiłam budzik. I bardzo dobrze, że mam w zwyczaju nastawiać budzik na pół godziny wcześniej, bo konQbek swój telefon z budzikiem zostawił w samochodzie. Pobudka była brutalna. On musiał być na miejscu o szóstej, mój samochód niesprawny, wiec trzeba było Qbka zawieźć. A ja do pracy od 7:30. Czyli od godziny siedzę na parkingu przed robotą. I smażę tego posta. Może chociaż od tego zrobi mi się ciepło, bo konQbkowy fiat ma ogrzewanie symboliczne. Tu wieje tylko nadzieja na ciepło. No i śniadania nie zjadłam, wiec zimnem wieje mi z żołądka. Z tęsknotą wspominam ciepłe posiłki. Myślę, że gdybym zobaczyła tytułowego kabaczka, to najpierw przytuliłabym go, żeby ogrzać ręce a potem zjadła jak barbarzyńca, bez krojenia.
A taki kabaczek to naprawdę prosta sprawa. Zerwanego w ogrodzie kabaczka myjemy i wydrążamy  długą łyżką. Mięso mielone podsmażamy z cebulą, solimy i pieprzymy do smaku. Drobny makaron gotujemy i dodajemy do mięsa w proporcjach, które się nam spodobają. Do nadzienia dodajemy mały słoiczek pesto, dobrze mieszamy i wypełniamy wydrążonego kabaczka. Pieczemy w piekarniku, aż kabaczek zmięknie. Podajemy ciepły lub zimny, pokrojony na grube plastry.
Powiem szczerze, ze tęsknie za nim.
P.S. Robię się mistrzem pisania postów na komórce.
P.P.S. Właśnie do mnie dotarło, że poza patisonowym sprintem nie miałam w tym tygodniu czasu, żeby pójść do ogrodu. Jak smutno.

2 komentarze:

  1. Jeśli tego posta napisałaś na komóce, to chylę czoła... jakoś tak staro się od razu poczułam... "moje pokolenie" używa komórek tylko do dzwonienia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muszę trochę sprostować bo jestem uchwalona za zasługi, a nie do końca mi się należy:) Zdjęcie dodałam i literówki poprawiłam na kompie. Autokorekta mojego telefonu mnie zawsze zadziwia. ( np. 'patisonowy' na 'licheniu'):)

      Usuń