wtorek, 11 lutego 2014

Janek Tym i ciasteczka


Pierwsze zakupy nasienne za nami- i już jest tego trochę:) Mimo wszystko planuję jeszcze wypadzik albo dwa po jakieś rarytasy. No i oczywiście kupimy też sadzonki- ale to już prawdziwą wiosną. Tak to się zaczyna- powoli, jak lokomotywa Tuwima, a potem nie wiadomo jak to się dzieje i człowiek nie wie za co się zabrać tyle jest pracy. Dlatego celebrujmy te ostatnie spokojne chwile- nad kawą i ciastkiem, poczytując podpisy na torebkach z nasionami i snując ogrodowe plany.
Na zdjęciu starałam się ująć wszystkie zakupione przez nas nasiona- nie ma na nim marchewki, ponieważ została brutalnie pożarta przez Foresta. Tak to jest jak się zwierzaki spuści z oka. Z ciekawszych rzeczy, które nabyliśmy warto wspomnieć kolorowy jarmuż (znany z opowieści Kretowatej teraz zagości i w naszym ogrodzie:)), drzewko truskawkowe (zamieszka w szklarni) czy miętę meksykańską. Mamy naszą wymarzoną fioletową fasolę będzie też kolejne podejście do rodzynka brazylijskiego. Za zakup 5 torebek nasion jednego z producentów dostaliśmy też kolorową rzodkiewkę na taśmie. Bardzo ciekawi mnie ten sposób przygotowywania nasion.
A żeby umilić sobie ten przedwiosenny czas proponuję ciasteczka. Pachnące czekoladą i niezniszczalnym w tym roku tymiankiem (wciąż świeży z ogródka!), z odrobiną soli morskiej dla zaostrzenia smaku. A zarazem naprawdę szybkie- kto by pomyślał, że tylko kilkunastu minut brakuje aby zajadać się ciepłym ciastkiem prosto z blachy. Idealne do porannej kawy.

CIASTKA Z TYMIANKIEM, CZEKOLADĄ I SOLĄ MORSKĄ
(przepis zaczerpnięty z tej strony)

115g masła (w pokojowej temperaturze)
130g brązowego cukru
1 jajko
220 mąki
1/4 łyżeczki sody
1/2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/4 łyżeczki soli
100g ciemnej czekolady
około 10 gałązek świeżego tymianku
sól morska do posypania ciasteczek

Czekoladę siekamy dość drobno, listki tymianku usuwamy z gałązek. Piekarnik nastawiamy na 190*C, blachę wykładamy papierem do pieczenia. Masło i cukier mieszamy mikserem na jednolitą masę. Dodajemy jajko i ponownie mieszamy. Dodajemy suche składniki i szybko wyrabiamy ręką albo mikserem. Dodajemy czekoladę i tymianek i dokładnie mieszamy. Z ciasta formujemy kulki wielkości orzecha włoskiego i spłaszczone układamy na blasze (z tej porcji wychodzą około dwie blachy). Zostawiamy dość dużo miejsca pomiędzy ciastkami. Wierzch ciastek posypujemy solą- w oryginale to była fleur de sel, ja użyłam mniej wyszukanej soli morskiej. Pieczemy około 10 minut, aż lekko (!) się zrumienią. Studzimy chwilę na blasze, żeby stwardniały.
Ciastka przypominają pieguski, ale połączenie ciemnej czekolady, tymianku i soli powoduje, że są bardzo wyraziste w smaku. Powiedziałabym nawet wyszukane:) Zrobiłam wersję dla ortodoksów- bez soli, ale nie są takie dobre- sól cudownie wydobywa smak czekolady. I ta lekka nuta tymianku... ech, idę po jeszcze jedno ciacho!
*A tytuł posta to wynik olśnienia, którego doznała mama jadząc ciacho- bo przecież tymianek to tak jak Janek Tym wspak... to są naprawdę cudowne ciasteczka, wspomagają nawet pracę mózgu...

2 komentarze:

  1. Jak ja bym chciała mieć ogród i sadzić takie cuda... Coś sobie posadzę na balkonie, ale to nie to samo ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem w różnych magazynach widuję takie balkony, że nasz ogródek może się schować- i w balkonie tkwi potencjał, a z pewnością można z niego czerpać wiele radości:) I pielenia mniej...:)

      Usuń