czwartek, 21 lipca 2016

A może by tak coś wydestylować?

Opowiem Wam o pewnym paradoksie.
Z jednej strony nagminnie brakuje mi czasu. Winię za to złą organizację (czy też kompletny jej brak), tendencję do uznawania za priorytet absolutnie WSZYSTKIEGO i dużo zajęć. Z drugiej za to mam słabość do tworzenia rzeczy, nad którymi trzeba pochylić z uwagą na dłuższą chwilę. Cały ten proces skrupulatnej dłubaniny sprawia mi ogromną satysfakcję. Nie inaczej jest w kuchni. Owszem, nie umniejszam zasług szybkiego makaronu, który po pracy ratuje życie. Ale o ile większą frajdę mam mieszając pół dnia risotto. Albo czekając, aż skropli się woda różana.
I to o tej ostatniej napiszę dziś parę zdań. Jeśli ciekawi Was jak zrobić ją w domu- a warto, o czym spróbuję przekonać- zapraszam do czytania:-)
Zastawialiście się kiedyś dlaczego gotujecie i jecie? Oczywiście, żeby żyć. Ale przecież można by sobie łyknąć jakąś odżywkę z plastikowego jajka rodem z "Seksmisji" i też można funkcjonować. Hm- po tej stronie klawiatury nie da rady. A co z tymi wszystkimi aromatami, konsystencjami, temperaturami? Dla mnie przygotowywanie jedzenia i  samo jedzenie jest bardzo zmysłowe. Tak, wiem, nie zawsze- trudno z pasją zażerać byle drożdżówkę, na czerwonym świetle, w samochodzie. Ale kiedy tylko mogę montuję "kęs idealny"- po odrobinie z każdego elementu potrawy, i sprawdzam jak one wszystkie grają ze sobą. W kuchni tkam paluchy w sos, inhaluję się nad garnkami i z wielkim skupieniem dolewam kropelki ciekawych składników, dorzucam szczypty aromatycznych przypraw. To trochę jak magia, a ja już parę razy słyszałam, że jestem czarownicą (czarny kot, dom na skrzyżowaniu...), więc wszystko się zgadza.

Przygotowywanie domowej wody różanej ma w sobie wiele z tej magii. Jak tajemnicza zielarka, trzeba na początku zgromadzić surowiec. Wstać rano, poczekać aż obeschnie rosa i udać się do ogrodu zrywać różane płatki. A potem spędzić trochę czasu, nasłuchując jak skrapla się para. Od długiego już czasu zbierałam się, żeby poeksperymentować z tym przepisem. A że dostałam motywację do użycia wody destylowanej w kuchni, pomyślałam że to jest ten moment.

DOMOWA WODA RÓŻANA

płatki róży (nasza ogrodowa róża pomarszczona, poza tym świetnie nadaje się też róża stulistna lub damasceńska)
lód

Ilość wody zależy od ilości płatków i od naszego naczynia końcowego do którego będzie skraplać się para. Najlepiej to nim odmierzyć wodę, wtedy będziemy mieć pewność, że nic się nie przeleje.
W dość dużym garnku kładziemy na dno coś co będzie służyło za podstawkę. U nas to była niska miseczka do creme brulee (odporna na temperaturę, żeby nie pękła) położona do góry dnem. Dookoła niej, w garnku rozsypujemy równomiernie różane płatki. Zalewamy je wodą destylowaną (nie więcej niż nasze naczynie końcowe). Na podstawce ustawiamy 'naczynie końcowe'- najlepiej szklaną albo metalową miseczkę, również odporną na wysokie temperatury. Na tak przygotowany garnek kładziemy przykrywkę do góry nogami, w ten sposób, że uchwyt będzie bezpośrednio nad 'naczyniem końcowym'- to po nim będzie kapać skroplona para. Garnek odstawiamy na kilka godzin.
Następnie naszą konstrukcję ustawiamy na piecu, doprowadzamy wodę do wrzenia, a na odwróconej przykrywce układamy lód. Gorąca para uniesie się w górę i skropli w kontakcie ze schłodzoną pokrywką. Po uchwycie, będzie kapać dokładnie do 'naczynia końcowego'. Wodę podgrzewamy na niskim ogniu około pół godziny, opierając się pokusie, żeby zajrzeć pod pokrywkę- nie chcemy uronić ani trochę cennej różanej pary. Po tym czasie zostawiamy do całkowitego wystygnięcia, unosimy pokrywkę (zachwycamy się aromatem) i z naszego 'naczynia końcowego' przelewamy wodę różaną do buteleczki i odstawiamy w chłodne, ciemne miejsce. Powinna wytrzymać jakieś półtora roku, nie tracąc swoich właściwości.
Jakich? Z pewnością upiększających. Bo woda różana to częsty składnik orientalnych kosmetyków- odmładza i łagodzi podrażnienia (przetestowałam- użądlenie pszczoły mniej swędzi po przemyciu). Ale ja namawiam Was do użycia jej w kuchni- łyżka dodana do ciasta, kremu, ciasteczek czy lemoniady nada im niesamowitego, egzotycznego charakteru. Podobno na uspokojenie świetnie działa szklanka mleka, z odrobiną wody różanej. 
A dlaczego domowa a nie ze sklepu? Po pierwsze dla frajdy destylowania czegoś samemu (co nie jest wcale trudne). Poza tym aromat tej domowej jest mocniejszy. Macie też pewność kiedy dokładnie została przygotowana i jak długo będzie się nadawała do użytku. 
Ja mam nadzieję użyć swojej do przygotowania perskiego ciasta miłości. Może macie jeszcze jakieś sugestie?

*Jak może zauważyliście, link przy "wodzie destylowanej" odsyła na zewnątrz bloga, do sklepu frisco.pl, z którym miałam okazję nawiązać mini-współpracę. Jest to internetowy supermarket, który przed podlinkowaniem pozwoliłam sobie przetestować i mogę z czystym sumieniem polecić:-) Zamówienia dokonałam szybko i bezproblemowo- jedyny ból, to to że mieszkając daleko od Warszawy, miałam ograniczony dostęp do produktów (ok, mięso wysłane kurierem mnie nie kusiło, ale już warzywa i owoce jak najbardziej, bo wybór dla warszawiaków jest konkretny). Zdecydowałam się na opcję zapłaty przy odbiorze, ponieważ nasz osiedlowy kurier DPD podchodzi bardzo kreatywnie do swojej pracy. Zamówiona w niedzielę paczka przyszła w środę. I powiem Wam, że tyle już rzeczy kupuje przez internet, że i do takich domowych zakupów mogłabym się przyzwyczaić. Czy aż z Warszawy? Z jednej strony dla mojego dolnośląskiego domostwa to bardzo daleko. Z drugiej, są tam produkty, których nie widziałam tutaj (dżemy- gruszka z pieprzem moi drodzy). Myślę, że również dla osób, które potrzebują specjalistycznych, np. dietetycznych produktów, to dobra alternatywa dla ganiania po sklepach i tracenia czasu na szukanie. Zobaczcie sami czy to dla Was:-)

Na zakończenie dwa linki do stron, które pomogły mi rozkminić tajniki destylacji i podsunęły sposoby użycia wody różanej:

6 komentarzy:

  1. No to mnie zadziwiłaś! Rzeczywiście prawdziwa magia, a po przeczytaniu Twojego opisu prawię czuję ten aromat :) Jesteś wiedźma,jak nic ;P
    A co do zakupów przez internet - super sprawa. Fajna możliwość zakupienia niespotykanych produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-D No wychodzi na to, że jestem, nie ma co się bronić.
      Ja przez internety najczęściej kupuję książki i ubrania- jak już mam chwilę to zazwyczaj jest środek nocy, a wtedy tylko internety otwarte;-)

      Usuń
  2. aaaaa i buteleczka z koreczkiem jest BOSKA!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Podwędziłam mamie w celach fotograficznych...

      Usuń
  3. Piękne naczynie Magda...Ty mały chemiku...super pomysł...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czułam, że buteleczka się "sprzeda":-)
      Po latach zniechęcania mnie do chemii, przez naszą przerażającą chemiczkę, odważyłam się się zrobić coś w tym kierunku. I nie było takie straszne, jak lekcje chemii;-)

      Usuń