piątek, 22 lipca 2016

I znów Como...:-)

Ostatni nasz dzień nad tym pięknym jeziorem zaplanowaliśmy bardzo ambitnie. Plan udało się nam zrealizować prawie w pełni, dlatego postanowiłam post o zwiedzonych przez nas ogrodach podzielić na dwie części. Dziś podzielę się z Wami pierwszą- spędzimy nad jeziorem wczesny poranek i przedpołudnie zwiedzając zjawiskowe opactwo w Pionie i ogród przy willi Melzi, która moim zdaniem może się poszczycić jednymi z najpiękniejszych widoków nad jeziorem Como. 
A jeśli wpis nie wystarczy, żeby zachęcić Was do rzucenia wszystkiego i zabrania się w te rejony, to niech ostatecznym argumentem będzie John Legend, który w tych właśnie okolicach spędza tegoroczne wakacje. Może to nie Clooney, ale ten anielski głos...
Do opactwa Piona mieliśmy bardzo blisko, bo nasz kemping znajdował się nad tą samą zatoką Piona. Po zjedzeniu skromnego śniadania (zdjęcie) przed namiotem, z którego mieliśmy widok na kamienistą plażę i zaczynających poranne połowy wędkarzy, wsiedliśmy w Rołcza i wyruszyliśmy w drogę. Google pokazywało nam kilkunastominutową trasę i rzeczywiście tyle to trwało. Jak to jednak we Włoszech, i tak zdążyłam dostać zawał albo i trzy, na zakrętach o sto osiemdziesiąt stopni na drodze szerokości ścieżki rowerowej. Na szczęście tak wcześnie rano ruch był znikomy, przez miejscowość przejechaliśmy bez problemów, mijając tylko paru ambitnych biegaczy.
Przybycie do opactwa tak wcześnie miało swoje plusy i minusy. Byliśmy pierwszymi turystami tego dnia, więc nic nie przeszkadzało nam w spokojnym spacerze. Duchowa atmosfera tego miejsca spowolniła nam kroki. Rozmawiając półgłosem podglądaliśmy mnichów szykujących się do pracy, podziwialiśmy widoki i zaglądaliśmy do gajów oliwnych. Niestety kościół i sklepik, w którym mnisi sprzedają swoje produkty były jeszcze zamknięte. Nam jednak wystarczył niesamowity spokój tego miejsca, który nastroił nas pozytywnie na cały długi dzień.
Wirydarz klasztorny. Poczuliśmy się jakby przeniosło nas na chwilę w czasie.
Z takimi widokami pewnie łatwiej oddawać się duchowej kontemplacji.

Jeśli zaciekawiło Was to miejsce polecam wpis na tym blogu, z którego możecie dowiedzieć się wiele na temat architektury i historii tego miejsca. 
Z Piony udaliśmy się do Bellagio, kolejny raz ciesząc się, że w podróż wybraliśmy się własnym samochodem. Z okien Rołcza podziwialiśmy piękne widoki, bo droga wiła się wzdłuż brzegu jeziora. Czytałam kiedyś opis, że jeśli kształt jeziora Como porównać do spodni, to Bellagio znajduje się tam, gdzie byłby ich krok- może to mało poetyckie, ale doskonale wyjaśnia, dlaczego widoki z tego miejsca są takie wyjątkowe. A projektanci tego ogrodu doskonale o tym wiedzieli, otwierając ogród na piękną, alpejską panoramę.
A w oddali Carlotta.
Jak praktycznie wszystkie ogrody nad jeziorem Como, ten również może poszczycić się ciekawą historią- mamy tu dyplomatów, pisarzy, kompozytorów, a i nawet Bonaparte się gdzieś znajdzie. Nas najbardziej zachwyciła orientalna część ogrodu z niewielką sadzawką, pięknymi papirusami i klonami palmowymi.
 Dalsza część ogrodu została zaprojektowana w stylu angielskim i wyróżnia się niezwykłą prostotą. Ogromne krzewy różaneczników z pewnością wyglądają cudownie w sezonie kwitnienia. Poza nimi wrażenie robi kolekcja bukszpanów, i jak zwykle nad Como, niezwykle rozrośnięte bambusy. Za każdym razem jednak wzrok ściągają niesamowite widoki na samo jezioro. Najprzyjemniejsza część wycieczki to drugie śniadanie na jednej z ławeczek wzdłuż platanowej alei. Brzuch można paść pysznymi włoskimi owocami, a oczy widokami. To się nazywa wakacyjny balans.
W ogrodzie znajduje się kilka rzeźb. Tutaj Dante i Beatrycze. Widzicie malutką Carlottę w tle? :-)
Przed willą jest niewielka sadzawka- prosta i nie przeładowana ozdobami, za to pełna kwitnących lilii wodnych.


Po takich widokach ciężko spojrzeć przychylnym okiem na te wielkie szczawie w naszym pseudo trawniku. Nie ma co- jutro zarządzamy dzień ogrodu! Śmierć szczawiom!
A póki co zapatrzmy się w widoki znad jeziora u Johna L. Też się tak wylegiwałam przed naszym namiotem jak jego żona. Tylko włosy mam krótsze. I mniej pełną górę bikini;-) Nie przeszkadzało mi to. Brak basenu i fortepianu w przedsionku namiotu też nie.

4 komentarze: