wtorek, 2 sierpnia 2016

Niby mały szwedzki torcik...

Do tej pory letnie posty obfitowały w przepisy na cukinię w milionach wersji, zajadaliśmy własne pomidorki, zdarzył się i okazjonalny ogórek. I jeszcze trochę cukinii, albo kabaczka, albo innego patisona. Ten rok, jak i pewnie następny, niestety nie zaspokoją naszego apetytu na kwiaty cukinii w cieście czy pomidorki koktajlowe prosto z krzaczka. Wszystko zawisło w oczekiwaniu na nowe, a my za to możemy korzystać z bogactwa owoców- bo krzewy i drzewa tkwią na posterunku. To tłumaczy dlaczego kolejny wpis, który dla Was mam jest (ZNÓW) o cieście. Ale jak mawiał komik Dylan Moran, "Cake is the language of love." To porozmawiajmy trochę w języku miłości. Dziś z akcentem szwedzkim. A już niedługo, perskim- bo przepis na perskie ciasto miłości wciąż czeka na chwilę weny. Zacznijmy powściągliwie- jak Szwedzi.
A moja przygoda z tym ciastem zaczęła się tak, że w lodówce pewnego sklepu zobaczyłam mrożony szwedzki, migdałowy torcik, z narysowaną na opakowaniu czerwoną porzeczką. Nie miałam jeszcze przyjemności takiej słodkości jeść (chociaż wyczytałam, że wersja z Ikei jest dla niektórych legendarna), ale pomysł mi się spodobał, więc paczkę wrzuciłam do koszyka. Ale zanim dojechałam do domu, już wiedziałam, że muszę go zrobić sama. Przejrzałam więc parę przepisów na telefonie i zawinęłam po składniki. A że czerwone porzeczki wisiały jeszcze karnie na krzaczku, zdobywanie składników skończyłam wizytą w ogrodzie. Spytacie co z tym sklepowym? Wzięłam. Na wszelki wypadek. A jakby nie wyszło? A poza tym- przecież trzeba porównać, prawda...
Jak się po zgłębieniu tematu już w domu okazało (głównie bazowałam na tym przepisie), nie zawsze ten torcik robi się z porzeczką- nawet ten, który kupiłam, jej nie miał. Taki chłyt marketingowy z tym obrazkiem. Ale wiecie co- powinno się. Bo samo ciasto i krem są słodko, mdłe- pyszne, ale to kontrast kwaskowej porzeczki czyni je arcydziełem. Naprawdę. Możecie mi wierzyć. Albo bądźcie sceptyczni- i zróbcie je. Wtedy zrozumiecie. Ja na sto procent jeszcze do niego wrócę. Bo choć małe i niepozorne, to drzemie w nim moc.

SZWEDZKI TORCIK MIGDAŁOWY Z KONFITURĄ Z CZERWONEJ PORZECZKI
Na ciasto
230g migdałów (w skórce)
6 białek (żółtka pójdą na krem)
230g cukru pudru
Na krem 
150ml śmietanki kremówki (u mnie 30%, bo była w mniejszym opakowaniu)
6 żółtek
100g masła (temperatura pokojowa)
100g cukru
Do dekoracji
20g płatków migdałowych
3-4 łyżki konfitury z czerwonej porzeczki (nasza!- porzeczki zebrałam, opłukałam i przesmażyłam z cukrem, pyrkoląc na lekkim ogniu do uzyskania pożądanej konsystencji)

Migdały podpiekamy na suchej patelni, aż zaczną pachnieć. Podprażone studzimy, wrzucamy do miksera i mielimy. Uwaga- nie za długo, bo puszczą olej. Celem jest otrzymanie sypkich wiórków. Przygotowujemy dwie okrągłe blaszki (21 cm), można też upiec jedną warstwę ciasta, ale wtedy konfitura tak się fajnie nie schowa. Dno form wykładamy papierem do pieczenia i gotowe! Piekarnik nastawiamy na 175*C.
Z białek ubijamy pianę (można dodać szczyptę soli do ubijania), stopniowo dodajemy cukier puder a następnie łączymy ze zmielonymi migdałami. Ciasto rozkładamy po równo do obu blaszek i wkładamy do rozgrzanego piekarnika na 25 minut. Uwaga- ciasto mocno się napompuje, ale potem straci swoje gabaryty. Ja po wyjęciu chwilkę ostudziłam, okroiłam brzegi, posypałam zwykłym cukrem z wierzchu (jakieś pół łyżeczki), odwróciłam do góry nogami i zdjęłam pergamin. Mam po prostu średnie doświadczenia z wyjmowaniem całkowicie wystudzonej bezy, więc wolałam to zrobić od razu. Blaty odkładamy do całkowitego wystudzenia.
Czas na krem. Śmietankę zagotowujemy z cukrem. Zdejmujemy z ognia, dodajemy żółtka, szybko ubijając trzepaczką. Masę ponownie stawiamy na piecu, tym razem na niewielkim ogniu. Powoli podgrzewamy, cały czas mieszając, aż płyn zgęstnieje. Piszą, że to 5 minut- u mnie było dłużej, ale w końcu zgęstniał- niewykluczone, że za bardzo bałam się ściętych żółtek i dałam za mały ogień. Masę odstawiamy do ostygnięcia. Pamiętamy, żeby masło nie było już w lodówce.
Płatki migdałowe podprażamy na suchej patelni.
Masło ucieramy mikserem na puszystą masę. Stopniowo dodajemy zimy krem jajeczny i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji.
Wszystkie składowe gotowe- czas na montaż. 
Kładziemy pierwszy blat ciasta (ja swojemu musiałam obciąć rancik, który został z opadnięcia), smarujemy konfiturą, następnie połową kremu. Kładziemy drugi blat, smarujemy ciasto resztą kremu i posypujemy podprażonymi płatkami migdałowymi.
Teraz najtrudniejsze- chowamy do lodówki na co najmniej 2 godziny. Niestety prawdą jest, że ciasto jest najsmaczniejsze, jak spędzi noc, albo nawet i dobę w lodówce. A my tak siedzimy, i na nią patrzymy. I staramy się nie myśleć, że to dopiero dwa kwadranse...

Niestety nie wyszedł ładny przekrój, ale dżem widać:-)
Absolutnie-polecam-Wam-to-ciasto! Niech nikogo nie zwiedzie jego mało reprezentacyjny rozmiar. W jednym malusim kawałku kryje się tyle smaku i słodkości, że w zupełności wystarczy, żeby działo się dobro.
A co się stało z tym ze sklepu? Oczywiście je przetestowaliśmy. Stąd też wiem, że dodatek porzeczki wynosi ten torcik na następny poziom. :-)

6 komentarzy:

  1. Brak słów! Brzmi przebosko! Idę po migdały :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To się nazywa wzorowa postawa! Napisz jak wyszło!

      Usuń
  2. Wygląda po prostu obłędnie!!!
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Znowu przyprawiasz o ślinotok :)
    Uwielbiam torcik z Ikeii, to jest idealny poziom słodkości. Tym bardziej zainteresowało mnie Twoje - z porzeczkami!!!!to musi być pyszne!
    Kochana widziałaś moje wyzwanie balkonowe i może pomyślałaś, że to nie "Twoje klimaty", bo nie kulinarnie ani ogrodowo, ale jeśli masz ochotę, to dla Ciebie jest opcja "Pomysł na coś pysznego na balkon"- bo przeca,jeść i pić coś trzeba ;). Zapraszam na Pomysł na balkon z tulipanowcem - Link Party,może zaproponujesz jakieś ciacho,może lemoniadę..... :)
    Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i wyjdzie, że tylko ja taka przez torcik z Ikei niedoświadczona;-)
      Widziałam wyzwanie, widziałam, ale obawiam się, że nasz parapet, choć szeroki, jako "balkon" się nie kwalifikuje:-( Ale będę z ciekawością patrzeć co tam podlinkujesz, bo inspiracje zawsze w cenie, w końcu może kiedyś dorobimy się własnego... w sumie czegokolwiek ;-) Owocnych łowów inspiracji! :-*

      Usuń