środa, 31 sierpnia 2016

Perskie ciasto miłości

W ostatnie dni sierpnia, nawet jeśli nie mam urlopu, zegarki zdają się tykać głośniej. Dni stają się wyczuwalnie krótsze, za zakrętem czai się już jesień, a na dzieciaki nieubłaganie czeka szkoła. Po letnim lenistwie, cały świat zdaje się wracać do rzeczywistości. Ta schyłkowość wcale nie jest zła, czasem lubię się jej po prostu poddać, szczególnie jeśli, jak w te wakacje, udało mi się porządnie zrelaksować. Może nie były to najbardziej epickie miesiące mojego życia- w życiu, ogrodzie nawet podróżach był raczej zastój, ale udało mi się nabrać dystansu i naładować baterie. Celebrować wolne chwile. A jak celebrować jeśli nie z dobrym ciastem? Szczególnie takim, które nazwane jest perskim ciastem miłości. Orientalne rozkosze podniebienia gwarantowane!
Wzięłam się za to ciasto po zrobieniu wody różanej. Siłą rzeczy zaczęłam przeglądać różne przepisy na mniej lub bardziej orientalne smakołyki i znalazłam ten, na stronie telegraph.co.uk (co za zdjęcie!). Jego autorką jest Yasmin Khan, która wydała niedawno książkę "The Saffron Tales." Jest to jedno z moich książkowych marzeń- już sam tytuł i piękna okładka zapowiadają niezwykłą, kulinarną przygodę. A to, co miałam okazję zobaczyć w podglądzie, tylko potwierdza, że jest to wspaniała pozycja.
Zanim jednak moje lepkie paluszki zostawią na niej odciski, skupmy się na cieście. Bogatym w aromaty, o wspaniałej teksturze. W oryginale podane z niesolonymi pistacjami, suszonymi płatkami róż i lukrem. Zrezygnowałam z nich z kilku powodów. Po pierwsze chciałam poznać podstawowy smak tego ciasta. Po drugie- nie jestem zagorzałą fanką lukru. I po trzecie- niesolone pistacje to skarb, który zdobyć można chyba tylko w internetach, a ja nie mogłam czekać na przesyłkę. Ciasto musiało być gotowe na "już". I było. Chociaż najsmaczniejsze kąski zjedliśmy następnego dnia, kiedy wszystkie smaki i aromaty przeszły się na dobre. Zapraszam na perski eksperyment!

PERSKIE CIASTO MIŁOŚCI
 
Na ciasto
12 nasion kardamonu
200g masła w pokojowej temperaturze
150g drobnego cukru
4 jajka
100g mąki
175g mielonych migdałów*
skórka i sok z 1 cytryny
1 łyżka wody różanej
1 łyżeczka proszku do pieczenia
duża szczypta soli
Na syrop
2 łyżki drobnego cukru
sok z 1/2 cytryny
1/2 łyżki wody różanej
*Może być kupna mąka migdałowa, ale ja wolę mielić sama (wcześniej podprażam migdały, bo lubię ten aromat). Trik polega na tym, żeby wiedzieć kiedy przestać. Zbyt długo mielone migdały zaczynają wydzielać olej i mamy masło migdałowe :-) Swoją drogą też pewnie dobra rzecz.
Nagrzewamy piekarnik na 160*C. Natłuszczamy okrągłą formę (22cm) i wykładamy papierem do pieczenia- ja jak zwykle ograniczyłam się do wyłożenia dna. Kardamon wrzucamy do moździerza- lepiej metalowego lub kamiennego, niż drewnianego. Gnieciemy, aż łupinki oddzielą się od ziaren, wywalamy łupinki, a ziarna ucieramy na drobny proszek. Tak możecie kupić mielony kardamon. Nie, nie będzie tak ładnie pachniał. Tak, będzie dużo drobniejszy- ale to wcale nie plus, bo te mini kropeczki kardamonu w cieście są genialne. Tak, oszczędzicie czas i nerwy, bo kardamon jest twardy. Podsumowując- warto samemu, ale rozumiem, że nie zawsze sprzyjają temu okoliczności:-)
To właśnie te kardamonowe kropeczki. Pokochałam je.
W misce łączymy masło i cukier, do otrzymania kremowej masy (robot planetarny ajlovju), następnie dodajemy jajka i dokładnie ubijamy masę. Dodajemy zmielony kardamon, przesianą mąkę, mielone migdały, skórkę i sok z cytryny, wodę różaną, proszek do pieczenia i sól. Dokładnie mieszamy. Ciasto wlewamy do formy i pieczemy 45 minut do suchego dźgulca.
Kiedy ciasto kończy się piec, przygotowujemy syrop. Cukier, sok z cytryny i wodę różaną umieszczamy w małym garnku i powoli podgrzewamy, aż cukier się rozpuści.
Teraz najlepsze- gotowe, jeszcze ciepłe ciasto wyjmujemy z piekarnika i równomiernie nakłuwamy jego powierzchnię- ja użyłam metalowego dźgulca do szaszłyków. Nakłute ciasto równomiernie skrapiamy cytrynowo różanym syropem i odstawiamy do wystudzenia.
Jak dla mnie jest to wyjątkowe, egzotyczne ciasto. Trochę cytrusowe, trochę korzenne i lekko różane. Kombinacja rzadko spotykana, z pewnością warta spróbowania. Wciąż nie wiem dlaczego akurat to jest "ciasto miłości." Chociaż i przygotowanie (ucieranie kardamonu, nasączanie syropem) i efekt końcowy, są bardzo zmysłowe. Można odpalić sobie kadzidełko, zapuścić jakieś plumkanie na sitarze i poczuć irańskie słońce. I być jak Pers. Kot na przykład.
Jeśli lubicie stand up, polecam pana, który nazywa się Maz Jobrani. To u niego po raz pierwszy usłyszałam "I'm a Persian, like the cat, meow!" i od razu przypomniało mi się to przy pieczeniu tego ciacha :-) Obraz stąd.

12 komentarzy:

  1. Mniam, bardzo ciekawy przepis:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Nietypowe zestawienie, ale warte spróbowania:-)

      Usuń
  2. jestem w posiadaniu wody różanej...skuszę się pewnie.. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Czekam na feedback! Czyżby woda destylowana profesjonalnie farmaceutycznie? ;-)

      Usuń
  3. Musi być pyszne to ciacho:)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  4. Mmmm przepis i zdjęcia wyglądają zmslowo :). Ciasto pasuje mi do małej mocnej kawki

    OdpowiedzUsuń
  5. Podejrzewam, że ciasto miłości, bo korzenne przyprawy i róże są afrodyzjakami. :3 Znalazłam oryginalny przepis, jest tam więcej wody różanej, może byłoby jeszcze smaczniejsze?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-) Niewykluczone, i coś w tych afrodyzjakach jest, nie powiem ;-)
      Widzę, że się rypnęłam w swoim przepisie (łyżka vs łyżeczka, klasyk), już poprawiam. Dałam łyżkę, jak w oryginalnym, jeśli o tym podlinkowanym w poście przepisie piszesz Drogi Nieznajomy (a?), a jeśli nie to chętnie zobaczę inne przepisy, bo ciasto miłości to coś, obok czego nie umiem przejść obojętnie :-) Pozdrowienia!

      Usuń