sobota, 16 listopada 2013

Absolutna dynioza

Stało się- zapanowała dynia. Zachęcona sukcesem jakim była lazania z dynią, w długi weekend kupiłam cztery dorodne dynie Hokkaido. W następnym roku chyba założymy plantację Hokkaido, tak nam zasmakowała.
Ten tydzień, mimo że teoretycznie krótszy przez wolny poniedziałek, był jakimś koszmarem. Poodowływane, poprzenoszone spotkania, czekanie na spóźnialskich, napady ostrej sklerozy, zarwane noce. Na dodatek dotarło do nas prawdziwe listopadowe zimno- mokre, oblepiające każdy skrawek ciała. Myślę, że to z jego powodu miałam wczoraj gigantyczny ból głowy- widziałam dźwięki. Dziś przeprosiłam się z kozakami, szalikiem i rękawiczkami. Trzeba się bronić.
Ale w tej całe ohydnej szarości był jeden pozytywny, intensywnie pomarańczowy element- dynia. Zaczęło się od puree, które z dyni Hokkaido robi się bajecznie prosto. Jak już pisałam w lazaniowym poście, wystarczy umieścić wymytą dynię w piekarniku nagrzanym do 200*C i zostawić ją tam na około godzinę. Po godzinie skubiemy ją ze skórki, wsuwamy nasiona i używając tłuczka do ziemniaków robimy puree. Dla dzielnego kucharza 10 minut roboty właściwej- mycie, skubanie i ubijanie.
Na górze wytrawne, na dole 'au naturel'
 A skoro mamy już puree? Można oprzeć na nim całodzienne menu.
Na śniadanie zjeść kanapkę z puree wymieszanym z rosołkiem grzybowym i podsmażaną szałwią (jeszcze można prosto z ogródka). Na obiad?

DYNIOWA HISZPAŃSKA TORTILLA
Zdjęcie robione we wtorkowym pośpiechu. Nasza tortilla trochę się rozwaliła, bo mamy beznadziejną patelnię- jest misja kupić nową, znacie jakieś godne polecenia?
kilka ugotowanych ziemniaków (pozostałość po świątecznym obiedzie)
masło lub olej do smażenia 
gałka muszkatołowa
4 jajka
sól i pieprz
4-5 czubate łyżki puree z dyni z bulionem grzybowym i szałwią (przepis tutaj)
1 opakowanie (krążek) sera camembert

Ziemniaki kroimy w kostkę, posypujemy utartą gałką muszkatołową i podsmażamy na niewielkiej ilości tłuszczu. W misce mieszamy jajka, puree, sól, pieprz i gałkę muszkatołową. Masa powinna być konsystencji śmietany.
Dyniowe puree z szałwią
Ser kroimy w kostkę i stopniowo dodajemy do masy- mieszając po każdym dodaniu mamy pewność, że nie zrobi się nam jedna wielka sklejona serowa gula. Masę wylewamy na patelnię, na równomiernie rozłożone ziemniaki. Smażymy na niewielkim ogniu, bardzo powoli, pod przykryciem (ja przykryłam formą do tarty, bo nasza duża patelnia nie ma pokrywki:)), aż wierzchnia strona dobrze się zetnie. Można jeść tortillę na ciepło i na zimno, w ciepłej dużo bardziej wyczuwalny jest ser, dlatego mi smakowała bardziej.
Taki sobie kąsek z kawałkami sera:)
 Po obiedzie koniecznie deser. Tu polecam ciacho według przepisu Dominiki.

DYNIOWO-CZEKOLADOWE CIASTO

350g mąki
szczypta soli
1 łyżeczka cynamonu
1 łyżeczka sody
2 jajka
100g cukru
1/2 szklanki oleju
ok. 1 szklanka puree z dyni
100g (tabliczka) gorzkiej czekolady

Piekarnik nastawiamy do 180*C. Keksówkę natłuszczamy i wysypujemy kaszą manną. Czekoladę kroimy w dość grubą kostkę. W misce mieszamy mąkę, sól, cynamon i sodę. W makutrze ucieramy jajka z cukrem i olejem do otrzymania gładkiej masy. Do masy jajkowej dodajemy puree z dyni i mieszamy. Dorzucamy kawałki czekolady i znów mieszamy. Na koniec dodajemy wymieszane suche składniki i dokładnie mieszamy łyżką- masa wydaje się gęsta, ale po dłuższym mieszaniu całą mąkę udaje się wmieszać. Ciasto przekładamy do formy i pieczemy 55 minut do suchego dźgulca.
Sama dynia, bez dodatków
Piękny jesienny kolor masy

Masa jest dość gęsta
Gotowe!
Można je jeść na ciepło- wtedy bardziej czuć smak dyni, można ukryć i zjeść następnego dnia. Ma przepiękny kolor i cudny cynamonowy aromat. W trakcie pieczenia tego ciasta w domu pachnie tak cudownie, że nawet szarość za oknem jest jakaś taka bardziej odległa.
Niestety nie zawsze można cywilizowanie, na talerzyku, z kawą i dekoracjami. Bardzo często moje posiłki wyglądają właśnie tak- w samochodzie, zawinięte w prozaiczną folię i na czerwonym świetle (do ewentualnych policjantów czytających tego bloga-zdjęcie zrobione na parkingu:)).
A na kolację? Polecam podeżreć trochę puree prosto ze słoika:)
I w ten sposób mamy załatwione menu na cały dyniowy dzień!
Na koniec niezbity dowód na przyjście jesieni- Teodor powrócił do zwyczaju wygrzewania się pod lampką.

4 komentarze:

  1. Czyste dyniowe szaleństwo, same pyszności :)
    Oj, ja już w czapce od kilku tygodni chodzę. Zimno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No ja właśnie zapomniałam, że moje zatoki za zimnem nie przepadają- chyba myślałam, że mi się upiecze, bo czapek nie lubię:)

      Usuń
  2. Pyszności uwielbiam ciasta z dyni! Mój brat pieczę wyjątkową tarte z puree z dyni podawane z bitą śmietaną. Normalnie eksplozja smaku :-) A ten przepis aż zachęca do eksperymentu w kuchni :-) Mniam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa:) Tarta z bitą śmietaną brzmi cudownie- a jeśli to nie sekret to co brat dodaje do puree z dyni?
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń