czwartek, 28 listopada 2013

Skorzonera

 
Czas na kolejne bohaterskie warzywo. Skoro jarmuż był Hulkiem, skorzonera może być dzielną Black Widow z Avengersów. Zapraszam do degustacji!
Black Widow bo korzeń skorzonery jest czarny- zresztą jej druga nazwa to właśnie czarny korzeń. Mówi się na nią też wężymord, bo stosowana była jako remedium na jad żmij (sama nazwa skorzonera podobno też ma z tym faktem związek- scorzone miało oznaczać czarnego, jadowitego węża). Co potrafi poza tym? Leczy zakażenia, bóle serca, zawroty głowy i kaszel. Wzmacnia odporność. Może być używana przez diabetyków do słodzenia, ponieważ zawiera inulinę (przy okazji naturalny probiotyk). Ludwikowi XVI leczyła "zniszczony żołądek". Zadziałała też jako broń przed czarami- rzekomo Odys właśnie skorzonerą uchronił się przed magią Kirke. 
Co dokładnie docenił król Francji a powstrzymało czarownicę? Potas, magnez, sód, fosfor, żelazo, karoten, wapń, chlor, witaminy: E, B1, B2 i C, kwas nikotynowy oraz fruktoza. Chociaż myślę, że dla czarów najbardziej zniechęcający był sok w korzeniach- biały, ale barwiący na czerwono. Ciężko go sprać i zmyć, dlatego skorzonerę należy obierać w gumowych rękawiczkach (po dłuższym obieraniu zaczynają się bardzo lepić- trzeba się spieszyć). Można też obrać ją po ugotowaniu- niektórzy polecają tą metodę, bo grubo obierając skorzonerę usuwamy z niej to co najcenniejsze.
 Nasiona skorzonery najlepiej jest wysiać na wiosnę i zebrać późną jesienią. Lubi dobrze, głęboko uprawioną, pulchną glebę- na naszym piasku miała mało imponujące korzenie, dość mocno porozgałęziane (mało wody?). Przez to dość ciężko i mozolnie się ją skrobało- zdecydowanie największy minus tego warzywa. Również wykopywanie dość stresujące- korzenie łatwo się łamią. Dla leniwych jest ratunek- liście skorzonery też podobno są pyszne i delikatne:)
A kiedy mamy już naręcze wężymordu koniecznie musimy zjeść gotowane korzenie. Bez zbędnych dodatków, tylko odrobina soli, masła i bułki tartej, tak żeby poczuć łagodny, lekko szparagowy smak. Miąższ jest sprężysty i pozbawiony włókien, które mogą przeszkadzać w starszych szparagach.
 Tak też podałam wężymord- z wody, ugotowany z odrobiną soli, z bułką tartą. Do niej była pieczona kiełbaska i orkiszowy makaron z jarmużowym pesto. Swoim obiadem nie nacieszyłam się w stu procentach- kiedy robi się piętnaście rzeczy na raz czasem obiad ląduje na podłodze. A potem wyjmuje się kawałki szkła z makaronu... Tym razem, jak rasowa blogerka mam zdjęcie.
Niestety u mnie z bohaterskim podejściem ciężko. Dopadł mnie jesienny spleen- refleksyjny smutek, który celebruję nad książką o psychopatycznym mordercy i słuchając iście listopadowej muzyki. I wcale nie jest mi źle- wręcz odczuwam jedność z ponurą jesienno-zimową aurą. Jeśli chcecie to poczuć polecam artystkę o pseudonimie Daughter. Oto mała próbka jej twórczości:
Nie mogę się oprzeć i zakończę jednym z moich ulubionych cytatów ze Starszych Panów: "Jestem smutny jak kondukt w deszczu pod wiatr". I idę wydmuchać nos, bo od tygodnia mam jakiś okropny katar. Jesień...

Wężymordowe linki:
*tutaj trzeba przescrollować żeby znaleźć odpowiednią część 
*tu skorzonera jest jedyną bohaterką

2 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Prawda? Do dziś jak sobie o tym przypomnę to mnie ogarnia nostalgia...

      Usuń