poniedziałek, 4 listopada 2013

Ile twarzy ma listopad?

Z pewnością jedną- szarą i deszczową. Czy pomimo tej ponurej aury dacie się namówić na szybki spacer po ogrodzie?
Dziś nie będzie nic do jedzenia- mozaikowe ciasto poszło w świat, kasztanowe muffiny czekają na jutro (zrobiłam eksperyment z dżemem porzeczkowym- smak zadowalający ale kolor słaby, muszę spróbować z konfiturą), skorzonera zjedzona. Jest tylko karton orzechów włoskich z ogrodu wujka. Jest też wieczorna gastra, więc o jedzeniu pisać nie mogę, bo chcę zachować resztki zdrowia psychicznego.
Zatem spacer po ogrodzie. Szybko, listopadowo, oczywiście w deszczu. Ale wcale nie tak w stu procentach szaro, jeszcze resztki koloru zostały. Kolory też przyleciały- na piórach sikorek bogatek. Muszę napisać posta o dokarmianiu ptaków- ale to znów o jedzeniu, więc nie dziś.
Zakładamy kalosze i ruszamy.
Nasz topinambur- przycięty, bo zeschnięte kwiaty były przechylone do ogrodu sąsiadów. Cały czas się zastanawiam, czy posadzony w tym roku topinambur wykopać, czy dać mu jeszcze jeden sezon na utworzenie większych bulw.
Nasza kwiatowo-zielna rabata w końcu wygląda jesiennie. Nawet niezniszczalne ogórecznik i nagietek poddały się listopadowej aurze. Teraz trzeba tu uporządkować. Tutaj znajdziecie profesjonalne informacje jak zająć się rabatami przed zimą.

Berberys stracił dekoracyjne listki- zostało kilka równie dekoracyjnych owocków. Odrobina koloru w jesiennym ogrodzie.
Owoce róży mają piękną, intensywną barwę- szczególnie w deszczu.
A malwa wciąż uparcie nie zauważa, że idzie zima. Taki kolor w listopadzie!
Jeden, malutki kwiatek pigwowca. A radość duża, bo martwiłam się, że będzie pomarańczowy (po przygodzie z glicynią, która okazała się milinem, nie ufam podpisom w sklepach). Też trochę pomylił pory roku.
 Kiedy jeszcze było sucho i w miarę słonecznie przycięliśmy jedno z brzoskwiniowych drzew. Połamało się ono pod ciężarem owoców (dowód). Chcieliśmy je przyciąć przed zimą, więc mimo że to nie najlepszy czas na przycinanie drzewek, wzięliśmy się do roboty. Rany posmarowaliśmy maścią ogrodniczą, tak żeby wilgoć i inne robactwo nie zaszkodziły roślinie.
Taka pokraka.
Kupiliśmy taką maść. Polecana do szczepienia, stwierdziliśmy, że dobrze ochroni miejsce cięcia.
 
 
A teraz taka pokraka. Przeżyje?
Przy okazji dowiedzieliśmy, że niewiele zdziałamy w kwestii naszej przerośniętej czereśni. Drzewa te są podobno bardzo wrażliwe na przycinanie, mają tendencje do pękania w miejscach większych cięć, ich kora jest bardzo delikatna. Niestety nasze rosło sobie wiele lat samopas i ponosimy tego konsekwencje. Nie ma zbyt dużo owoców, a te które są zjadają głównie szpaki- nikt o zdrowych zmysłach się po nie nie wdrapie.
Pozdrawiam już typowo jesiennie i zapowiadam smaczne posty. W kolejce czeka kolejne bohaterskie warzywo. Coś mi tu też pachnie gruszką...

4 komentarze:

  1. Magda, a miałam się odchudzać przez zimę. Ale jak już piszesz "Zapowiadam smaczne posty" to ja już widzę moją dietę... ;) Ogród - piękny, jesienny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawsze możesz potraktować następne wpisy jako pornografię- tylko do pooglądania;P

      Usuń
  2. uwielbiam dokarmiać ptaszki :) chce na balkonie postawić domek im na zimę... ale nie wiem :( czy bardziej im nie zaszkodzę? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szykuję posta o dokarmianiu ptaków, więc będzie trochę więcej szczegółów- ale jeśli Twój domek będzie miał wysuwaną podłogę i będziesz go utrzymywać we względnej czystości, to wszystko będzie ok. A ile inspiracji z takiej obżerającej się menażerii:)

      Usuń