poniedziałek, 15 kwietnia 2013

Gourmet

Obnażone bulwy irysów i prowizoryczna grządka, będąca efektem końcowym:)
Dzieje się coraz więcej i coraz ciężej nadążyć.
W sobotę pogoda była tak piękna, że z zajęć wracałam jak na sygnale. KonQbek zaczął kopać grządki już wcześniej i jak dojechałam do domu właśnie walczył z lekkim odwodnieniem. Szybko przebrałam się w stosowny dresik i popędziłam do ogródka.
Misja pierwsza- irysy.
Jak pisałam wcześniej, w ogródku są stare irysy, które zaczęły wybijać wśród traw. W swojej niezmierzonej naiwności wymyśliłam sobie, że uprzątnięcie irysów będzie spokojnym, relaksującym zadaniem na sobotnie popołudnie- dobrze, że wybrałam mniejszą kępę... Jakoś nigdy nie zastanawiałam się nad korzeniami irysa- a okazuje się, że to duże bulwy, tuż pod powierzchnią ziemi. Problem polegał na tym, że przez lata, nikt ich nie plewił, więc przerósł je najgorszy perz jaki w życiu widziałam. Doszło do tego, że konwersowałam z perzowymi korzeniami i dobrze, że nikt tego nie słyszał.
Misja druga- grządki.
Tu działalność KonQbka, który skopał kolejny kawałek ziemi, dzielnie walcząc z wielkimi kępami trawy. Teraz trzeba je ogarnąć, kupić trochę lepszej ziemi do wymieszania i zacząć siać:)
Misja trzecia- przycinanie.
Po raz pierwszy w życiu przycinałam maliny- stresuje mnie to, bo nie wiem czy dobrze to zrobiłam. A jak za długo? A jak za krótko? Cholera wie...
Misja czwarta- wypalanie krzunów.
Udało się nam pozbyć jednej z hałd gałęzi i choinki [:)]. Od razu zrobiło się więcej miejsca.
Świeże powietrze i praca dość szybko zaostrzyły nasze apetyty i nie minęło dużo czasu, zanim KonQbek zapytał z nadzieją "Ej, a gdzie tu można kupić kiełbaski?" Po krótkiej naradzie postanowiliśmy skorzystać z ogniska i uraczyć się harcerskim obiadem. Udało mi się nawet namówić  mamę, która zawsze marudzi, że nie ma czasu. Jak dostała swój kijek i usiadła, to stwierdziła, że od lat nie piekła nic w ognisku- ale miała radochę:) 
Luksusowe designerskie siedzisko
My też bawiliśmy się świetnie- jedną z najlepszych przypraw (chyba równie dobrą jak gałka muszkatołowa) jest świeże powietrze. Wszystko zjedzone pod chmurką ma +10 do smaku. Poza tym, warto czasem przestać plewić, kopać i wycinać. Warto usiąść i złapać oddech, posłuchać ptaków. Załadować baterie i zrelaksować się. I przeprowadzić poważną dyskusję na temat idealnie przypieczonej kiełbaski z ogniska. My jesteśmy tymi barbarzyńcami, którym w kiełbasce potrzeba odpowiedniej ilości rakotwórczego węgla [jakieś 20% kiełbaski:)]. A jaka jest wasza opinia na temat idealnej kiełbaski z ogniska/ grilla? Jak przygotowujecie kiełbaskę- robicie nacięcia z jednej czy z dwóch stron, w paski czy w kratkę? A może w ogóle bez nacięć? I czy macie jakieś alternatywy dla wegetarian? My będąc w tym roku w Tatrach jedliśmy oscypki z ogniska- z żurawiną albo czerwoną porzeczką- po-e-zja!
Ech...
W ogromną ilość popiołu pozostałego po gałęziach wrzuciliśmy parę ziemniaczków. Cześć mojej rodziny pochodzi z woj. poznańskiego i prawdopodobnie stąd moja legendarna wręcz miłość do ziemniaków. A gorący ziemniak pachnący ogniskiem z odrobiną masełka i soli... czysta rozpusta!
Znalezione betonki pomogły ulepszyć ognisko.Ziemniak niewyraźny bo zaparował obiektyw <3
Po posileniu się tymi delicjami dokończyliśmy prace, pozbieraliśmy zabawki i wróciliśmy do domu. Świeże powietrze dało nam tyle energii, że wieczorem pojechaliśmy jeszcze na basen. A w niedzielę rano przespałam budzik o 1,5 godziny i gdyby nie litościwy sms zaspałabym na wyjazd o 11...

4 komentarze:

  1. Cudnie ta działka wygląda ... może kiedyś mnie zaprosić to porobie u Ciebie sesje moich smakołyków na bloga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się nie boisz, że znikną zanim zrobisz jakiekolwiek zdjęcie...:)

      Usuń
  2. Ja nacinam kiełbaski z dwóch stron, ale..... najważniejszy jest czubek kiełbaski nacięty w tzw. "Prącie sapera" - czyli na krzyż ;)
    My otworzyliśmy sezon działkowy w niedzielę. Pierwsze prace: przycinanie jabłonek i innych niezidentyfikowanych krzaczolców :) - rozpoczęte. Trochę jeszcze tego zostało. Efekt: góra gałęzi zamiast klombu i parę ( tych ładniejszy z jakiegoś czerwonego krzaka) w wazonie. Do kopania na razie nikt się nie rwie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooooo! Muszę wypróbować "Prącie sapera" [bardzo mnie zastanawia skąd wzięła się nazwa...:D]. Właśnie do mnie dotarło jakimi amatorami kiełbaskowymi jesteśmy [a KonQbek właśnie prowadzi wywód o tym, że dzięki takiemu nacięciu spada napięcie w kiełbasce...:D].
      Powiem szczerze, że mnie do kopania też nie ciągnie i gdyby nie Qbek, to byłaby bieda:)

      Usuń