niedziela, 14 kwietnia 2013

Tak zwany apdejt

Przebiśnieg
Pomimo braku czasu coś zaczyna się powoli dziać. Przez to, że chcę ze wszystkim zdążyć, sypiam po trzy, cztery godziny na dobę a potem w ciągu dnia nie mogę dojść do siebie. Podobno według najnowszych badań, spanie krócej niż 6 godzin na dobę przez okres tygodnia powoduje zmiany z genomie. No to ja jestem już mutantem.
W tym tygodniu w końcu pogoda jest względnie ogródkowa. Przez to, że zrobiło się ciepło, rozszalała się oskoła- ostatecznie zebraliśmy około 7 litrów i postanowiliśmy zatkać drzewo, żeby za bardzo go nie osłabić. Nie było to takie proste, bo sok ciekł na potęgę. W końcu powstała taka konstrukcja:
Zatkać brzozie wcale nie jest tak łatwo
Przy okazji wizyty w ogrodzie znaleźliśmy drugą (wow) aktualnie kwitnącą tam roślinę.Jest to drugi krokus, tym razem biały w fioletowy wzór. Przy obchodzie zobaczyliśmy, że wszystkie trzy części rabarbaru puszczają liście, truskawka też ma młodą zieloność, na agreście i jednej z porzeczek są pączki. Dwie pozostałe porzeczki trochę mnie martwią, bo wygląda na to, że ruszyły tuż przed tymi ostatnimi przymrozkami i teraz wszystkie pączki są brązowe. 
Drugi kwiatek na naszym terenie:)
Wracając z ogródka usłyszeliśmy charakterystyczne bzyczenie- obudziły się pszczoły. W ogródku moich rodziców mają one gniazda pod ziemią. Odgłosy ciężkiej, pszczelej pracy bardzo nas ucieszyły- ile radości może sprawić bzyka... bzyczenie po takiej długiej zimie:)

Bździoła na puszkinii
Skoro już obfotografowywałam pszczoły, wyruszyłam na małe safari po ogródku rodziców. U nich kwitnie trochę więcej niż tylko dwa kwiatki- są przebiśniegi, zawilce, przylaszczki, krokusy i puszkinie. W prawdzie nie rosną one u nas, ale są tak piękne, że nie mogę się oprzeć i umieszczam zdjęcia. 
Grecki zawilec
Przylaszczki
W trawniku rodziców rozpanoszyły się za to maki i dziewanny. Rozsiane, odbite od korzenia, nie czekała ich inna przyszłość niż regularne koszenie. W związku z tym postanowiliśmy je zdefraudować i posadzić wzdłuż naszego post-nuklearnego płotu. Zasłonią trochę ohydną siatkę i rozweselą wejście- powtykaliśmy je w piątek pod wieczór przy płocie na zewnątrz. Zobaczymy ile przeżyje. Przy okazji przenoszenia maków wyrwaliśmy kilka fiołków- wsadziliśmy je pod brzozę w ramach podziękowania za oskołę:)
W piątek rano w domu kontynuowaliśmy też naszą działalność siewczą. Ogórki szklarniowe otrzymały nowe przestronne lokum. Problem z nimi polega jednak na tym, że sprawa szklarni się skomplikowała. Kiedy KonQbek chciał ją rozłożyć kilka dni temu, okazało się, że brakuje jednego bardzo istotnego aluminiowego profilu. Jesteśmy po słowie z producentem, mają poszukać tej części- jeśli nie znajdą będziemy musieli odesłać niekompletną szklarnię, a ogórki uprawiać w łazience:)

Ogórki w nowym mieszkaniu
Przy ogórkowej okazji dosialiśmy jeszcze arbuza (poprzedni się poddał) i Brazylijską Rodzynkę, czyli physalis. Wypróbowaliśmy do tego torfowe krążki do kiełkowania. Są to mini-plasterki, które po zmoczeniu pęcznieją i służą jako doniczki do kiełkowania. Ciekawe, czy arbuz będzie kiełkował w nich lepiej?
Torfowa doniczka przed kontaktem z wodą
Po kontakcie z wodą
Zasiewy

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz