wtorek, 4 czerwca 2013

Akacjowe muffiny kontra deszcz


Dziś miałam mocne postanowienie niesmucenia. Pomimo poniedziałku po długim deszczowym weekendzie, pomimo ulewy o poranku, pomimo braku miejsc parkingowych pod miejscem pracy nr 1, pomimo perspektywy dwóch zabójczych tygodni- dziś nie ma marudzenia. W samochodzie włączam francuskie ballady Yvesa Montanda i udaję, że deszcz jest scenografią do paryskiego romansu. A w domu, w przerwie pracy montuje pachnące słońcem muffiny.
Nasze robinie dopiero zaczęły kwitnąć- w mieście, gdzie jest cieplej i drzewa większe, woń akacjowych kwiatów czuć już od dawna. U nas drzewka kwitną później bo są młode- to odrosty starej akacji, która wyrosła przy piecu w szklarni dziadka i poddała się kilka lat temu. Właściwie powinnam napisać "robinii akacjowej", bo podobnie jak z mleczem czy bzem, nazwa zwyczajowa nie jest do końca poprawna. Akacja to afrykańskie drzewo, robinia- północnoamerykańskie i to ta druga może rosnąć u nas.

Robinia akacjowa w dziczy
Jedzenie tych kwiatów pamiętam jeszcze z podstawówki. Na naszym boisku rosła ogromna, stara akacja, która w maju stawała się niezwykle popularna wśród uczniów. Wiadomo, że dzieciaki lubią wszystko co słodkie, a te kwiaty należą do jednych z najsłodszych jakie jadłam. Poza jedzeniem ich na surowo (polecam!), można usmażyć je w cieście naleśnikowym albo zrobić placuszki. I pewnie milion innych rzeczy- z muffinami włącznie. WAŻNE! Jedynie kwiaty tej rośliny są jadalne- pozostałe części, jak kora czy owoce, są trujące!!!

Liści nie jemy
A jak zrobić muffiny?

MUFFINY Z KWIATEM AKACJI

40 g masła
300 g mąki
150 g cukru
2 łyżeczki proszku do pieczenia
1/2 łyżeczki sody
szczypta soli
150 ml mleka
100 ml śmietany 12% 
1 jajko 
1 łyżka syropu mniszkowego (przepis tutaj) albo miodu (np. akacjowego)
ok 15 kiści kwiatów robinii akacjowej
Tyle kwiatków spokojnie wystarczy
Kwiaty odkładamy na kartkę w celu eksmisji skrzydlatych mieszkańców. Masło roztapiamy i odstawiamy do wystudzenia. Mieszamy suche składniki (mąkę, cukier, proszek, sodę i sól). Mieszamy mokre składniki ( mleko, śmietanę i jajko). Z kiści akacji obrywamy pojedyncze kwiatki- łodyżek nie jemy, ale zielone części kwiatków są jadalne i bardzo słodkie, więc je zostawiamy. Mieszamy suche i mokre składniki, dodajemy roztopione masło, kwiaty i łyżkę syropu. Mieszamy tak, żeby pozostały grudki i pieczemy 25 minut w 190 stopniach Celsjusza.
Muffiny najlepsze są jeszcze lekko ciepłe- wilgotne, miodowe, bardzo aromatyczne i, przez syrop mleczowy, trochę cytrynowe. Dla mnie są na drugim miejscu jeśli chodzi o smak, zaraz po muffinach kasztanowych.
El Muffin
 Upiekłam je dziś w przerwie, ale oczywiście nie zdążyłam zjeść. Spakowałam sobie dwa jeszcze ciepłe do pracy, i zostawiłam kartkę, że można je jeść, ale nie wszystkie, bo chciałabym je jeszcze obfotografować. Jak wróciłam, tato stwierdził, że wprawdzie zjadł wszystkie babeczki, ale mogę  zrobić zdjęcie jego brzucha rentgenem. Na szczęście żartował i mogłam zrobić kilka zdjęć i uraczyć się wieczornym muffinem z nowo nabytym kakao.
A o tym kakao warto wspomnieć. Przy okazji wizyty w Zielonym Centrum (sklep ogrodniczy na obrzeżach Wrocławia; zakupiona macierzanka, bylinka do dekoracji szklarni, nasiona czarnej malwy i buraków...) natrafiłam na świetną markę z Obornik Śląskich- Pizca del Mundo. Ich produkty są ekologiczne, zdrowe i etyczne (certyfikat Fair Trade) a na dodatek przepięknie przyozdobione. Co do smaku- prawdziwe, mocne kakao, nie żadna amerykańska ściema. Ja wybrałam wersję Talamanca- orzechową. Cena puszki 250g to 24zł- jak na kakao tej jakości i z takim składem całkiem w porządku. Marka zdecydowanie godna polecenia ( ich strona).
I deszcz się może schować!
I wprawdzie nie udało mi się rozegnać deszczowych chmur, ale nie dałam się pogodzie. Dalej nucę sobie Yvesa Montanda i wyobrażam sobie, że moje balerinki i prochowiec są prosto z paryskiego butiku, a deszcz jest po to żebym mogła stąpać z wdziękiem pomiędzy kałużami.
Yeah right...
A muffinkami dzielę się w akcjach:

6 komentarzy:

  1. Poważnie liście akacji są trujące? To znaczy, że w dzieciństwie regularnie ocierałam się o śmierć...! o.O
    A z kwiatów wczoraj zrobiłam syrop. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na syrop sama też się zasadzam, ale na razie nie mamy jeszcze tych kwiatków za dużo (deszcz...).
      Jeśli chodzi o trującość liści to różnie podają- niektórzy piszą, że tylko kora i owoce, inni, że liście też, i że do gleby przenika. Nie wiem jak jest naprawdę- trzeba jakiegoś dendrologa, ale wolę nie ryzykować:) Ciocia wikipedia nie podaje śmierci w objawach, więc prędzej ocierałaś się o zatrucie- chyba, że regularne spożycie spowodowało, że się uodporniłaś:)

      Usuń
  2. Piękne! Wspaniały posiłek dla Kwiatożerców :)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ślicznie- wkręciłam się w to jedzenie kwiatków:) Również pozdrawiam- z deszczowego ogródka:)

      Usuń
  3. Witaj wytypowałam Twojego bloga do wyróżnienia Liebster Award pozdrawiam.
    http://zaciszekuchni.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło!!! To moje pierwsze wyróżnienie, więc tym większa moja radość:) Postaram się szybko ogarnąć o co chodzi i podać dalej:) Dziękuję!

      Usuń