czwartek, 8 sierpnia 2013

Lody śmietankowe z pysznymi dodatkami

 
Gorąco? W takim razie czas na obiecane coś smacznego i z wiśniami:) 
Jakiś czas temu, dzięki tacie odnalazłam naszą odwieczna maszynkę do lodów. Przywiózł ją z Niemiec właśnie tato- pod koniec lat 80tych, może na początku 90tych. Czyli zabytek. Ale działa! I można w nim zrobić domowe lody- na przykład śmietankowe.
Sama maszynka to relikt dizajnu końca dwudziestego wieku- jakieś bladoróżowe schemaciki lodów, plastik, który nieco już pożółkł. Firma ok- Phillips. I co najważniejsze- silniczek działa. Metoda przygotowywania lodów w tym urządzeniu polega na włożeniu miski z płynem do zamrażarki, następnie wlania tam mieszanki składników i mrożenie ich w zamrażarce. Mniej więcej co pół godziny lody wyjmujemy i mieszamy chwilę maszynką- daleko jej do nowych maszyn, które mieszają i mrożą jednocześnie. Ale daje radę. A smak domowych lodów jest milion razy lepszy niż sklepowych. Nie mówiąc o tym, że do przygotowania domowych używa się mniej niż dziesięciu składników- a zobaczcie na skład tych kupnych.
Jako pierwsze wybrałam lody śmietankowe. Za kupnymi nie przepadam, wolę z jakimiś dodatkami. Ale robiąc swoje chciałam zacząć od klasycznej podstawy. Przepis znalazłam na blogu, którego nazwa mnie urzekła (bo moja mama to właśnie Krycha).

LODY ŚMIETANKOWE

3 żółtka
100g brązowego cukru trzcinowego
250ml mleka
250ml słodkiej śmietanki (36%)

Żółtka ucieramy z cukrem na puszysty krem. Podgrzewamy mleko i ciepłe wlewamy do masy żółtkowej. Tak otrzymaną masę podgrzewamy ciągle mieszając- nie gotujemy. Następnie studzimy masę i wstawiamy do lodówki na około dwie godziny. Do schodzonej masy mleczno-jajecznej dodajemy zimną śmietankę i miksujemy do uzyskania jednolitej konsystencji. Chłodzimy według instrukcji naszej maszyny do lodów, lub wstawiamy do zamrażarki i co jakiś czas wyjmujemy i miksujemy. Mieszanie w trakcie robienia lodów, jest konieczne aby zapobiec tworzeniu się dużych kryształków zamarzniętej wody.
Do podania lodów zainspirowały mnie lody firmy Nordis, które jadłam dawno temu. Nazywały się Dafne i z tego co widzę na ich stronie to dalej jej produkują, ale dodali rodzynki. Ja bym sobie rodzynki darowała. 
Pierwszym dodatkiem była konfitura wiśniowa. Zrobiłam ją jakiś tydzień temu z naszych wiśni. Ten rok nie obszedł się dobrze z wiśniami u nas w ogrodzie. Mimo, że pięknie kwitły, prawie nic ich nie zapyliło bo kwitły kiedy były najgorsze deszcze. Poza tym straciły prawie wszystkie liście. Ponieważ wyglądały naprawdę biednie, postanowiliśmy mocno je przyciąć. Śmialiśmy się, że jesteśmy najbardziej zdesperowanymi fanami wiśni- przycięliśmy drzewa o połowę, żeby sięgnąć tych kilku owoców na odległych gałązkach.
To nasze zbiedniałe wiśnie przed przycięciem. Jak zrobię dodam zdjęcie po przycięciu.
Taki grzybek wyrósł na jednej z martwych gałązek. Niedobrze.
 

A wyglądało to tak: konQbek przycinał gałęzie, ja je przejmowałam i zbierałam tych kilka wisienek z przyciętych konarów. Z dwóch drzewek zebrał się kilogram- sukces! Przy okazji konQbek prawie się wykrwawił, bo nożycami do gałęzi przydzwonił sobie w czoło. Ale jak to konQbek, pracował dalej dopóki nie zobaczyłam, że całą twarz i szyję ma we krwi. "A ja myślałem, że tak się spociłem!"... Za karę dostał najbardziej kompromitujący plaster, jaki udało mi się znaleźć w mojej szufladzie (jestem jedną z tych osób, która na stwierdzenie "Potrzebują plastra" pyta nie o rozmiar a "W co? Muminki, małpki, słonie, Garfielda?").
Krew, Krew, KREEEW!
Plaster na czole, rana była mała, ale celna.
Konfiturę zrobiłam po prostu dodając 250g cukru do wydrylowanych wiśni i smażąc je aż uzyskałam satysfakcjonującą mnie konsystencję. Wyszły pyszne, ale trochę za suche. Chyba już nie uda mi się wrzucić zdjęć bo tajemniczo znikają ze słoiczka.
Lody posypałam orzeszkami ziemnymi. Kupiłam takie w łupinach, bo prażone z tą brązową skórką mają dużo więcej aromatu. Po uprażeniu obrałam je ze skórki, skropiłam odrobiną oliwy i posypałam solą. Potem posiekałam, żeby mieć grubą posypkę.
To mój przepis na upały. Jeśli nie macie cierpliwości miksować, zawsze możecie zrobić swój sorbet. wystarczy zamrozić sok albo zblendowane owoce- pomóc może taki gadżet z IKEA. Dorwałam go ostatnio za niecałe 10 zł- oczywiście w planach były większe zakupy, ale skończyło się jak zwykle- na duperelach (silikonowa stolnica rządzi!). Czyli z cyklu "kupiłam w markecie i polecam":)
A i pijcie dużo wody!!!

2 komentarze:

  1. Ten miodek nie tylko świetnie wygląda on też rewelacyjnie smakuje :) Nie wiedziałam, że robię takie dobre zdjęcia, które pokazują też zapach :) Twoje lody są rewelacyjne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki, a na miodek pewnie prędzej czy później się skuszę:)

      Usuń