wtorek, 6 sierpnia 2013

Kot

 Opowiem wam dziś o tym stworzonku na zdjęciu. Nie wiem jak się nazywa- ba! nawet nie wiem czy to on czy ona. Ale wiem, że mruczy najgłośniej na świecie i swoją historią poprawi wam wtorkowy, odległoweekendowy nastrój.
Wszystko zaczęło się w niedzielę. Kiedy szliśmy na ogródek, od bramki ściągnęło nas miauczenie pod płotem. A tam, na gorącym podjeździe sąsiadów, bez grama cienia, kociak. Chwila zastanowienia co z nim zrobić, przysiadłam na betonce przy bramce a kocur klapnął w cieniu mojej nogi i trzymając się mojej stopy zasnął.
 Kocisko wyglądało na zadbane i najedzone. Nasłuchiwaliśmy, czy ktoś go nie woła, ale nikt go nie szukał. Wędrówka po sąsiadach też nie przyniosła efektów. Ale mieliśmy okazję spotkać się z niektórymi sąsiadami pierwszy raz w życiu. Okazało się na przykład, że za łąką mieszka sympatyczny Grek, bardzo wielu ludzi ma już koty, a im ładniejszy dom tym mniejsze szanse, że ktoś w ogóle otworzy drzwi.
W niedziele wieczorem było dla nas jasne, że zwierzaka nikt nie chce- trzeba było znaleźć mu lokum. Nasz dom odpadał- mamy dwa psy i trzy koty, wszystkie pięć charakterne. Ponieważ na działce nadal stoi namiot, postanowiliśmy go użyć. Mój brat zamontował sypialkę, konQbek przyniósł kocyk. Teraz trzeba było tylko uśpić kota.

Prawda, że wygląda jak De Niro? "Are you talkin' to me?"
 

Typowe zdjęcie kota- wąchamy obiektyw
 A ten, mimo że spędził dzień na zabawie sznureczkiem, wykopywaniu bóg-wie-czego z nory w ziemi, żebraniu o obiad (jedliśmy w ogrodzie), nie miał zamiaru iść spać. Oczy mu się kleiły, ale każdy najmniejszy komar to było wyzwanie. W końcu klapnął na swoim wybranym krześle (wcześniej na nim trochę spał) i zaczął się myć. Tak go zostawiliśmy.
Oczy się kleją, ale spać nie mam zamiaru
 Rano przyszłam do ogródka bardzo wcześnie, ale kocura nie było. Zawołałam, pokiciałam, zostawiłam miseczkę. Zaczęłam sobie wyrzucać, że zostawiliśmy go na noc w ogrodzie. Tymczasem po jakiś dwóch godzinach usłyszałam, że sąsiadka coś przegania. Kocur się znalazł.
Zaprezentowałam mu miskę, którą wyczyścił w ekspresowym tempie. Postawiłam jego krzesło w cieniu i było po kocie- spał z małymi przerwami pięć godzin. Mogłam go zostawić, żeby rozwiesić ogłoszenia o znajdzie, a kiedy wróciłam dalej kimał. Raz czy dwa razy obudziły go hałasy- wtedy brałam go na kolana, chwila miziania, i z powrotem utrata świadomości.
Wszystko wskazywało na to, że ktoś się kotka pozbył- niedziela, nikt w okolicy go wcześniej nie widział, zwierzak ewidentnie domowy. Ogłoszenie wywiesiłam na wszelki wypadek, ale już zastanawiałam się nad tym co zrobić z takim małym włochatym.
 Jakie było moje zdziwienie, kiedy godzinę od wywieszenia ogłoszeń, zadzwoniła pani z pytaniem czy on aby nie ma rudawej łatki na brzuchu. Ma! Okazało się, że kocur zwiał przez uchylony garaż zupełnie z drugiej strony osiedla. Nawet nie braliśmy pod uwagę, że tyle mógł przewędrować. A uśmiech córki tej pani, kiedy z daleka zobaczyła swoją kicię- jak mówią w reklamach, bezcenny:)
Dlatego, jeśli ktoś wam kiedyś powie- zostaw! nie pomagaj! to tylko kłopot! nie warto!- podziękujcie mu grzecznie i róbcie swoje. Zawsze warto- choćby po to, żeby mała dziewczynka nie mogła przestać się cieszyć z powrotu zwierzaka.
Brat katuje kota, czy kot brata?
 PS.: Dla wszystkich, którzy czekają na jakieś nomz- obiecuję, że wkrótce umieszczę tu coś smacznego i z wiśniami!;)

4 komentarze:

  1. Jeju, jakże cudownie było przeczytać taką historię! Mają Państwo wspaniałe, wielkie serca! <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Super! Każde "dobro" jakie komuś okażesz - kiedyś do Ciebie wróci. Zatem szykuj się na na jakąś miłą niespodziankę...może wygrana w totka? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powiem, nie powiem- byłaby całkiem miło widziana:) Ale bym nakupiła roślin...!
      Też chcę wierzyć, że karma się wyrównuję- wbrew temu co czasem widzę i czego doświadczam.

      Usuń