poniedziałek, 30 grudnia 2013

Produktywność 10

Dziś udało się nam wypaść na ogródek! I nawet czegoś dokonaliśmy- sami zobaczcie!
Plany snuliśmy od wczoraj i były ambitne- zakupy, ogródek, gotowanie, przygotowanie do pracy i, o czym właśnie sobie przypomniałam, pranie. Nawet sobie budzik nastawiłam, żeby nie przespać pół dnia. I, poza praniem, udało się:)

W ogródku nie byliśmy długo, ale w sam raz, żeby przenieść górę gałęzi sprezentowaną przez sąsiadów. Nie planujemy na razie palić ogniska, a nie chcemy, żeby przez zimę coś schowało się w tych gałęziach. Jeśli chcielibyśmy zrobić ognisko w np. lutym, obudzilibyśmy takiego rezydenta, a to im nie służy. Dlatego gałęzie powędrowały do "lasku", gdzie nawet jeśli coś tam zamieszka, będzie mogło spać spokojnie do wiosny.
Przy okazji dokończyliśmy projekt płotkowy, który powstał podczas przycinania amorfy. Chyba trochę sama się nakręciłam pisząc wczoraj o tym pleceniu z amorfy, bo dziś jakoś tak spojrzałam na te gałązki, a one do mnie przemówiły. No to posłuchałam i płotek stoi! Może niesymetryczny i krzywy, ale w stu procentach naszej produkcji, w stu procentach z naszego surowca! Jak przyjdzie apokalipsa, to przynajmniej płotek sobie ukręcimy:)
"Bezinowe "kołki posłużyły jako baza
Etapy początkowe- z okazji płotka złożyliśmy nawet nasz zdemolowany kompostownik
Plecenie szło nam bardzo szybko i sprawnie.

Płotek wersja końcowa- może trochę uratuje kompostownik przed wiatrem.

A kiedy trochę zmarznięci wróciliśmy do domu, przyszedł czas na wykorzystanie wyrwanej chwilę wcześniej pory. Pomysł na jej użycie zrodził się jeszcze przed świętami, kiedy to miałam okazję odwiedzić nowo otwartą we Wrocławiu knajpkę. Dobra Karma, bo o niej mowa, działała wtedy dopiero od kilku dni, a powiedziała nam o niej Ziomka. 
Był to jeden z tych dni, kiedy nie miałam nawet czasu na zjedzenie czegoś porządnego, więc idea spotkania w restauracji bardzo mi podpasowała. Do Dobrej Karmy zawitałam z bólem głowy, pustym żołądkiem i torbą prezentów dla dziewczyn. Nastrój miałam średni, a jedyne o czym marzyłam to coś ciepłego i łóżko. Myślałam, że posiedzę godzinkę i ucieknę do domu, szczególnie, że czekała na mnie jeszcze praca. Nie udało się.
Ponieważ byłam głodna, zdecydowałam się na coś obiadowego- tartę z porami. I boczusiem. I duży kawałek ciasta na deser. Tarta była przepyszna- duży, dobrze przyprawiony kawałek z konkretną ilością porów na wierzchu. Ciasto swojskie i domowe, z tego co pamiętam jakaś krzyżówka murzynka z sernikiem- uczyniło mnie szczęśliwą. I kawa- kawę mają genialną- mocną, aromatyczną, nie jakieś wodniste bebły. 
I jakoś tak siedziałyśmy i gadałyśmy- tematy dyskusji niech pozostaną naszą mroczną tajemnicą;), a czas mijał. W Dobrej Karmie bardzo łatwo się rozluźnić- atmosfera jest bardzo przyjazna i pełna otwartości. Dla przykładu- nie tylko mogłyśmy zdegustować nasze własne ciasteczka, ale jeszcze posmakował ich obsługujący nas pan. Tego właśnie było mi trzeba- potem nawet praca do północy nie była taka dołująca jak zwykle:)
A tarta z porami- musiałam spróbować zrobić ją sama! Przepis tu to moja wariacja, żeby spróbować oryginału, musicie wybrać się do Wrocławia:) (fejsbukowy profil Dobrej Karmy)
Zdjęcie zrobione dziś- mało zimowe...
 TARTA Z PORAMI

Na spód tarty
300g mąki
100g masła (w pokojowej temperaturze)
szczypta proszku do pieczenia
szczypta soli
3/4 łyżki lodowatej wody
Na nadzienie
łyżka masła
1/2 średniej cebuli
3 dość duże pory (u nas jeszcze pory z ogródka!!!)
1 jajko
sól, pieprz i gałka muszkatołowa do smaku
kilka plasterków cienko pokrojonego boczku
kawałek sera Bursztyn do posypania po wierzchu

Piekarnik nagrzewamy do 200*C. Ciasto zagniatamy (więcej wskazówek tutaj), wyklejamy nim formę i chowamy do zamrażarki na kilkanaście minut. Cebulę kroimy w piórka i szklimy na rozgrzanym maśle, pora kroimy w krążki i dodajemy do zeszklonej cebuli. Podsmażamy aż por trochę zmięknie i zacznie mocno pachnieć. Wyjmujemy ciasto z zamrażarki, nakłuwamy i wkładamy do piekarnika na około 10 minut. Bursztyn trzemy na drobnej tarce, plasterki boczku kroimy na drobniejsze kawałki. W misce rozbełtowujemy jajko z dodatkiem soli, pieprzu i gałki (u nas około pół łyżeczki soli i po dużej szczypcie reszty)- jeśli wydaje się zbyt mało można dodać trochę zimnej wody. Do jajka dodajemy pora z cebulą- masy ma być niewiele, ma tylko oblepić warzywa. Tak otrzymaną mieszankę wykładamy na podpieczonym cieście, okładamy plasterkami boczku i posypujemy tartym bursztynem. Pieczemy jeszcze 15 minut. Jemy na ciepło (choć na zimno też daje radę). Polecam! Z tym zestawem smaków satysfakcja gwarantowana!
Pozdrawiam wszystkich sylwestrowo-noworocznie i uciekam- może jeszcze uda mi się zrobić czekoladowe ciasto z burakami na jutro. No i jeszcze to nieszczęsne pranie...

4 komentarze:

  1. Płotek marzenie :)
    Spotkanie w Dobrej Karmie też było jak marzenie :*. Wszystko było tak jak pisze Magda: pyszne jedzonko i super atmosfera. Jak na stole pojawiły się Twoje wypieki, to myślałam, że nas właściciele przegonią gdzie pieprz rośnie (z zazdrości o te fiołkowe konfitury oczywiście ;) )...a tu niespodzianka. Pan na nasze chichy i śmichy zareagował pozytywnie, troszkę z miną " o spotkały się baby...", troszkę z miną wyrażającą zdziwienie " mają swoje kubki, swoje ciastka, co jeszcze mają swoje?!?!?!?!?" a potem spróbował wspomnianych ciastek i ... cóż miał robić. Fajne z nas babki, roześmiane, żarłoczne ( bo tych tart i kawałków ciasta to trochę poszło ;) ),częstują ciaskami - super klientki ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Też myślę, że nie Pan miał wyjścia tylko się poddać naszemu urokowi;)

      Usuń
  2. Przepis na tartę wypróbuję napewno, wygląda apetycznie. Wszystkiego najlepszego w tym Nowym Roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Polecam polecam!
      Również wszystkiego najzieleńszego w 2014!
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń