piątek, 16 maja 2014

Jedzenie na pocieszenie

Czyli "comfort food"- szybkie, proste i satysfakcjonujące nomz,  które zły dzień czyni nieco bardziej znośnym. Stworzone do pałaszowania pod kocem, przy ulubionym, najbardziej ogranym filmie, którego dialogi jesteśmy w stanie cytować pomiędzy jednym kęsem a drugim. Świetnie pasujące do focha na cały świat, deszczu za oknem i wewnętrznego zachmurzenia. Idealne na dziś.
No bo kurczę- przecież jest piątek a u mnie tak tujowo. Zaczęło się od zapomnianych rano materiałów- foliówka z nimi tajemniczo zniknęła w jednej z teczek i została w domu. Na szczęście można zeskanować i wysłać, prawda? Chyba, że komputer, który jest połączony ze skanerem, zamiast działać, wydaje jednostajne buczenie i odmawia współpracy. W sumie, w taką pogodę też bym się nie chciała włączyć. Ale zanim przyjechałam do domu i się o tym przekonałam, miałam jeszcze przyjemność wymienienia się numerem telefonu z przemiłym panem, który wjechał w moją dwudziestoletnią Kaśkę. Na szczęście, poza moimi kręgami szyjnymi, nic nie ucierpiało i nie trzeba było wzywać policji.
No i jeszcze ten deszcz- a ja mam takie ambitne plany nasadzeniowe na jutro. Wszystko do niczego.
Kiedy wpadłam do domu pragnęłam jedynie dobrego ciacha, ciepłości w stopy i gorącej kawy. A ponieważ ciacha nie było, zaszła improwizacja i powstała tarta.

TARTA Z BANANAMI I NUTELLĄ ŚLIWKOWĄ
 1 opakowanie kruchego ciasta (wiem, wiem, idę na łatwiznę, ale o to chodzi w "comfort food")
2 banany
5 łyżek śmietany kremówki
1 jajko
5 czubatych łyżek powideł śliwkowych z ciemną czekoladą
szczypta sody

Piekarnik nagrzewamy do 180*C. Teflonową tortownicę wykładamy ciastem (można wcześniej natłuścić, ja zapomniałam i też wyszło:P) i gęsto nakłuwamy je widelcem.  Brzeg musi być dość wysoki, żeby nadzienie się nie wylało. Banany kroimy w plasterki i układamy na cieście. Śmietankę łączymy z jajkiem na gładką masę, dodajemy powidła śliwkowe, szczyptę sody i dokładnie mieszamy. Wylewamy na banany i pieczemy około 25 minut. Jemy na zimno.
 Wiem, wiem- nic w tym cieście naszego (śliwkowa nutella była przez nas robiona, ale z kupnych śliwek). Ale ta tarta jest odpowiedzią na moje dzisiejsze nieszczęścia, a że wyszła zacna, to pragnę się nią podzielić. Kombinacja lekko wytrawnej czekolady z śliwką wydobywa z bananów kwaskowatość, którą lubię w nich najbardziej.
Tak wyglądały nasze czekoladowe śliwki
Kawa była, ciacho było, ciepłe kapcie na stopach też. Brakuje tylko filmu- my planujemy dziś wieczór z "Medicusem"- ale to będzie dla nas premiera. Kiedy potrzebuję filmu na smuty najczęściej wracam do pierwszej części "Ani z Zielonego Wzgórza", "Sabriny" z Harrisonem Fordem, "Tootsie" z Dustinem Hoffmanem, "Między słowami", "Śniadania u Tiffaniego" i do "Lilo i Stitch":) A jakie są wasze filmy na wieczory zawinięte w koc?
*Musiałam umieścić tez zwiastun:) Przypomniał mi się ten film i fakt, że po obejrzeniu go moja mama zaczęła przezywać Harrisona Forda "spanielem". Jeśli nie widzieliście, polecam- Julia Ormond jest piękna a Ford ciapowaty (ale autoironiczny) jak nigdy.

2 komentarze:

  1. mnnniaaaam! jakie to musi być PRZEpyszne!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No było niczego sobie, że tak powiem:) Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń