sobota, 31 maja 2014

Majowe plony

Dziś post o tym co udało się zebrać, zjeść, osiągnąć i zobaczyć w maju. Będzie dużo zdjęć, roślin i kilka inspiracji podpatrzonych w Wojsławicach. Aż ciężko uwierzyć, że to już ostatni dzień maja!
Na początek Wojsławice. W tym roku udało się nam odwiedzić tamtejszy ogród w czasie, kiedy kwitły największe krzewy. Widok był spektakularny i pomimo deszczu spędziliśmy wspaniały dzień. Oto kilka migawek z naszej wizyty, a zainteresowanych ogrodem odsyłam do zeszłorocznego postu.

Ścieżka azaliowa.
Ten krzew był bohaterem dnia. Trafiliśmy na jego najbardziej dekoracyjne pięć minut:)
W starej części ogrodu pojawiła się taka dekoracja, ze zdjęciem sprzed lat. Ciekawy pomysł.

 
Ponieważ był to jeden z niewielu słonecznych weekendów w maju, ciężko było o takie wyludnione ścieżki.
W wielu, szczególnie tych najbardziej malowniczych miejscach było tak.
Te rośliny wyglądają jak dzieło malarza.
Kwitnące krzewy przyciągnęły wiele owadów. Jak się dobrze przyjrzeć widać kuleczki pyłku na nogach tego insekta:)
A oto kilka roślin (niestety niejadalnych) i pomysłów, które spodobały mi się w tym roku w Wojsławicach.
W niektórych miejscach pojawiły się małe budki z pieczątkami- nie mam pojęcia o co z nimi chodzi, ale domki są bardzo ciekawe. Obok pomysł na wykorzystanie starej ramy okiennej.
Ten pomysł mnie urzekł- zaczynam zbierać szyszki!
 
 
 
 Tradycyjnie wizytę w Wojsławicach zwieńczyliśmy piknikiem. 
Nasze zapasy. Świetnym rozwiązaniem jest to, że po zakupie biletu można poprosić pana ochroniarza o pieczątkę- dzięki temu można wyskoczyć po prowiant i wrócić na ten sam bilet. I nie trzeba tachać ze sobą wałówki:)
Nasze menu obejmowało budyń ryżowy przekładany nutellą śliwkową, orzechami i kremem kokosowym, bekonowe muffiny i kabanosy.
Miejsce naszego relaksu- tradycyjna altanka, na którą niestety w tym roku musieliśmy trochę poczekać (dużo ludzi...). No i moja adekwatna blogersko koszulka:)
A tymczasem w naszym ogrodzie zbiory. Są pierwsze czereśnie, które pomimo deszczu zaczęły się rumienić. Udało się nam zebrać kilka z bratem- pewnie jedyne, które uratowaliśmy przed szpakami. Różom wróżę bardzo dobry rok- kwitną już teraz obficie, mimo że pogoda nie sprzyja. Pierwsza konfitura z płatków już utarta.
 
Na naszych wielce nieformalnych rabatach zrobiło się niebiesko, co mnie bardzo cieszy, bo uwielbiam ten kolor w ogrodzie.
Irysy, len, szałwie i brat na czereśni.

A na zakończenie prezent od konQbka- zaprojektowane i wykonane przez niego plakietki do ogrodu. Takie oto rzeczy można zrobić w przerwie w pracy. Uwielbiam je i będę umieszczać gdzie tylko się ta (oczywiście po tym jak je zaimpregnuję:)). No to co? Rosnąć do cholery!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz